niedziela, 19 marca 2017

Rozdział XII

(Diana)
-Witaj. Jestem Brigitte. - Kobieta rzuciła mi się na szyję. Wygląda na to, że cieszy się z mojej wizyty w jej domu. Cieszy mnie to bardzo, bo szczerze mówiąc trochę się tego obawiałam. Mama Michaela po chwili trwania w uścisku, złapała mnie za dłonie. - Michael mi dużo o tobie opowiadał.
-Mam nadzieję, że same dobre rzeczy. - Uśmiechnęłam się. Mój chłopak objął mnie od tyłu i swój podbródek umiejscowił na moim ramieniu.
-Dobrze wiesz, że same dobre, bo tych złych nie ma. - Jego słowa sprawiły, że poczułam się jeszcze pewniej w jego rodzinnym domu. Pani Brigitte popatrzyła na nas z wielkim uśmiechem.
-To może wy się rozgośćcie w salonie, a ja pójdę zawołać chłopaków. - Wskazała nam ręką w stronę wcześniej wspomnianego pomieszczenia. Po chwili zniknęła. Najprawdopodobniej poszła po nich na piętro. Razem z Michaelem poszliśmy do salonu, gdzie stał wielki stół przygotowany już do kolacji.
-Jak pierwsze wrażenie? - Zapytał Michi. Zawsze lubiłam gdy pytał się mnie o takie rzeczy. Pokazywał w ten sposób jak bardzo się o mnie troszczy. Zawiesiłam swoje ręce na jego szyi.
-Bardzo dobre. Twoja mama jest naprawdę cudowna. - Usłyszałam, że ktoś zbiega po schodach, więc dałam mu szybkiego buziaka i odwróciłam się w ich stronę. Po chwili stali przede mną rodzice i bracia Michaela, który w tej chwili trzymał swoje dłonie na moich ramionach.
-Poznajcie moją dziewczynę. - Przywitałam się grzecznie ze wszystkimi. Każdy wydawał się bardzo miły. Jedyne co, to niepokoił mnie sposób, w jaki patrzył na mnie Alexander. Niby nie patrzył na mnie z pogardą lub czymś innym, jednak w swoim spojrzeniu miał coś takiego, czego nie umiem wyjaśnić.
Siedzieliśmy wspólnie przy jednym stole. W towarzystwie jego rodziny czułam jakbyśmy wszyscy znali się od wielu lat. Rozmawialiśmy wspólnie na wiele tematów, a także żartowaliśmy i śmialiśmy się. Jedynie Alex był jakiś nieobecny. Dobrze widziałam, że dokładnie obserwował każdy mój ruch, ale starałam się nie zwracać na to uwagi. Oczywiście pani Brigitte próbowała wcisnąć we mnie tyle jedzenia ile się tylko dało.
-Weź sobie jeszcze nałóż dokładkę. - Prosiła zatroskana.
-Dziękuję, wszystko jest takie pyszne, ale naprawdę już nie mogę. - Powtórzyłam już chyba po raz dziesiąty tego wieczoru moją regułkę.
-Oj chociaż troszeczkę. Jesteś strasznie chudziutka. - Denerwuje mnie, gdy ktoś mi wypomina, że jestem chuda, więc powinnam więcej jeść. Przecież ja już mam to w genach po mamie i to wcale nie jest wina tego, że mało jem. Zanim zdążyłam coś odpowiedzieć, zrobił to jak dotąd milczący Alex.
-Jak dają to trzeba brać. - Nie powiem, denerwował mnie cały wieczór, ale tym tekstem naprawdę mnie bardzo rozśmieszył. Jakbym słyszała Stefana... Z pomocą przyszedł mi Michael, czyli mój kochany Wybawiciel.
-My w sumie jesteśmy już wykończeni podróżą, więc się pójdziemy położyć spać. - Przytaknęłam na jego słowa. Po chwili poszedł po nasze torby i w mgnieniu oka szliśmy już schodami na górę. Trochę czułam się jak w hotelu. Ciągnął się jedynie długi prosty korytarz. Jeżeli dobrze policzyłam to było tutaj osiem par drzwi. Michael złapał mnie za rękę i poprowadził mnie w stronę swojego pokoju.
-Mam nadzieję, że spodoba ci się mój pokój. Wprawdzie rzadko tu bywam, ale chyba nie powinien być zakurzony. - Zaśmiał się, czym spowodował większy uśmiech na mojej twarzy. Po chwili moim oczom ukazał się pokój, w którym ściany były pomalowane w różnych odcieniach błękitu. Mniej więcej na środku stało duże dwuosobowe łóżko. Wszystkie meble były w kolorze białym. Jedna ściana była przeznaczona na zdobiące ją białe ramki z różnymi zdjęciami Michaela i jego rodziny. Jedno z nich bardzo przykuło moją uwagę. Podeszłam bliżej. Przedstawiało małego Michiego. Boże, jaki on słodki. Już wtedy miał bujne blond włosy. Mój chłopak podszedł do mnie i spojrzał na fotografię. - Wyobraź sobie, że kiedyś będzie nam po domu biegał taki mały Hayboeck. - Od razu sobie to wyobraziłam i uśmiech pojawił się na mojej twarzy.
-A chciałbyś? - Odwróciłam się w jego stronę i z zaciekawieniem spoglądałam w jego oczy.
-Kiedyś na pewno. - Złapał mnie za ręce i poprowadził w stronę łóżka, na którym po chwili już siedzieliśmy. - A teraz powiedz, jakie wrażenie zrobili na tobie moi rodzice?
-Na początku się trochę stresowałam, ale nic ci nie mówiłam. - Michael przymrużył lekko oczy, udając wyrzut, że mu nie powiedziałam wcześniej, ale po chwili zaczął się uśmiechać. On chyba jednak nie umie udawać poważnego w moim towarzystwie. Jakby się tak głębiej zastanowić, to mam tak samo. Jejku... Tyle nas łączy... - Nie patrz tak na mnie. - Skrzyżowałam ręce na piersi, pokazując oburzenie.
-Jak mam na ciebie nie patrzeć, bo nie rozumiem...
-No tak. - Zaczęłam udawać jego minę sprzed kilkunastu sekund. Chyba nie za bardzo mi to jednak wyszło. Cóż, najwyraźniej jego miny są unikatowe i nie da się ich naśladować w prawidłowy sposób. - Dobra nie ważne. - Machnęłam ręką ze zrezygnowaniem. - A więc potem twoi rodzice byli na prawdę bardzo mili i się do nich przekonałam. Bardzo ich polubiłam. Mam nadzieję, że oni mnie też.
-O to możesz być spokojna. Zawsze jak któryś z moich braci przyprowadza nową dziewczynę to robią jej długie przesłuchanie. Tobie nie zadawali aż tyle pytań, więc najwyraźniej od razu ci zaufali.
-Tak myślisz? - Uniósł mój podbródek dwoma palcami.
-Ja nie myślę, ja to wiem. - Michi delikatnie mnie pocałował. Po chwili jednak przestał. - Ja nadal nie mogę uwierzyć, że jesteśmy razem, tutaj, tacy szczęśliwi...
-Mam cię uszczypnąć? - Naszykowałam już rękę, żeby to zrobić, ale mnie powstrzymał.
-Lepiej mnie pocałuj. - Uśmiechnął się i zamknął oczy, czekając aż go pocałuję. Postanowiłam zrobić mu małego psikusa. Dałam mu buziaka w policzek. Chyba mu się to nie spodobało. - Zaraz się obrażę. - Skrzyżował ręce i odwrócił głowę w bok. Najprawdopodobniej tylko udaje, ale dobra, przeproszę go, żeby nie było.
-Przepraszam Michael. Michi. Chyba się na mnie nie pogniewasz? - Nie reagował na moje słowa. - Ej, bo pomyślę, że ty tak serio. Halo, ziemia do Michaela. - Zaczęłam mu machać dłonią przed oczami, bo się nawet nie raczył na mnie spojrzeć. - Dobra, niech ci będzie. - Wywróciłam tylko oczami i usiadłam wygodniej na łóżku, żeby było mi wygodniej go pocałować. Uchwyciłam jego twarz w dłonie i przekierowałam w moją stronę. Pocałowałam go delikatnie tak, jak to on zrobił kilka minut temu. - Już? Nie gniewasz się?
-Jeszcze trochę się gniewam. - Zaśmiał się. Czyli teraz mam rozumieć, że się tak naprawdę nie gniewa, tylko pogrywa sobie ze mną. Niech mu będzie, wciągnę się w tą jego gierkę. Pocałowałam go najbardziej namiętnie jak chyba tylko potrafiłam. Dobra, chyba mi już przebaczył, o ile w ogóle można to tak nazwać.
-Jak jeszcze mi nie wybaczyłeś to się już poddaję.
-Spokojnie, wybaczyłem. Nie jestem aż tak bardzo pamiętliwy. - Puścił do mnie oczko.
-Całe szczęście.
Obudziłam się w środku nocy. Spojrzałam w bok i ujrzałam Michaela, który słodko spał. Mogłabym patrzeć na niego godzinami. To był na prawdę uroczy widok. Chciałam go teraz pocałować, ale nie chciałam go tym obudzić. Postanowiłam się powstrzymać. Poczułam trochę suchość w gardle. Postanowiłam się napić, ale nie było nic w pobliżu. Postanowiłam zejść na dół, do kuchni i nalać sobie wody z kranu. Wiem, że niby się nie powinno tego pić, ale zawsze wolałam taką niż z butelki.
Każdy chyba spał oprócz mnie. Przemierzałam spore mieszkanie powoli i w nienagannej ciszy, aby przypadkiem kogoś nie obudzić. Nie lubiłam nigdy nikomu grzebać po szafkach, więc miałam szczęście, że kubki stały na wierzchu. Wzięłam jeden z nich i podeszłam do kranu i nalewałam wody. Nagle poczułam na moich biodrach czyjeś dłonie. Od razu zorientowałam się, że coś nie gra. Instynktownie zrzuciłam z siebie czyjeś dłonie i się szybko odwróciłam. Przede mną stał Alexander. Co on sobie w ogóle wyobrażał. Ciekawe, czy on by chciał, żeby Michael tak się zachowywał w stosunku do jego dziewczyny. Kurcze, o czym ja w ogóle mówię, przecież Michi jest ze mną.
-Co ty wyprawiasz? - Spojrzałam na niego z zaskoczeniem jak i ze złością. On się tylko uśmiechał cwaniacko. Jak ja nienawidzę takich osób zapatrzonych w siebie.
-Chyba ja powinienem o to zapytać ciebie.
-Wody przyszłam się napić.
-I taki przypadek, że akurat się tu spotkaliśmy. To musi coś znaczyć. Co o tym myślisz?
-Myślę, że powinnam już iść spać. - Chciałam już iść w stronę pokoju, ale Alex zagrodził mi drogę. - Daj mi przejść. - Co raz bardziej zaczęło mnie irytować jego zachowanie.
-Poczekaj, a może masz ochotę na mały numerek?
-Słucham?! - Nie mogłam uwierzyć, w to co usłyszałam.
-To co słyszysz. Jest środek nocy. Nikt się nawet nie musi o tym dowiedzieć, a moje łóżko... - Nie mogłam już wytrzymać ze zdenerwowania i mu przerwałam.
-Czy ty w ogóle siebie słyszysz? Co ty sobie myślisz, że ja jestem pierwsza lepsza? Jak w ogóle możesz mi proponować coś takiego? Taki z ciebie brat, że za plecami Michaela podrywasz jego dziewczynę? Wiesz co? Kocham twojego brata i nigdy bym go nie zdradziła tym bardziej z tobą. - Już się kierowałam w stronę schodów, ale się jeszcze odwróciłam na chwilę. - A, i jeszcze jedno. Nie powiem o tym Michaelowi, bo nie chcę psuć waszych relacji, ale następnym razem od razu do niego pójdę i mu o tym powiem. - Ponownie się odwróciłam w stronę schodów, ale po chwili poczułam jego dłoń na moim łokciu i momentalnie odwrócił mnie w swoją stronę.
-Poczekaj...
Przybywam z kolejnym rozdziałem. Koniecznie komentujecie ;)

poniedziałek, 13 marca 2017

Rozdział XI

(Stefan)
Leżałem w salonie przed telewizorem. Było już późno. Praktycznie usypiałem. Czekałem jedynie na Dianę, którą miałem zamiar przeprosić za moje zachowanie. Przez ostatnie dni się do mnie praktycznie nie odzywała. Przepraszałem ją z tysiąc razy, ale ona po prostu to olewała. Tym razem się lepiej przygotowałem, bo kupiłem jej kwiaty. Co jak co, ale kobiety zawsze przy nich kruszeją. Usłyszałem przekręcanie zamka. Szybko się zerwałem i pobiegłem do kuchni po bukiet czerwonych róż. Schowałem je za swoimi plecami i szybkim krokiem ruszyłem w stronę dziewczyny.
-Cześć. Wiem, że nie chcesz ze mną rozmawiać, ale... - Odwróciła się w moją stronę. Patrzyła na mnie pytającym spojrzeniem.  - ...chcę cię po raz kolejny przeprosić. Wiem, że nie powinienem się wtrącać. Proszę, wybacz mi. Jesteś u mnie na wakacjach i bez sensu, żebyśmy dalszą ich część spędzili na nie odzywaniu się do siebie. - Podszedłem do niej bliżej. - A to dla ciebie na przeprosiny. Mam nadzieję, że przyjmiesz je i mi wybaczysz. - Wręczyłem jej kwiaty, po czym wzięła je do ręki, pokiwała głową i mnie przytuliła.
-Oj Stefciu. I jak tu mam się na ciebie gniewać, jak widzę jak bardzo ci zależy na tym, żebym ci wybaczyła. Gdybym tego nie zrobiła, byłabym bez serca.
-Tak się cieszę. - Kamień spadł mi z serca. Po rozmowie z Manuelem dotarło do mnie, że źle postępowaliśmy.
-Będziesz miał chatę wolną przez ponad tydzień. - Puściła do mnie oczko.
-Jak to? Czy ja o czymś nie wiem? - Zaśmiała się na moje słowa. Najwyraźniej sporo mnie ominęło.
-Jutro po południu jadę z Michaelem na weekend do jego rodziców, a później na tydzień na wakacje. - Jej słowa zaczęły mi się obijać o uszy. Że też tego wcześniej nie zauważyłem.
-Czyli ty z Michaelem... - Mówiąc to, jakoś dziwnie kręciłem palcem. Urwałem zdanie, bo Diana kiwnęła głową. - Tak się cieszę. - Ponownie utknęliśmy w uścisku.
-A, jeszcze jedno. Pożyczysz mi jutro swój samochód? Muszę jechać na zakupy.
-Pewnie, przedzwonię tylko do Manuela, żeby podjechał po mnie przed treningiem. - Puściłem oczko i poszedłem do swojego pokoju. Szybkim ruchem wyjąłem telefon z kieszeni i wybrałem jego numer. Po chwili słyszałem już jego głos.
-No wiesz co? Musisz dzwonić w takich momentach? Ty to masz wyczucie. - Wolałem się nie wgłębiać bardziej w ten temat i od razu przeszedłem do rzeczy.
-Nie będę miał jutro czym pojechać na trening, a nie chce mi się iść pieszo. Wpadniesz po mnie?
-Spoko, nie ma problemu.
-A, jeszcze jedno, zanim mi z głowy wyleci. - Zaśmiałem się. - W sobotę impreza u mnie. Czuj się zaproszony. - Bez zastanowienia postanowiłem zorganizować małą imprezkę dla kumpli.
-Z jakiej okazji? - Dziwne, zazwyczaj się nie pytał o to, tylko po prostu na słowo "impreza" wbijał na chatę. Często bywało, że sam się wpraszał, ale nie tym razem.
-Tak po prostu. Chata wolna, trzeba uczcić. - Zaśmiałem się po raz kolejny w tak krótkim czasie.
-Na pewno będę. Dobra, zdzwonimy się jutro, bo teraz zbytnio nie mogę gadać. - Nie zdążyłem odpowiedzieć, gdyż usłyszałem, że się rozłączył.
Następnego dnia przyjechał po mnie, abyśmy wspólnie pojechali na trening. Trochę był nie w humorze, ale pomimo tego, postanowiłem się zapytać, co mu jest.
-Czemu jesteś jakiś taki nie w sosie? - Mam tylko nadzieję, że go nie rozwścieczyłem.
-Pamiętasz jak wczoraj dzwoniłeś do mnie? - Zapytał z obojętnością.
-No pamiętam, jakiś zajęty wtedy byłeś. Co? Jakąś laseczkę poderwałeś? - Poruszyłem znacząco brwiami.
-Dobre by było... Gliny mnie złapały za przekroczenie prędkości. - Myślałem, że po ostatnich wakacjach, po których przyszło mu chyba z dziesięć mandatów z fotoradarów, trochę zaczął wolniej jeździć, ale cóż, myliłem się.
(Diana)
Wstałam wyjątkowo wcześnie. Przeciągnęłam się i poszłam do łazienki się odświeżyć. Po kilkunastu minutach zeszłam już schodami w dół, prosto do kuchni. Zrobiłam sobie na szybko jakieś śniadanie i po chwili już słyszałam głos Stefana.
-Co ty tak wcześnie wstałaś? - Podrapał się po głowie i poszedł nalać sobie szklankę wody.
-Przecież mówiłam ci, że muszę jechać na zakupy. - Wzruszyłam ramionami, czego nie mógł zauważyć stojąc do mnie plecami. Po chwili odwrócił się w moją stronę i napił się wody.
-Rozumiem, ale dlaczego tak rano?
-Proste. Będę miała więcej czasu na zastanowienie się np. którą bluzkę kupić, białą czy czarną... -Nie zdążyłam dokończyć, bo mi przerwał.
-A w efekcie i tak weźmiesz obie. Skąd ja to znam? - Zapytał retorycznie. Podszedł do lodówki, szukając czegoś na śniadanie. Ja w tym samym czasie zdążyłam już skończyć swoje.
-Dobra, dobra, ja już będę lecieć. - Wstałam energicznie od stołu. Podeszłam do Stefana i dałam mu buziaka w policzek. Ruszyłam w stronę przedpokoju, gdzie założyłam ulubione czarne trampki. Chwyciłam jeszcze kluczyki i wyszłam z domu, a następnie udałam się do samochodu.
W centrum handlowym byłam około cztery godziny. Udało mi się kupić wszystko, co było mi potrzebne. W drodze powrotnej do domu, postanowiłam zrobić jeszcze zakupy w supermarkecie. Kiedy wróciłam do domu, zabrałam się do gotowania obiadu. Po pewnym czasie, stojąc cały czas przy garnkach, usłyszałam, że ktoś wszedł do domu. Od razu pomyślałam, że to Stefan. Pewnie skończył się już trening i wrócił do mieszkania.
-Stefan! Zaraz obiad będzie! - Krzyknęłam, żeby mógł usłyszeć. Po chwili poczułam, jak ktoś przytula mnie w talii i całuje w policzek. Momentalnie drgnęłam i odwróciłam się w stronę tej osoby. Kamień spadł mi z serca, gdy zobaczyłam Michaela. - Michi. - Rzuciłam mu się na szyję.
-Ktoś tu się chyba stęsknił. - Zaśmiał się.
-Nie, wcale. - Próbowałam udawać poważną, ale w jego towarzystwie nigdy mi to nie wychodziło.
-Czyżby? - Złączył nasze usta w gorącym pocałunku.
(Michael)
-Dobrze, że już wróciłeś, bo my zaraz będziemy jechać. - Diana była w swoim pokoju i pakowała ostatnie rzeczy do swojej torby.
-Diana się pakuje? - Kiwnąłem tylko głową, na znak, że "tak". - Może idź tam po nią na górę, bo zanim się spakuje to trochę może potrwać. - Bez słowa ruszyłem w stronę jej pokoju. Energicznie nacisnąłem klamkę i wszedłem do środka bez pukania.
-Pomyślałem, że przy... - Kurcze ja to jak zwykle wchodzę w złym momencie. Mimo, że jest moją dziewczyną, to i tak mi się głupio zrobiło. Diana akurat się przebierała. Jedyne co zrobiłem to walnąłem się ręką w czoło i się odwróciłem plecami do niej. - Spakowana już?
-Tak, tak, właśnie miałam schodzić na dół. - Odwróciłem się w jej stronę. Wzięła torbę do ręki, ale długo jej nie niosła, bo szybko zareagowałem i ją w tym wyręczyłem. - Coś mówiłeś wcześniej, ale nie dokończyłeś.
-A, mówiłem, że Stefan mi doradził, żebym przyszedł i pomógł ci w pakowaniu, bo podobno długo ci to zajmuje. - Ostatnią część zdania powiedziałem szeptem do jej ucha.
-A to nygus. Żeby tak się skarżyć na własną kuzynkę? To niedorzeczne. - Zaśmialiśmy się. Zawsze umiała powiedzieć coś nieśmiesznego, w taki sposób, że jednak stawało się to śmieszne.
Zeszliśmy na dół, gdzie czekał na nas Stefan. Wyglądał na bardzo zadowolonego. Pewnie cieszy się, że będzie miał wolną chatę. Za dobrze go znam i coś czuję, że szykuje się tutaj niezła impreza.
-Szybko się uwinęliście. - Zauważył.
-No widzisz. Nie jestem jedną z tych co się pakują, pakują i nie mogą się spakować. - Zmroziła go wzrokiem.
-Przecież tego nie powiedziałem. - Chyba nie zdawał sobie sprawy, że powiedziałem o tym Dianie.
-Czyżby? - Ponownie zmroziła go wzrokiem, po czym on uczynił do samo w moim kierunku.
-My już będziemy jechać. - Wziąłem Dianę za rękę i pokierowałem w stronę drzwi wyjściowych.
-Nie rozwal tylko mieszkania. - Dodała, na co on spojrzał pytającym wzrokiem. - Przecież wiem, że urządzasz imprezę.
-Skąd wiesz? Który to taki mądry był i ci wygadał?
-Proszę cię, Stefan. Wystarczy na ciebie spojrzeć. Od razu widać, że coś tu się szykuje. - Odezwałem się po dłuższym milczeniu. Miałem tylko nadzieję, że nie odwalą z chłopakami czegoś głupiego, przez co będziemy musieli szybciej wracać do domu.
-Oj tam. Do zobaczenia wkrótce. - Uniósł dłoń do góry, na co Diana się tylko lekko uśmiechnęła.
Siedzieliśmy już w moim samochodzie. Panowała cisza. Jedyne co było słychać to radio, w którym właśnie leciała najnowsza piosenka Adele. Po dłuższym czasie, postanowiłem to przerwać.
-Stresujesz się? - Spojrzała na mnie.
-Nie, po prostu nie wiem, czy mnie polubią. - Złota zasada w tym przypadku działa. "Nie" znaczy "Tak".
-Ciebie nie da się nie lubić. - Uśmiechnąłem się. Byłem przekonany, że moi rodzice ją polubią, w końcu nie bez powodu wydzwaniali do mnie od kilku dni i się o wszystko wypytywali.
-Schlebiasz mi. - Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej na jej słowa. Po chwili milczenia spojrzała ponownie na mnie. - Daleko jeszcze?
-Jeszcze jakieś dziesięć minut drogi. Aż tak śpieszno ci poznać przyszłych teściów? - Zaśmiałem się. Spojrzała na mnie z zaskoczeniem. Nie spodziewała się pewnie usłyszeć takich słów. Traktowałem nasz związek jak najbardziej poważnie. Chciałem się z nią ożenić, a później mieć gromadkę dzieci.
-Po prostu nie mogę się doczekać.
(Diana)
Dojechaliśmy już na miejsce. Chciałam już zadzwonić dzwonkiem, ale Michi powiedział, że to nie jest konieczne. Wyjaśnił, że wychowywał się tu tyle lat, że cały czas tu jest jego drugi dom. Weszliśmy do środka. Dom był bardzo przytulny. Od razu było widać, że panuje tu rodzinna atmosfera. Po chwili usłyszałam głos dobiegający najprawdopodobniej z kuchni.
-Michael, to ty?-Głos należał prawdopodobnie do jego mamy.
-Tak, mamo. - Po chwili wyłoniła się postać kobiety. Wyglądała dosyć sympatycznie.
-Dzień dobry. - Powiedziałam niepewnie. Uśmiechnęłam się szeroko, bo to podobno sprawia lepsze wrażenie.
Mam tyle różnych pomysłów co do tego opowiadania, że nie wiem już który wybrać :/ Jakoś może to będzie ;) Mam nadzieję, że się na razie podoba ;)

środa, 8 marca 2017

Rozdział X

(Diana)
Obudziłam się z myślą, że jest już ranek. Kiedy otworzyłam oczy, zorientowałam się, że jest ciemno. Pomimo tego, czułam się bardzo wyspana. Wzięłam do ręki telefon, aby następnie włączyć wyświetlacz, z którego mogłabym odczytać godzinę. Zegar wskazywał 2:43. Zachciało mi się pić, więc postanowiłam po cichu pójść do kuchni, aby nie obudzić Michaela, który spał w salonie, który był połączony z kuchnią. Wyszłam po cichu z pokoju i zobaczyłam go siedzącego przy stole.
-Nie śpisz? - Zapytałam niepewnie. Nie chciałam go wystraszyć, w końcu wyglądał na bardzo zamyślonego. Po moich słowach odwrócił się momentalnie w moją stronę.
-Cześć. Jakoś nie mogę spać, a ty?
-Wody przyszłam się napić. - Podeszłam do niego i przykucnęłam. - A widzisz? Miałam rację, mówiąc, żebyś spał u siebie w pokoju. Ja bym się zdrzemnęła na kanapie. Sen zawsze łatwo mi przychodzi.
-Przecież jesteś moim gościem, więc jakbym mógł... Po za tym to nie przez to, tylko przez natłok myśli. - Momentalnie wstałam i ruszyłam w stronę kranu.
-Ok, rozumiem. Nie przeszkadzam ci już. - Nalałam szybko szklankę wody i poszłam do sypialni.
Usiadłam na łóżku po turecku. Nie byłam do końca przekonana, czy uda mi się jeszcze usnąć. To się robi już chore. Całe to udawanie, że Michael jest dla mnie tylko przyjacielem mnie wykańcza. Czuję jak wszystko się we mnie gromadzi. Boję się tylko, że będzie tego tak dużo, że któregoś dnia wszystko wykrzyczę z siebie w najmniej odpowiednim momencie. Czasami mam ochotę po prostu się na niego rzucić. Ale STOP. Muszę trochę przyhamować. Tak w ogóle to... Z zamyślenia wyrwało mnie ciche pukanie do drzwi. Po chwili ujrzałam w nich Michaela.
-Mogę?
-Jasne, siadaj. - Poklepałam miejsce obok siebie. Po tym geście z mojej strony podszedł i zajął miejsce obok mnie.
-Tak właściwie to chcę być fair wobec ciebie i muszę ci coś powiedzieć. - Trochę mnie zaniepokoiły jego słowa. - Bo chodzi o to, że... Po prostu, to się zaczęło jak pierwszy raz cię zobaczyłem wtedy na lotnisku i później... Sam nie wiem jak to się stało, ale... - Zrobił przerwę i spojrzał mi w oczy. Trwało to może z pięć sekund, wystarczyło jednak do tego, abym zrozumiała co ma na myśli. Po chwili poczułam jego wargi na swoich. Tym razem całował jakoś inaczej. Czułam uczucie bijące od niego. Czułam, ile serca w to wkłada. Może to głupio zabrzmi, ale to był najpiękniejszy pocałunek w moim życiu. Kiedy już się oderwaliśmy od siebie, zaczęliśmy się śmiać.
-Michi, głuptasie, naprawdę nie zauważyłeś wcześniej, że nie jesteś mi obojętny? - Pokiwał przecząco głową.
-Manuel raz mi zrobił wykład i dał mi trochę do myślenia, ale nie wiem dlaczego, ale nie dopuszczałem do siebie tej myśli. Nie sądziłem nigdy, że my razem... Myślałem, że traktujesz mnie jak przyjaciela.
-Traktowałam, do czasu... Później zdałam sobie sprawę, że chyba się zakochałam. - Patrzył się na mnie z taką czułością, jak jeszcze nikt nigdy na mnie nie patrzył. - Czemu mi się tak przyglądasz?
-Mówiłem ci już, że kocham patrzeć w twoje oczy? - Pokiwałam przecząco głową. - To w takim razie mówię teraz. Kocham patrzeć w twoje oczy. - Złączyłam nasze usta w namiętnym pocałunku.
Nawet nie wiem, kiedy usnęliśmy. Kiedy się obudziłam, nie mogłam się przekręcić. Coś mnie przytrzymywało i zmuszało do leżenia na plecach. Rozejrzałam się. Obok mnie spał Michi. Był przytulony do mnie, przez co nie mogłam się ruszyć. Dopiero uniosłam jego rękę i wyswobodziłam się z uścisku, aby potem móc obudzić go czułym pocałunkiem.
-Dzień dobry, kochanie. - Uśmiechnęłam się kiedy otworzył oczy.
-Z taką słodką pobudką każdy dzień będzie dobry. - Ponownie złączyliśmy nasze usta.
-Wstajemy? - Oparłam głowę na łokciu.
-Jeszcze trochę się zdrzemnę. Za głośno w nocy chrapałaś. - Zaśmiał się. Mi jednak nie było do śmiechu. Zacisnęłam usta i nabrałam dużo powietrza, po czym odwróciłam się plecami do niego. - Ej przecież żartowałem.
-No ja myślę. - Postanowiłam trochę poudawać obrażoną dziewczynkę. Chciałam zobaczyć jak się zachowa.
-Nie fochaj się na mnie. - Pocałował mnie w szyję, po czym zaczął powoli kierować się w stronę ust. Kiedy poczułam jego wargi na swoich, przekręciłam się na plecy, wymiękłam i oddałam pocałunek. - Nie gniewasz się już?
-Jeszcze odrobinkę. - Uśmiechnęłam się, a po chwili znowu czułam jego wargi na moich ustach.
-Na weekend wybieram się do moich rodziców, może masz ochotę pojechać ze mną? Poznasz moich braci. Na pewno się ucieszą.
-Z chęcią. Już nie mogę się doczekać.
W czwartek wieczorem wracałam do domu ze spaceru, gdy nagle ktoś zakrył dłońmi moje oczy. Najpierw się wystraszyłam, bo się tego nie spodziewałam, ale po chwili wiedziałam, że to Michael. Wszędzie byłabym w stanie poznać jego dłonie.
-Cześć Michi. - Zaśmiałam się.
-Skąd wiedziałaś, że to ja? - Przytulił się do mnie i swoją twarz ułożył na moim ramieniu.
-Wszędzie poznam te perfumy, a przede wszystkim dłonie. - Odwróciłam się twarzą do niego, po czym dałam mu buziaka.
-Tylko tyle? Chyba się zaraz obrażę. - Udawał obrażonego, co doprowadziło mnie do śmiechu. Po chwili zawiesiłam swoje ręce na jego szyi i pocałowałam go namiętniej. Chyba już się nie gniewał.
-Tak właściwie, to przyszedłem porwać cię na kolację, i nie słyszę odmowy. - Spoważniał, mówiąc ostatnie słowa.
-A co jeśli jadłam już kolację? - Zapytałam, choć tak naprawdę nie jadłam.
-Nie możliwe.
-Masz rację, nie możliwe. - Zaśmiałam się. Złapał mnie za dłoń i poszliśmy do pobliskiej restauracji.
Siedzieliśmy już w restauracji i jedliśmy zamówioną wcześniej kolację. Słychać było dźwięki relaksującej muzyki. Po skończonym posiłku Michael wyciągnął jakąś kopertę i mi ją wręczył. Chwyciłam ją, po czym powolnym ruchem otworzyłam. Moim oczom ukazały się bilety. Na początku nie zrozumiałam, o co chodzi, ale kiedy zaczęłam się bardziej wczytywać, zrozumiałam o co chodzi.
-Jutro jedziemy do moich rodziców na weekend i kiedy tylko wrócimy, od razu pojedziemy razem na wakacje. Niedługo zacznie się LGP i nie będziemy spędzać razem tyle czasu, co do tej pory, więc taka mała rekompensata. A, i nie chcę słyszeć żadnej odmowy. - Doszukałam się informacji, że mój chłopak zabiera mnie na Wyspy Kanaryjskie. Byłam bardzo szczęśliwa. Nigdy przedtem tam nie byłam, pomimo, że dużo podróżowałam po świecie.
-Michi... -Spojrzałam mu głęboko w oczy. - To najwspanialszy prezent jaki kiedykolwiek dostałam. - Dałam mu buziaka w usta. Uśmiechnęłam się, po czym zadzwonił mój telefon. Wyjęłam komórkę z torebki. Na ekranie dostrzegłam obcy numer. Pokazałam go Michaelowi. - Znasz ten numer? - Zerknął i po chwili odebrał telefon.
-Halo?
-...
-To do ciebie. - Podał mi komórkę. Trochę nie wiedziałam, czego mam się spodziewać, a raczej kogo.
-Słucham? - Powiedziałam niepewnie.
-Diana, jak dobrze cię słyszeć. Nawet nie wiesz ile się namęczyłem, by znaleźć twój numer. - Zamarłam. Przymknęłam oczy i wzięłam głęboki wdech, po czym zacisnęłam zęby. Każdego mogłabym się spodziewać, tylko nie jego. Momentalnie się rozłączyłam. Wszystko we mnie buzowało ze złości. Michael chyba to zauważył.
-Wszystko w porządku? - "Nie nic nie jest w porządku"; pomyślałam, ale nie mogłam mu tak odpowiedzieć.
-Tak, tylko...
-Kto dzwonił? - Zapytał się. Musiałam mu wszystko powiedzieć. Nie mogłam przed nim ukrywać tak ważnej kwestii.
-Mój były. Nie widziałam go chyba z rok. Rodzice zawsze chcieli, żebym z nim była, więc po dłuższym czasie się zgodziłam dla świętego spokoju. Spotykaliśmy się jakiś czas, ale trzymałam go na dystans. Po pewnym czasie zapragnął czegoś więcej, ale ja nie chciałam i wtedy z nim zerwałam. Nie dawał mi spokoju. Nachodził mnie. Nie miałam normalnego życia. Cały czas żyłam w strachu, że pojawi się gdzieś niespodziewanie. Później wniosłam sprawę do sądu i dostał zakaz zbliżania się do mnie. Potem wyprowadziłam się od rodziców i zmieniłam numer. Miałam nadzieję, że da mi spokój, ale najwyraźniej postanowił dalej niszczyć mi życie. - Spojrzałam smutno na Michiego.
-Nie przejmuj się nim. Ja zawsze będę przy tobie. Obronię cię w razie potrzeby. - Przytulił mnie i pocałował w czoło.
-Nie martwię się zbytnio o to. Bardziej boję się, że jak się dowie, że jesteśmy razem, to będzie chciał coś namieszać między nami. Boję się cholernie, że wymyśli coś, żeby nas poróżnić. - Wtuliłam się jeszcze bardziej w niego.
-Wiesz, że do tego nie dojdzie. Miłość wszystko przezwycięży. Wystarczy, że będziemy czujni i nie wpadniemy w żadne jego intrygi.
-Teoria jest łatwa, gorzej z praktyką. - Odsunął się delikatnie ode mnie i uniósł mój podbródek na góry, w taki sposób, abym na niego spojrzała.
-Ufasz mi?
-Przecież wiesz, że najbardziej na świecie.
-No właśnie. Ja tobie też, więc nie musisz się o nic martwić. - Złączył nasze usta w długim, namiętnym pocałunku. Jego słowa podniosły mnie na duchu. Teraz byłam już przekonana, że nic nie stanie na przeszkodzie do naszego szczęścia.
Trochę długo pisałam ten rozdział, ale ostatnio miałam sporo nauki i nie mogłam sobie pozwolić na pisanie. Koniecznie piszcie czy się podoba, bo to naprawdę bardzo motywuje.

sobota, 4 marca 2017

Rozdział IX

(Michael)
Chciałem wyznać jej swoje uczucia, ale jednocześnie bałem się, jak na to zareaguje. Od kilku dni zbierałem się w sobie, żeby to zrobić. Wczoraj, kiedy się całowaliśmy byłem bardzo bliski wyznania prawdy, ale stchórzyłem. Dzisiaj natomiast poczułem w sobie odrobinę więcej odwagi i postanowiłem to wykorzystać. Z jednej strony byłem zły na Stefana za całą tą akcję. Głównie przez to, że Diana była zdenerwowana, ale z drugiej strony byłem mu wdzięczny, że będę mógł z nią spędzić trochę więcej czasu.
Siedzieliśmy na kanapie, śmialiśmy się... Usłyszałem z jej ust, że gdyby nie ja, to już by stąd wyjechała. Kiedy jej słowa dotarły do moich uszu, poczułem, że to jest ten moment, w którym powinienem wyznać jej to co czuję. Stresowałem się bardziej niż przed wszystkimi zawodami razem wziętymi. W końcu nadszedł ten moment.
-Muszę ci coś powiedzieć. - Złapałem jej dłoń. Spojrzałem na nią i widziałem w jej oczach niepokój, który wcale nie ułatwiał zadania. Okropnie się bałem, że stracę ją na zawsze. Chociaż jakby się tak głębiej zastanowić, to zawsze będzie ze mną - w moim sercu.
-Co takiego? - Patrzyła na mnie i była co raz to bardziej zaniepokojona moim milczeniem. Kompletnie nie wiedziałem jak mam zacząć. Brakowało mi słów, którymi mógłbym to powiedzieć. Muszę się wziąć w garść i po prostu powiedzieć, co czuję. Gdyby to tylko było takie proste... - Powiedz, bo zaczynam się denerwować. - Słysząc te słowa, co raz bardziej nie wiedziałem, co mam powiedzieć.
-Chodzi o to, że odkąd się poznaliśmy... - Przerwał mi dzwoniący telefon. Było już tak blisko, a jednak się nie udało. Widziałem lekkie zmieszanie malujące się na jej twarzy, ale złapałem szybko za dzwoniącą komórkę i okazało się, że dzwoni Manuel.
-Pójdę do łazienki. - Powiedziała. Kiwnąłem tylko głową. Kiedy Diana zniknęła za ścianą szybkim ruchem odebrałem telefon.
-Halo. - Powiedziałem z lekką obojętnością. Byłem zły na Manuela, że prawdopodobnie wszystko, z czego mu się zwierzyłem, poszedł i wypaplał Stefanowi.
-Cześć Michi, co tam słychać? - Pewnie zgadał się ze Stefanem i teraz dzwoni, żeby się upewnić, czy Diana jest u mnie. Nie zrobię mu tej satysfakcji i nie powiem mu, że jest u mnie.
-Po staremu. Po co tak w ogóle dzwonisz, bo chyba nie tylko po to, żeby się zapytać, co u mnie słychać.
-Tak sobie pomyślałem, że może wpadłbym do ciebie, obejrzelibyśmy jakiś meczyk. - Jakby się tak głębiej zastanowić to Stefan powinien być teraz u niego, bo skoro wypsikał całe mieszkanie jakimś dziadostwem, to raczej teraz nie będzie spał w tym smrodzie. Tylko dlaczego Manuel chce wpaść do mnie. Raczej nie zostawiłby Stefcia samego w domu. Chyba, że Kraft działa w pojedynkę, to w takim razie gdzie może być. Chociaż jest jeszcze jedna opcja. Być może się zgadali i chcą wyniuchać, czy Diana jest u mnie. Gdybym mu odmówił to by znaczyło, że jest, ale gdybym się zgodził to istnieje możliwość, że pomyśli, że jej tu nie ma i wcale nie przyjdzie.
-W sumie to możesz wpaść, wtedy będę mógł ci wszystko wygarnąć osobiście. - Powiedziałem z ironią. Wyczułem, że trochę się speszył, ale musiałem mu to w końcu wygarnąć.
-Nie rozumiem o co ci chodzi. - Bronił się, ale muszę przyznać, że udawanie dobrze mu nie wychodzi.
-Nie rozumiesz? To może ci to w skrócie wytłumaczę... Zaufałem ci. Zwierzyłem ci się z moich uczuć do niej, a ty co zrobiłeś? Poleciałeś do Stefana i wszystko mu wypaplałeś! I teraz co? Odstawiacie jakieś szopki, które są całkowicie zbędne i tylko utrudniają mi wszystko. Zastanówcie się następnym razem co robicie, bo to naprawdę fajne nie jest. Nie mówiąc już, o tym, że jesteście fatalnymi aktorami.
-Ej, ej, ej, nie obrażaj moich zdolności aktorskich. Ja kiedyś nawet występowałem na szkolnych jasełkach.
-I kogo tam grałeś?
-Osła. - Jak to usłyszałem, zacząłem się głośno śmiać. Chyba się obraził na mnie, bo gdy się już uspokoiłem usłyszałem tylko sygnał w słuchawce.
(Diana)
Wyszłam z łazienki i idąc w stronę salonu, gdzie znajdował się Michael usłyszałam fragment jego rozmowy przez telefon. Nie chciałam podsłuchiwać, ale ten fragment mnie bardzo zaciekawił.
-Zaufałem ci. Zwierzyłem ci się z moich uczuć do niej, a ty co zrobiłeś? Poleciałeś do Stefana i wszystko mu wypaplałeś! I teraz co? Odstawiacie jakieś szopki, które są całkowicie zbędne i tylko utrudniają mi wszystko. Zastanówcie się następnym razem co robicie, bo to naprawdę fajne nie jest. Nie mówiąc już, o tym, że jesteście fatalnymi aktorami.
Znieruchomiałam na moment. Ocknęłam się słysząc śmiech dochodzący z salonu. Cofnęłam się w stronę łazienki, aby otworzyć i zamknąć drzwi. Celem tego było, aby Michi pomyślał, że nic nie słyszałam, i że dopiero wychodzę. Cały czas w głowie miałam słowa mojego towarzysza. Nie umiem nazwać tego, co teraz czuję. Nie umiem rozszyfrować tego, co miał na myśli mówiąc tamte słowa. A może... po prostu nie chcę, albo zwyczajnie boję się ułożyć je w jedną wielką całość...
-Kto dzwonił? - Próbowałam zachowywać się normalnie, ale to było trudne.
-Manuel. - Powiedział, siedząc na sofie i przyglądając się w leżący przed nim na stoliku telefon.
-Ok. Nie obrazisz się, jak położę się już spać? Rozmowę możemy przełożyć na jutro. -Michael momentalnie podniósł się i podążył w moją stronę.
-Chodź, przygotuję ci świeżą pościel. - Podążyłam za nim do jego sypialni. Na środku stało wielkie łóżko, a na wprost niego szafa. Raz już tu byłam, ale nie zdążyłam się dokładniej rozejrzeć. Michi podążył w stronę szafy, a ja sobie usiadłam na łóżku. Kiedy był w pełni pochłonięty szukaniem, wzięłam do ręki poduszkę i rzuciłam w niego. Całkowicie się nie spodziewał tego. Momentalnie wziął do ręki poduszkę, która chwilę wcześniej trafiła w jego plecy. - Ej za co to?
-Za nic. Tak po prostu - Zaśmiałam się, co chyba nie było dobrą decyzją. Michael zrobił zamach i trafił poduszką prosto we mnie.
-Tak po prostu to sprawdzimy, czy masz łaskotki. - Uśmiechnął się cwaniacko. Niestety już wiedziałam co się święci. Podszedł do mnie i zaczął mnie łaskotać. Jedyne co robiłam, to leżałam na łóżku i zwijałam się ze śmiechu. Co jak co, ale łaskotki to ja mam.
-Michi... przestań. - Udało mi się z trudnością wypowiedzieć. O dziwo przestał.
-A jak nie? - Zaśmiał się. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie wykorzystała okazji, żeby się odpłacić. Popchnęłam go na tyle mocno, że leżał na plecach. Szybko usiadłam na nim okrakiem i zaczęłam go łaskotać. Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Gdyby teraz ktoś nas zobaczył, to wolę nie myśleć co by sobie pomyślał.
(Manuel)
Siedziałem sobie przy stole w kuchni, rozmyślając o tym, co mi powiedział Michael. Może faktycznie nie powinienem nic mówić Stefanowi. Przecież mi zaufał, a ja zawiodłem jego zaufanie. Teraz trochę dręczą mnie wyrzuty sumienia. Muszę jakoś zaradzić temu. Powinienem teraz jechać do niego i go przeprosić. Z drugiej strony boję się zostawić Stefana samego w moim domu. Kto wie, co mu przyjdzie do głowy... Chyba jednak zaryzykuję, ale tylko dlatego, że nie chcę, żeby Michael się do mnie przestał odzywać.
-Michael wie, że ci powiedziałem o jego uczuciach do Diany. - Stefan wzruszył tylko ramionami, jakby go to nic nie obchodziło. Zdenerwowało mnie trochę jego zachowanie, bo kumple tak nie postępują. - Muszę jechać do niego i mu to jakoś wyjaśnić.
-I tak nie zrozumie. Po za tym, nie przepraszaj go, przecież to nie nasza wina, że próbujemy mu pomóc, a on nie umie tego dostrzec. - Logika myślenia Stefana mnie czasem zaskakuje. Nie rozumiem, jak może się tak zachowywać, przecież Michi to jego najlepszy przyjaciel.
-Nie mów tak. Może faktycznie nie powinniśmy się wtrącać w jego sprawy.
-A ciebie co tak nagle ugryzło? Ja niczego nie żałuję. Jak chcesz z nim to wyjaśnić, to idź. Nie będę cię zatrzymywał.
-Dobra, postaram się wrócić jak najszybciej. Tylko nie zdemoluj mi mieszkania. - Zaśmiałem się.
-Ha ha ha... bardzo śmieszne. - Powiedział sarkastycznie.
Wyszedłem szybko z mieszkania i wsiadłem do samochodu. Po kilku minutach drogi byłem już na miejscu. Podszedłem do drzwi i zadzwoniłem dzwonkiem. Nic nie było słychać, więc prawdopodobnie się zepsuł. Po chwili namysłu, zapukałem głośno do drzwi, ale nikt nie otwierał. Pomyślałem sobie nawet, że się obraził i nie chce mnie widzieć na oczy. Postanowiłem sprawdzić, czy drzwi są otwarte. Na szczęście były i wszedłem do środka. Wzrokiem zacząłem szukać Michaela, ale nigdzie nie mogłem go dostrzec. Usłyszałem śmiechy dochodzące z jego sypialni. To był on i Diana. Wolałem nie wchodzić tam. Nie wiem, czy chciałbym widzieć to, co mógłbym tam zastać. Wyszedłem po cichu z domu i skierowałem się do samochodu. Kiedy już stanąłem w drzwiach mojego ukochanego salonu, dobiegł mnie głos Stefana.
-Coś szybko wróciłeś. Wyglądasz jakbyś ducha zobaczył. - Zaśmiał się.
-Tak wyszło. - Powiedziałem zamyślony. Zaczęło do mnie docierać, że być może dobrze zrobiliśmy, obmyślając plan zeswatania ich. Przecież w końcu efekty tego już są.
-Co? Michael cię miotłą pogonił? - Zaczął się śmiać jeszcze głośniej. Zdenerwował mnie do tego stopnia, że nie mogłem się powstrzymać, żeby czegoś nie powiedzieć.
-Ty się tak lepiej nie śmiej, bo za dziewięć miesięcy możesz wujkiem zostać. - Stefan się lekko zakrztusił.
-Że co? - Spojrzał na mnie marszcząc brwi. Może to było nie fair, że mu powiedziałem, ale wściekłość na niego mną przemawiała.
-To co słyszysz. - Wywróciłem tylko oczami.
-Ale, że ty ich... tam... tego... przyłapałeś...??? - Wykrztusił z siebie.
-No, jak wszedłem do środka to byli w sypialni i głośno się śmiali. Wolałem nie wchodzić do środka...
-No coś podobnego, a mi powiedziała, że idzie do jakieś znajomej...
-Na to wychodzi, że chyba udało nam się ich zeswatać, więc możemy przestać wymyślać te durne akcje.
-Ej, ej, ej! One wcale nie były durne, skoro przyniosły efekt.
-Dobra niech ci będzie...
Przychodzę z kolejnym rozdziałem :D Jak się podoba?

czwartek, 2 marca 2017

Rozdział VIII

(Diana)
Sen nie przychodził mi łatwo. Przekręcałam się z boku na bok, szukając idealnej pozycji, żeby odpłynąć do krainy Morfeusza, ale moje starania poszły na nic. Cały czas miałam w głowie to, co wydarzyło się ostatnio między mną a Michim. W mojej głowie pozostawał jedynie mętlik. Miałam trzy wyjścia: iść do niego, wyznać mu miłość i czekać, co będzie miało miejsce potem; wyjechać stąd bez słowa; pozostać dalej przyjaciółmi i zachowywać się jak do tej pory. To ostatnie chyba jest najtrudniejsze. Pomimo, że jestem dobrą aktorką, to ciężko mi jest kłamać mu prosto w oczy. Jakby nie patrzeć robię to od samego początku. Z kolei ucieczka nie byłaby taka zła. Chociaż z drugiej strony, nie chciałabym, żeby się na mnie obraził do końca życia. Poza tym nie wiem, czy dałabym radę żyć bez jego osoby. Właśnie. Co ja pocznę, jak moje wakacje u Stefana się skończą i przyjdzie mi wyjechać? Rozłąka będzie trudna. Jak ja to w ogóle zniosę? Na razie wolę o tym nie myśleć. Co do kolejnego wyjścia z sytuacji, byłoby trudno, ale chyba najbardziej uczciwie względem Michaela. Może by tak spróbować mu o tym powiedzieć? Nie wiem, czy mi to wyjdzie, ale spróbuję. Nie mogę dalej żyć w takim stresie.Wzięłam do ręki telefon, aby zerknąć, która jest godzina. Okazało się, że jest 2:17. Położyłam się na plecach, wpatrując w sufit, który i tak słabo widziałam po ciemku. Nie miałam kompletnie pomysłu, co mogę robić. Najchętniej bym się poszła przewietrzyć, ale o tej godzinie może być niebezpiecznie. No cóż, pozostało mi jedynie leżenie i myślenie... o Michaelu. Dlaczego musiałam się zakochać w przyjacielu? Kiedyś moi znajomi mówili, że przyjaźń damsko-męska nie istnieje. Wyśmiałam ich wtedy. Teraz z dnia na dzień, przekonuję się, że jednak odrobinę mieli rację.
Było już nad ranem, kiedy udało mi się usnąć. Gdy się obudziłam, dochodziło południe. Poszłam do łazienki się ogarnąć i zeszłam na śniadanie. Szybko zjadłam i wyszłam na spacer. Poszłam dokładnie w to miejsce, gdzie wczoraj całowałam się z Michaelem. Znowu oparłam się o barierkę, spoglądając na jadące samochody. Stałam tak przez dłuższy czas, wspominając wszystko to, co wydarzyło się ostatniego wieczoru. Z rozmyślania wyrwał mnie głos... jego głos.
-Diana? - Odwróciłam się pomału w jego stronę. Napotkałam śliczny uśmiech z jego strony.
-Cześć Michi. - Wysiliłam się na mały uśmiech. - Co ty tu robisz? - Myślałam, że o tej porze powinien być na treningu, ale najwidoczniej wcześniej się skończył.
-Przechodziłem akurat tędy i cię zobaczyłem, więc postanowiłem się przywitać. - Spuścił lekko głowę, jakby coś ukrywał. - A ty co tu robisz? - Podszedł do barierki i zaczął się rozglądać po okolicy.
-Spodobało mi się to miejsce i... przyszłam rozmyślać nad kilkoma sprawami. - Kiwnął tylko głową, na znak, że rozumie.
-Muszę cię przeprosić za wczoraj. Nie powinienem. Głupio zrobiłem, ale nie mogłem się powstrzymać. Przepraszam. - Złapałam go za dłoń.
-Nie przepraszaj. To była tylko i wyłącznie moja wina. Nie mówmy już o tym. Lepiej powiedz jak na treningu.
-No... ten... tego... - Spojrzałam na niego marszcząc brwi. - Zrobiłem sobie dziś wolne.
-Czemu? Przecież niedługo zaczyna się LGP.
-Strasznie zmęczony ostatnio jestem. Dzisiaj prawie całą noc nie spałem. Usnąłem dopiero nad ranem. - Faktycznie nie wyglądał najlepiej.
-Heh, to tak jak ja. I to już nawet nie chodzi o to, że przez ścianę było słychać chrapanie Stefana. Po prostu nie mogłam usnąć, a przez moją głowę przechodziło milion myśli na sekundę. Nawet o drugiej w nocy chciałam się przejść, ale stwierdziłam, że to nienajlepszy pomysł.
-Trzeba było do mnie zadzwonić, chętnie bym się z tobą przeszedł. - Uśmiechnął się szeroko, po czym zaproponował, żebyśmy przeszli się w stronę parku. Tak też uczyniliśmy.
-Nie sądzę, żeby o drugiej w nocy, chciało ci się iść ze mną na spacer. - Dodałam po paru minutach ciszy.
-Wiedz, że dla ciebie zawsze znajdę czas.
-Nawet w środku nocy?
-Nawet w środku nocy. - Uśmiechnął się. Szczerze mówiąc podobało mi się to, co powiedział. W mojej głowie już układał się plan, żeby zadzwonić do niego w środku nocy i poprosić o wyjście na spacer. Oczywiście głównie w celu obudzenia go i zobaczenia, czy się przypadkiem nie zdenerwuje z pobudki. Jeżeli się wkurzy, to zacytuję jego słowa.
Spędziłam z Michaelem miło dzień. Robiło się już ciemno kiedy wracałam do domu. Zauważyłam Stefana, który stał przed drzwiami. Wyglądał co najwyżej dziwnie.
-Stefciu, a co ty tak stoisz samotnie przed domem? - Zaśmiałam się, idąc w jego stronę.
-O, Diana. Właśnie na ciebie czekałem. Mamy inwazję w domu, już wypryskałem całe mieszkanie. Czekałem w sumie tylko na ciebie. Nie można teraz wchodzić do środka. Dopiero jutro... - Przerwałam mu w pół słowa.
-Jak to dopiero jutro? Co to za inwazja? - Ostatnie słowo wypowiedziałam, pokazując palcami cudzysłów.
-Lato jest teraz i pełno jakiegoś robactwa się zalęgło. 12 godzin nie wolno wchodzić do środka...
-Chwila! To gdzie ja mam spać?! - Udałam zamyśloną. Szczerze mówiąc, to coś mi w tym nie grało. Czy to możliwe, żeby odstawiał taką scenkę? W sumie facetom wpadają do głowy różne głupoty, w szczególności Stefanowi... i Manuelowi. Właśnie, Manuel. Przecież jeżeli... Nie, nie mogę w to uwierzyć. Posunęli by się do tak idiotycznego pomysłu?
-Ja zaraz jadę do Manuela, a ty... Hmm... Ciebie mogę podrzucić do Michaela. - Dlaczego mnie nie zdziwiła jego propozycja? Nie, to już jest nie na moje nerwy. Poczułam, że zaraz wybuchnę ze złości.
-Dlaczego akurat do Michaela? - Zapytałam, żeby popatrzeć, co tym razem wymyśli.
-No bo... ten... no... najlepiej się chyba dogadujecie, a nikogo innego tu nie znasz. - Wywróciłam tylko oczami, po czym podeszłam do drzwi, usiłując wejść do środka. Niestety kuzynek się na to chyba przygotował, bo zamknął je na klucz. - Co ty robisz, przecież mówiłem ci, że... -Nie zdążył dokończyć, bo mu przerwałam.
-Yhy, już to widzę. Otwieraj te drzwi! Zmęczona jestem, chcę wejść do środka! - Krzyknęłam ze zdenerwowaniem.
-Ale...
-Dawaj te klucze! - Wyciągnęłam rękę, aby dał mi klucze. Spojrzał na mnie dziwnie, po czym niepewnie dał mi je do ręki. Złapałam je nerwowo, po czym szybkim ruchem próbowałam otworzyć drzwi. Kiedy już mi się to udało, weszłam do środka, zrobiłam może ze dwa kroki, po czym momentalnie się cofnęłam. To było okropne uczucie. - Czyś ty zdurniał?! Wypsikałeś całe mieszkanie gazem pieprzowym?!
-To środek owadobójczy. - Spojrzał na mnie.
-Żebym ja cię takim środkiem zaraz nie wypsikała. Mam cię dość! Idę spać do Emmy! Nie wiem kiedy wrócę! Nara! - Spojrzałam na niego karcąco i wyszłam jak najszybciej z jego posesji. Oczywiście żadnej Emmy tutaj nie znałam. Nie chciałam mu mówić, że idę do Michaela, bo zapewne dałabym mu satysfakcję, czego nie chciałam. Byłam taka zdenerwowana, że doszłam do jego domu bardzo szybko. Chwilę mi zajęło zdecydowanie się na zadzwonienie dzwonkiem. Kiedy już to zrobiłam, ujrzałam w drzwiach Michiego. - Cześć, mogę wejść? - Zapytałam, chociaż dobrze wiedziałam, że mi nie odmówi.
-Oczywiście. - Odsunął się na bok, żebym mogła swobodnie przejść.
-Mogę u ciebie przekimać? Mówię ci tak mnie ten idiota Stefan zdenerwował, że głowa mała.
-Pewnie, że możesz. - Uśmiechnął się przyjaźnie. - Mój dom jest zawsze dla ciebie otwarty. - Po tych słowach trochę się uspokoiłam. Podeszłam do Michaela i go przytuliłam.
-Dziękuję. - Wyszeptałam mu do ucha. Kiedy już się od niego oderwałam, usiedliśmy na sofie i opowiedziałam mu o tym, co wymyślił Stefan. Zaczął się śmiać.
-Nie no, ja wiedziałem, że on z Manuelem mają zwariowane pomysły, ale żeby całe mieszkanie wypsikać gazem pieprzowym...
-Mi tam wcale do śmiechu nie jest... W sumie gdyby nie ty, to bym już pakowała walizkę i wracała do domu.
-A więc jednak trochę zależy ci na mnie. - Powiedział z uśmiechem na twarzy.
-Nawet nie wiesz jak bardzo. - Powiedziałam to trzymając swoją dłoń na jego twarzy i kciukiem gładząc jego policzek. Mała łezka chciała polecieć po mojej twarzy, ale szybkim ruchem ręki ją powstrzymałam.
-Muszę ci coś powiedzieć. - Złapał moją dłoń i spojrzał na mnie czułym spojrzeniem.
-Co takiego? - Uśmiechnęłam się. Nie wiedziałam czego mam się spodziewać. Kiedy tak milczał, coraz bardziej zaczęłam się bać, że coś się stało. - Powiedz, bo zaczynam się denerwować.
Rozdział trochę krótszy i ogólnie nie jestem z niego zadowolona. Najwięcej weny mam w późnych godzinach nocnych, ale w tym tygodniu mi się szkoła zaczęła, więc nie mogę sobie na to pozwolić. Zbliża się weekend, więc być może uda mi się coś lepszego napisać. Koniecznie komentujcie, czy się podoba.