poniedziałek, 8 maja 2017

Rozdział XVI

Michael
Leżę sobie właśnie na łóżku z rękami na karku. Na nosie mam moje ulubione okulary przeciwsłoneczne, z którymi w wakacje się nigdy nie rozstaję. Czekam właśnie na moją księżniczkę, która się szykuje do wspólnego wyjścia na plażę. Leżę już tak z pół godziny, gdy nagle dochodzi do mnie dźwięk zamykania drzwi.
-Już.-Usłyszawszy jej głos momentalnie uniosłem głowę, aby na nią spojrzeć. Ubrana była w zwiewną sukienkę w kwiaty, w której wyglądała po prostu bosko.-Ej, już mi się tak nie przyglądaj, tylko wstawaj i idziemy.-Zaśmiała się, co też ja uczyniłem.
-Kiedy tak trudno przerwać jak ma się obok taką piękną dziewczynę.-Posłałem w jej stronę buziaka.
-Uważaj, bo moja samoocena za bardzo pójdzie w górę.-Podeszła do swojej torebki i zaczęła czegoś w niej szukać. Wstałem z łóżka i przytuliłem ją od tyłu.
-Kocham cię.-Szepnąłem jej do ucha. Po tych słowach odwróciła się w moją stronę i ściągnęła mi okulary, po czym spojrzała mi w oczy.
-Ja ciebie też.-Usłyszawszy jej słowa pocałowałem lekko jej wargi, ale ona po chwili pogłębiła pocałunek. Kiedy już się oderwaliśmy od siebie, założyliśmy nasze okulary przeciwsłoneczne i udaliśmy się na plażę.

Diana
-Kotku, chodź. Woda jest cudowna.-Powiedział Michi, idąc w moją stronę. Oczywiście ja wolałam się trochę poopalać, póki mam na to okazję. Od kiedy pamiętam to zawsze kochałam ten gorąc padający na moje ciało. Nigdy nie rozumiem ludzi, którzy tego nie lubią. Plaża to jest miejsce, gdzie można swobodnie wypocząć, a przy okazji się nieźle opalić.
-Wolę sobie zostać tutaj, ale jak ty chcesz iść to śmiało.-Uśmiechnęłam się słodko, ale dobrze wiedziałam, że go i tak nie przekonam. No cóż, chociaż spróbuję. Może akurat jakimś cudem mi się uda. Moje plany popsuły magiczne słowa, które wypowiedział blondyn do mojego ucha, a brzmiały: "Jak pójdziesz ze mną popływać to później pójdziemy na lody". Przyznaję się. Przekupił mnie tym jakbym była małym dzieckiem.
-No niech ci będzie. Powiedzmy, że się zgadzam.-Złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę wody.

-To gdzie idziemy na te lody?-Zapytałam kiedy szliśmy w stronę hotelu.
-Tam jest jakaś budka. Chodźmy.-Kiwnęłam tylko głową i ruszyliśmy w tamtą stronę. Po chwili Michael nagle się zatrzymał.
-Co jest?-Spytałam niepewnie. Nie rozumiałam co się dzieje. Przez głowę przechodziło mi milion myśli na sekundę.
-Nic. Po prostu chodźmy stąd. Przyjdziemy innym razem.-Złapał mnie za rękę i zaczął iść w przeciwną stronę. Zrobiłam może trzy kroki i się zatrzymałam. Nie miałam najmniejszego zamiaru iść gdziekolwiek, póki mi niczego nie wyjaśni. Skrzyżowałam ręce i przymrużyłam lekko oczy. Musiałam wyglądać zabawnie, ale to się teraz nie liczyło.-Czemu nie idziesz?-Zapytał, jakby to było teraz najważniejsze.
-Wytłumacz mi o co chodzi, bo nie bardzo rozumiem.-Hayboeck wywrócił oczami, czym jeszcze bardziej mnie zirytował.
-Już i tak za późno.-Spojrzał w przestrzeń znajdującą się za mną. Skierowałam wzrok w to samo miejsce i ujrzałam dwóch mężczyzn zmierzających w naszym kierunku.
-Cześć Michael. A co ty tu robisz?
-Przyjechałem na wakacje z moją dziewczyną.-Mówiąc ostatnie słowa, przyciągnął mnie bliżej siebie.

-Nie rozumiem cię. Hilde i Gangnes są na prawdę bardzo mili.-Zapoznałam się z Tomem i Kennethem. Zaprosili nas wieczorem do pobliskiego klubu, więc się zgodziłam. Michi nie protestował, a teraz jak oni poszli to wielce obrażony. Gorzej niż z babą w ciąży. Idziemy właśnie do hotelu, a właściwie to on, bo ja muszę praktycznie biec, żeby dotrzymać mu kroku.-Mógłbyś trochę zwolnić? Nie mam takich długich nóg jak ty.-Nie reagował na moją prośbę, więc stwierdziłam, że nie będę się nim przejmować. On może olewać mnie, to ja jego.-Świetnie! Najwyżej się zgubię!-Krzyknęłam i usiadłam na pobliskiej ławce. Mój chłopak w końcu się mną zainteresował. Usiadł obok mnie nic nie mówiąc. Między nami długo panowała cisza. Starałam się na niego nie patrzeć, w końcu to on powinien pierwszy zacząć rozmowę. Widziałam jedynie kątem oka jak bawi się palcami u rąk. Nie wiem dokładnie ile tak siedzieliśmy, ale w końcu się doczekałam.
-Przepraszam.-Szepnął. Cały czas patrzyłam w przestrzeń przede mną. Na razie nie chcę łapać z nim kontaktu wzrokowego.-Imprezowanie z nimi to na prawdę nienajlepszy pomysł. Wydaje ci się, że wypiłaś jednego drinka, a w rzeczywistości było tego o wiele więcej. Zdecydowanie za dużo.-Zrobił krótką pauzę.-Jeżeli na prawdę chcesz się z nimi spotkać to pójdę z tobą. Tylko się nie gniewaj na mnie.-Dotknął dłonią mojego policzka i przekręcił moją twarz tak, abym na niego spojrzała.-Uwierz mi, że zależy mi na tobie.-Spojrzał mi prosto w oczy, po czym złożył krótki pocałunek na moich ustach. Chwilę się wahałam co mam mu powiedzieć.
-Kocham cię. Następnym razem mów mi od razu o wszystkim, żeby potem nie było takiej sytuacji.
-Obiecuję.-Musnął mój policzek.-Chodźmy już. Skinęłam głową na jego propozycję.

Stefan
Spacerowałem po całym domu chyba już od ponad godziny, próbując dodzwonić się do Diany bądź Michaela, ale gołąbeczki oczywiście nie odbierają. Niech no tylko ich spotkam. Ja się tu zamartwiam, a oni mają to gdzieś. Czy to jest w ogóle dopuszczalne? Przecież ja tu nerwicy dostanę. A co, jeżeli coś się stało? Tfu, wypluj to. Michael jest odpowiedzialny. Chociaż... Jakby się tak głębiej zastanowić...
Moje rozmyślanie przerwało pukanie do drzwi. Najpierw chciałem udawać, że mnie nie ma, ale słysząc ciągłe stukanie, postanowiłem w końcu otworzyć. Rzuciłem telefon na sofę, tak, że po chwili i tak wylądował na podłodze, ale nie chciało mi się już go podnosić. Zrobię to później. Podszedłem do drzwi i po chwili je otworzyłem. To co tam ujrzałem, a raczej kogo osłupiło mnie totalnie. Stała przede mną brunetka, z którą jakiś czas temu się rozstałem. Moje serce ponownie zabiło na jej widok, a wydawałoby się, że udało mi się już poukładać wszystko na nowo. Tymczasem ona znowu staje na mojej drodze.
-Marisa?-Dziewczyna kiwnęła głową.-Wejdź.-Momentalnie odsunąłem się w bok, aby zrobić jej trochę miejsca.
-Dzięki.-Uśmiechnęła się nieśmiało.-Możemy porozmawiać?-Zdziwiło mnie to trochę. Od naszej ostatniej kłótni nie odezwała się do mnie słowem. Nie odpowiadała na wiadomości ode mnie. Zmieniła nawet numer telefonu.
-Pewnie. Czuj się jak u siebie. Napijesz się czegoś? Kawy? Herbaty? Soku?-Chciałem wymieniać dalej, ale przerwała mi, mówiąc, że woda wystarczy. Podałem jej szklankę z cieczą i usiadłem obok niej na kanapie.-O czym chciałaś porozmawiać?-Zapytałem, bo widziałem dobrze, że się trochę stresuje.
-Przemyślałam wszystko. Chciałabym cię przeprosić.-Spojrzała na mnie, a ja byłem zaskoczony. Byłem pewien, że tkwi w przekonaniu, że to ja powinienem prosić o wybaczenie.-Wiem, nie powinnam całkowicie się od ciebie odcinać. Przez tą przeklętą awanturę pewnie teraz mnie nienawidzisz i masz do tego całkowite prawo. Nie powinnam urządzać ci tej sceny zazdrości. Zniszczyłam przez to nasz związek.-Zauważyłem, że po jej policzku spływa pojedyncza łza.
-Ciii... Nic już nie mów.-Przytuliłem ją do siebie.-Zapomnijmy o wszystkim. Zacznijmy wszystko od nowa. Co ty na to?-Zaproponowałem, ponieważ nadal ją kocham. Gdy ją ujrzałem wszystkie wspomnienia wróciły, każda chwila spędzona razem.
-Myślisz, że się uda?
-Nie dowiemy się póki nie spróbujemy.-Pocałowałem ją namiętnie w usta, co odwzajemniła.

Witam po długiej nieobecności, za którą przepraszam. Jest tu ktoś jeszcze? Postaram się, aby następny rozdział pojawił się szybciej niż ten. 

niedziela, 16 kwietnia 2017

Rozdział XV

Diana
Jesteśmy w drodze powrotnej do domu. Oczywiście mieliśmy wyjechać z samego rana, ale mama Michaela nie chciała nas tak szybko puszczać, więc wyszło na to, że wyjechaliśmy dopiero po obiedzie. Nie dzwoniłam do Stefana, bo do tej pory jestem na niego wkurzona. Coś czuję, że kiedy pojedziemy z Michim na wakacje to nie będzie nam dawał spokoju. Będę musiała na tydzień zablokować jego numer, żeby mieć chodź przez chwilę spokój. Nie mam pojęcia czy on to robi na złość, czy jest taki nadopiekuńczy. Jedno jest pewne, brakuje  mu chyba towarzystwa. Trzeba będzie go poznać z jakąś dziewczyną. Może wtedy się trochę opamięta.
-O czym tak myślisz?-Zapytał mój chłopak, przez co wyrwał mnie z rozmyślania.
-Martwię się trochę.-Westchnęłam.
-Czym? Jeżeli chodzi o nasz wyjazd to...-Nie dałam mu dokończyć.
-Chodzi o Stefana. Nie uważasz, że czuje się trochę samotny?-Spojrzałam na Michaela nie pewnie, ale jego jak zawsze żarty się trzymały.
-Przecież ma kota.-Zaczął się śmiać, ale gdy zobaczył moją poważną minę, przestał.
-Ja mówię poważnie. Przecież gdyby tak nie było to dałby nam chociaż chwilę spokoju. Może powinien sobie w końcu znaleźć jakąś dziewczynę. Co myślisz?
-Jak dla mnie to on się jeszcze nie otrząsnął po rozstaniu z Marisą.-Zaskoczyło mnie to, co mi powiedział Michael. Stefan mi nic nie wspomniał o swojej byłej. To do niego nie podobne. Zazwyczaj mówiliśmy sobie o wszystkim. Najwyraźniej coś się musiało stać, że do tej pory milczał.
-Nic mi o tym nie wspominał. Długo byli razem?-Spojrzałam pytającym wzrokiem na swojego chłopaka. Zmarszczyłam lekko brwi, czekając aż udzieli mi odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie.
-Coś około dwóch lat.-Odpowiedział, mocno zastanawiając się, czy aby na pewno dobrze mówi.-Na prawdę nic ci o niej nie wspominał?-Pokiwałam przecząco głową.-To może nie wspominaj o niej w jego obecności. Chłopak strasznie to przeżył.
-A dlaczego się tak w ogóle rozstali?-Wiem, może zadaję dużo pytań, ale tylko w ten sposób się czegoś dowiem.
-Nie mam pojęcia.-Wzruszył ramionami wpatrując się w drogę przed nami.-Skończył się sezon i wróciliśmy do domu. Po kilku dniach Stefan powiedział, że Marisa z nim zerwała, a dlaczego? Nie powiedział. Chyba tylko oni to wiedzą.

Zatrzymaliśmy się pod domem Stefana. Michael otworzył mi drzwi od samochodu i podał mi rękę. Po chwili stałam już obok niego. Wyjął moją torbę z bagażnika, ale nie dał mi jej do ręki, bo stwierdził, że sam mi ją zaniesie do pokoju. Oczywiście na początku trochę protestowałam, ale później zobaczyłam, że to nie ma sensu, bo i tak z nim nie wygram. Podeszliśmy do drzwi i szybkim ruchem zadzwoniłam dzwonkiem. Po chwili ujrzeliśmy Stefana trzymającego się za głowę. Spojrzałam na Michaela z lekkim zaskoczeniem. Wiedziałam, że szykowali imprezę, ale nie sądziłam, że aż tyle będą pić. Kraft był bardzo zaskoczony gdy nas zobaczył. Nie umie skrywać dobrze swoich emocji. Czytam z niego jak z otwartej książki.
-A wy nie mieliście jakoś później wrócić?-Przymrużył jedno oko, co trochę zabawnie wyglądało.
-Jeszcze chwilę się ze mną pomęczysz.-Uśmiechnęłam się cwaniacko.-O której po mnie przyjedziesz?-Zwróciłam się do Michaela, który spojrzał na zegarek, a po chwili namysłu mi odpowiedział.
-Zbyt dużo czasu nie mamy, więc za jakieś dwie godzinki, może krócej, będę z powrotem.-Kiwnęłam głową. Stefan nadal stał w lekko uchylonych drzwiach i patrzył na nas jak na kosmitów.
-No otwórz w końcu te drzwi, muszę się jeszcze spakować.-Zaśmiałam się do kuzyna, który zaczął wzrokiem błądzić po każdym możliwym miejscu, byle nie spojrzeć mi w oczy, a przynajmniej takie miałam wrażenie.
-No bo ten...no.-Zaczął się jąkać, ale przerwałam mu.
-Oj, Stefan.-Pokręciłam głową i szybkim ruchem ręki otworzyłam drzwi. Zrobiłam kilka kroków, ale po chwili się zatrzymałam. Rozejrzałam się. Chłopcy smacznie spali na kanapie i podłodze. Najbardziej rozbawił mnie Thomas, który przytulał się do stopy Gregora jak do pluszowego misia. Po chwili mina mi zrzedła, bo dotarł do mnie otaczający mnie widok. Bałagan? To za mało powiedziane. Wszędzie były porozrzucane butelki po alkoholu różnego rodzaju. Wytrzeszczyłam oczy ze zdziwienia.-Stefan? Czy tędy przeszło tornado?-Zapytałam nadal stojąc w bezruchu.
-Przepraszam cię. Nie  chciałem, żeby tak wyszło. Miało być spokojnie, ale to przez nich.-Podszedł do mnie i złapał mnie za ramię, a ja nadal stałam do niego tyłem.-To Manuel zaprosił swoich znajomych. Powiedział, że kilku, a kiedy poszedłem na chwilę na górę to mój dom się przemienił w istną imprezę, na której było pełno obcych ludzi. Nie bądź na mnie wściekła.-Odwróciłam się twarzą do niego, aby móc spojrzeć mu prosto w oczy.
-Posłuchaj. To jest twój dom i masz prawo robić w nim co chcesz, ale na przyszłość radzę, żebyś lepiej to wszystko kontrolował, bo następnym razem to się może gorzej skończyć.-Puściłam mu oczko na rozluźnienie sytuacji. Podeszłam do Michaela, który przysłuchiwał się naszej rozmowie. Miałam wrażenie, że chciało mu się śmiać z zaistniałej sytuacji, ale postanowiłam nie drążyć tematu.-Zaprosiłabym cię do środka, ale ci tutaj narozrabiali i nie wiem czy to najlepszy pomysł. Sam zobacz.-Pokazałam ręką wnętrze domu.
-Spoko, rozumiem. Gdzie zanieść ci torbę?-Wskazał palcem na mój bagaż.
-Zostaw tutaj.-Wskazałam miejsca obok szafki na buty.-Później się nią zajmę.-Machnęłam ręką.
-Jak wolisz.-Odstawił mój bagaż, po czym podszedł do mnie.-Niedługo przyjadę. Tylko nie zapomnij niczego.-Na ostatnie zdanie lekko pogroził mi palcem.
-Spokojnie. Na pewno niczego nie zapomnę.-Zaśmiałam się lekko. Michael dał mi szybkiego buziaka.-Do zobaczenia.
-Serio? Ja tu liczyłem na jakąś scenę z komedii romantycznej, a wy zachowujecie się jak stare małżeństwo.-W tym samym momencie z Michaelem przenieśliśmy szybko wzrok na Stefana, który wyglądał jak dziecko domagające się obejrzenia ulubionej bajki.
-Stefan!-Powiedzieliśmy w tym samym momencie.
-No co?-Nie odpowiedzieliśmy mu, a on chyba zrezygnował, bo tylko machnął ręką.-Dobra, już mnie tu nie ma.-Uniósł ręce w geście obrony i poszedł. Pożegnałam się z Michim i poszłam się pakować.

Po nieco ponad godzinie blondyn był u mnie z powrotem. Zapakował moją walizkę do swojego samochodu, a później otworzył mi drzwi. Usiadłam wygodnie na przednim siedzeniu i chciałam zapiąć pas, ale Michael mnie chciał w tym wyręczyć. Spojrzałam na niego niepewnie, na co on się tylko uśmiechnął. Nachylił się tuż nade mną, zapinając pomału pas. Poczułam wspaniały zapach jego perfum. Przymknęłam powieki i wzięłam głęboki wdech, aby móc się bardziej zagłębić w cudownym aromacie. Nie uszło chyba to uwadze mojego chłopaka, bo uśmiechnął się pod nosem i poszedł zasiąść za kierownicą.
Nim się obejrzałam a siedziałam już w samolocie. Nawet nie wiem kiedy usnęłam. Obudziłam się dopiero jak podchodziliśmy do lądowania. Michi zamówił taksówkę, którą pojechaliśmy do hotelu. Wchodząc do środka, od razu zauważyłam sofę, na której usiadłam, czekając aż Hayboeck pozałatwia wszystkie formalności. Po paru minutach znajdowaliśmy się w windzie, którą wjechaliśmy na odpowiednie piętro. Następnie za pomocą karty otworzyliśmy hotelowe drzwi. Moim oczom ukazał się duży pokój z wielkim łóżkiem na środku. Zauważyłam drzwi do łazienki. Otworzyłam je i zobaczyłam dosyć ładne pomieszczenie w kolorze błękitu, w którym znajdował się zarówno prysznic jak i wanna.
-I jak podoba się?-Zapytał Michi, opierając się o framugę drzwi.
-Jest ślicznie. Byłeś tu już, czy wybierałeś w ciemno?-Wyminęłam chłopaka i odsunęłam swoją walizkę w poszukiwaniu przyborów do kąpieli, w końcu było już późno.
-Kiedyś byliśmy tu na zgrupowaniu.-Podrapał się po głowie.-Ale nie mówmy teraz o tym. Jesteś może głodna?
-W sumie to nie. Wezmę szybki prysznic i idę spać. Jestem wykończona.-Wyjęłam wszystkie potrzebne rzeczy z walizki i poszłam do łazienki, dając wcześniej Michaelowi buziaka.
Po chwili mogłam poczuć na moim ciele gorące krople wody. Było to wspaniałe uczucie. Wreszcie mogłam się odprężyć po ciężkim dniu. Mogłam zapomnieć o problemach, a jednocześnie zastanowić się nad kilkoma sprawami, a w szczególności nad jedną. Nie wiem czy powinnam powiedzieć Michaelowi teraz, czy zrobić to później. Otóż dzięki Stefanowi otrzymałam propozycję pracy jako psycholog skoczków. Z jednej strony jest to dobre rozwiązanie, bo podczas sezonu będę częściej widywać się z moim chłopakiem, ale z drugiej nie chciałabym przypadkiem dekoncentrować Michiego. Nie wiem także, czy byłby zadowolony z takiego rozwiązania. Będę musiała z nim o tym porozmawiać, ale zrobię to chyba dopiero jak wrócimy do Austrii. Nie chcę na wakacjach poruszać tematów związanych z pracą. Wolę w pełni cieszyć się obecnością tutaj z moim ukochanym.
Z rozmyślania wyrwał mnie głos Michaela. Kurcze, chyba faktycznie się za bardzo zamyśliłam.
-Długo jeszcze? Muszę do łazienki!-Zakręciłam wodę i wyszłam spod prysznica.
-No to sobie jeszcze trochę poczekasz.-Zaśmiałam się cwanie.
-Ej! Bo zaraz otworzę te drzwi.-Walnął pięścią w drzwi.
-Jakbyś nie był świadom, to są zamknięte.-Owinęłam się ręcznikiem.
-To dla mnie pikuś. Albo wychodzisz, albo wchodzę, bo już dłużej nie wytrzymam.
-Jeszcze chwila.-Chciałam jeszcze rozczesać włosy, ale nie wiem jakim cudem, ale udało mu się otworzyć drzwi. Wzięłam swoje ubrania, aby się przebrać w pokoju.
Kiedy Michael poszedł się wykąpać, miałam zamiar na niego poczekać, ale sen przyszedł szybko i usnęłam.

Długo mnie nie było, za co przepraszam, ale w końcu jestem z nowym rozdziałem. Jest to najprawdopodobniej przedostatni, w którym bohaterowie są szczęśliwi, bo później przez nieporozumienia trochę namieszam :D
Piszcie w komentarzach, czy się podoba ;)

piątek, 31 marca 2017

Rozdział XIV

Diana
-Dobra, słuchaj mnie teraz uważnie.-Michael zaczął mi tłumaczyć krok po kroku, co muszę robić, aby zbijać jak najwięcej kręgli. Tak naprawdę to go trochę wkręciłam, bo umiem grać w kręgle i całkiem dobrze mi to wychodzi, ale tak słodko wygląda jak tłumaczy.-I to by było na tyle. Chyba możemy już zacząć grać.-Z zamyślenia wyrwał mnie jego głos.-To ja zacznę. Patrz i ucz się od mistrza.-Zaśmiał się. Wziął kulę, którą udało mu się przewrócić cztery kręgle. Za drugą próbą nie udało mu się nic strącić.
-Faktycznie mistrz.-Zaśmiałam się.
-Śmiej się, śmiej. Zobaczymy ile ty zrzucisz.
-Zobaczysz, że uda mi się wszystkie.-Byłam przekonana, co do mojego zdania. Tak naprawdę, kiedyś co chwila chodziłam ze znajomymi do kręgielni, więc miałam wszystko pod kontrolą.
-Wszystkie? Wątpię.-Przymrużył oczy i pokręcił głową.
-Nie wierzysz w moje możliwości? W takim razie jak zrzucę wszystkie to wisisz mi przysługę.
-No, niech ci będzie, ale jak nie zrzucisz wszystkich to ty mi wisisz przysługę.
-Ok.-Wzięłam kulę. Popatrzyłam przed siebie. Zrobiłam zamach i po chwili kula już się toczyła. Uderzyła w kręgle i udało się przewrócić wszyściutkie.-Ha, wisisz mi przysługę.-Spojrzałam na Michiego, który otworzył usta ze zdziwienia.

Kiedy wróciliśmy do domu, była już pora obiadowa. Po wspólnym posiłku mama Michaela zaproponowała mi wspólne oglądanie zdjęć, Oczywiście się zgodziłam. Chciałam w ten sposób lepiej poznać mojego chłopaka, który chyba nie był tym faktem zbytnio ucieszony.
-Mamo, daj spokój. Diana na pewno nie chce oglądać tych zdjęć.
-Ja z chęcią popatrzę na mojego chłopaka.-Posłałam do niego buziaczka.
Otworzyłyśmy album. Pierwsze zdjęcie przedstawiało Michaela zaraz po urodzeniu. Był taki malutki i taki słodziutki. Nie mogłam się napatrzeć na to zdjęcie. Tak słodko wtedy spał. Co ja mówię, przecież do dzisiaj mu to zostało.
-Ale przystojniak.-Powiedziałam, kiedy moim oczom ukazało się zdjęcie może pięcioletniego chłopca o ślicznej blond czuprynie i dużych niebieskich oczach. Siedział uśmiechnięty na kocu i bawił się swoją kolekcją samochodzików.
Wspólnie przesiedziałyśmy tak prawie dwie godziny. Dobrze nam się wspólnie rozmawiało. Michael natomiast stał nad nami i zerkał ze zdenerwowaniem na zdjęcia, jakby pilnował, abym przypadkiem nie zobaczyła kompromitującego go zdjęcia.
-Mamo, może już starczy?-Powtarzał co jakiś czas. Przypominało mi to czasami zachowanie dziecka z przedszkola. Musiałam się wtedy nieźle powstrzymywać od śmiechu. Na szczęście mi się to udało.
Po kolacji razem z Michaelem postanowiliśmy udać się spać, ponieważ jutro rano mieliśmy wracać do domu. Szłam schodami na górę, a za mną mój chłopak. Miałam wrażenie, że gapi się na mój tyłek. Odwróciłam się w jego stronę i wcale się nie myliłam.
-Ej.-Zrobiłam obrażoną minę, ale w środku chciało mi się śmiać.
-No co?-Wyszczerzył się, a ja wywróciłam oczami i poszłam w stronę Michaela pokoju. Po chwili mój chłopak złapał mnie  za nadgarstek i odwrócił szybko w swoją w stronę, po czym złączył nasze usta. Trochę mnie to zaskoczyło, ale nie protestowałam. Oparłam się o ścianę, a nasz pocałunek coraz bardziej się pogłębiał. Zanurzyłam swoją dłoń w jego wspaniałych włosach. Jego jedna dłoń była na moich plecach, a druga na biodrze. Po chwili poczułam jego usta na mojej szyi. Ocknęłam się, że jesteśmy na korytarzu i każdy może nas teraz zobaczyć.
-Michi, może nie tutaj.-Szepnęłam. Popatrzył mi w oczy i się słodko uśmiechnął.
-Masz rację.-Uniósł mnie do góry, a ja owinęłam swoje nogi wokół jego talii. Zaniósł mnie do pokoju i położył na łóżko. Całował mnie namiętnie z każdą chwilą pogłębiając pocałunek. Czułam jego ciepły oddech. Swoje usta przeniósł na moją szyję, a dłonie wsunął pod moja bluzkę. Usłyszałam dźwięk telefonu. Spojrzałam na Michaela, który chyba nie chciał żebym odbierała. Tak czy siak wyjęłam komórkę z kieszeni i przyłożyłam ją do ucha.
-Słucham.-Powiedziałam nie patrząc na to z kim rozmawiam.
-No cześć skarbie. Jak ja żem się stęsknił za moją księżniczką.-To był Stefan. Oczywiście domyśliłam się, że siedzi sobie teraz z kumplami i jest pijany. W końcu z tego co słyszałam to ich zapraszał na dzisiejszy wieczór.
-Stefan, chciałeś coś?-Zapytałam. Michael słysząc jego imię wywrócił zabawnie oczami.
-Nie wierzę.-Szepnął mój chłopak. Najprawdopodobniej był zdenerwowany, że jego najlepszy przyjaciel zepsuł taką chwilę.
-Pogadać z tobą chciałem. Stęskniłem się za tobą.-Jakoś tak nie wierzę w jego słowa. Pewnie teraz siedzi obok niego Manuel, Gregor, Thomas, Andreas i jeszcze kilku innych czubów i nadsłuchują.
-I tylko tyle? Nie mam czasu teraz z tobą gadać.-Nie miałam zamiaru udawać jaka to jestem szczęśliwa z jego telefonu. Było wręcz na odwrót.
-Czemu?-Już miałam odpowiedzieć, że ciekawość to pierwszy stopień do piekła, ale udało mi się powstrzymać.
-Zajęta jestem.-Powiedziałam na odczepne, ale jakby się tak głębiej zastanowić to wcale nie mijałam się z prawdą.
-Czym?-Ach ta jego dociekliwość. Po kim on ją odziedziczył?
-Jak to czym?-Zmarszczyłam brwi i spojrzałam na Michaela, który ponownie wywrócił oczami.
-Aaa, dobra. Już się domyślam.-Mówiłam już kiedyś, że Kraft bywa bardzo denerwujący? Czasami mam wrażenie, że zachowuje się jak dziecko z podstawówki...Chociaż...chyba akurat w tym przypadku to złe porównanie. Dzieci w podstawówce nie mają takich myśli jak on.
-To się lepiej nie domyślaj, bo cię zaraz palnę w ten pusty łeb i może chociaż trochę rozumu nabierzesz.-Michael wziął mój telefon i powiedział do Stefana. Nie ukrywam, myślałam, że się posikam ze śmiechu.-Mówiłem, żebyś nie odbierała.-Uśmiechnął się czule. Jak ja go kocham.
-Mówiłeś? No chyba raczej nie.-Zaśmiałam się, po czym chłopak się zamyślił, najprawdopodobniej nad tym, czy mówił, czy pomyślał.
-Oj dobra, pomyślałem, ale wychodząc z założenia, że czytasz mi w myślach, to można powiedzieć, że powiedziałem.-Puścił do mnie oczko.
-Ja czytam ci w myślach? No chyba raczej nie. Pomyliłeś mnie z kimś.-Wzruszyłam ramionami.
-Ciebie bym z nikim nie pomylił. Nigdy.
-Czyżby?-Przymrużyłam oczy, a po chwili wstałam z łóżka.-Dobra idę się wykąpać.
-A ja?-Przybrał minę "smutnego psa".
-Też cię kocham.-Puściłam w jego stronę buziaczka i weszłam do łazienki.

Stefan
Usłyszałem dzwonek do drzwi, więc szybko się zerwałem i pobiegłem w ich kierunku. Jestem niemal pewien, ze to Manuel. Miał przyjść wcześniej i pomóc mi w przygotowaniach do małej imprezki. Pozostali mieli zjawić się za jakąś godzinkę. Otworzyłem drzwi i tak jak myślałem był to Fettner.
-Właź stary.-Odsunąłem się na bok, żeby wszedł. Zauważyłem, że trzyma w rękach skrzynkę piwa.
-No, no, nie pozwalaj sobie. Jestem od ciebie tylko kilka lat starszy.-Wywróciłem tylko oczami. Czasami ten chłopak brał wszystko zbyt dosłownie.
-Tak się tylko mówi. Widzę, że się zaopatrzyłeś.-Wskazałem na alkohol, który właśnie stawiał na blacie kuchennym.
-A ty co tak stoisz? Pomógłbyś, a nie stoisz jak kołek.-Czy on czasem myśli? Przecież wszystko było w miarę ogarnięte.
-Poradziłeś sobie bez mojej pomocy.-Uśmiechnąłem się.
-No co ty. To jeszcze połowa nie jest. Chodź, pomożesz mi wszystko wynieść z samochodu.-Moje oczy zrobiły się jak pięciozłotówki.
-Przecież ci mówiłem, że to będzie mała imprezka. Nie mam zamiaru się uchlać do nieprzytomności. Diana jutro wraca i znając ją zrobi to z samego rana.-Manuel odwrócił się w moją stronę i popatrzył jak na kosmitę.
-Co ty się tak nią przejmujesz, przecież jesteś u siebie.-Zrobił chwilę przerwy.-Poza tym zaprosiłem jeszcze paru znajomych.-Powiedział, jakby to było coś oczywistego, a tak naprawdę nie był u siebie i nie miał prawa zapraszać nikogo do mojego domu bez mojej zgody. Trudno, teraz już nic na to nie poradzę.
-Ile ich będzie?-Spojrzałem pytająco, czekając aż mi odpowie.
-No nie dużo.-W jego przypadku nie dużo kończyło się chyba na stu.
-Ile?-Ponowiłem swoje pytanie. Unikał odpowiedzi na nie, więc zaczynałem się trochę obawiać.
-Dobra, zobaczysz jak zaczną niedługo przychodzić. A teraz mi pomóż, bo się nie wyrobimy.-Wyszedłem przed dom i stanąłem przed samochodem Manuela. Otworzyłem bagażnik i się przeraziłem. Cały był zapakowany po brzegi w różnego rodzaju alkoholu.
-Czyś ty oszalał? Kto to wypije?-Po chwili zauważyłem, że tylne siedzenia też są nieźle zawalone.
-Nie dramatyzuj. Przecież ja na to kasę wydałem, a nie ty.-Teraz rozumiem czemu Manuel nie ma dziewczyny, przecież żadna by z nim nie wytrzymała.
Ogarnęliśmy już naprawdę chyba wszystko. Stwierdziłem, że muszę się jeszcze wykąpać, przecież nie należy witać gości będąc nie umytym. To by źle świadczyło o mnie. Manuel obiecał, że nie wysadzi mojego mieszkania w kosmos i mogę być spokojny. Udawałem, że mu wierzę. Pobiegłem szybko do mojego pokoju. Wybrałem swoje ulubione spodnie i bluzkę, i szybko pobiegłem do łazienki. Wziąłem szybki prysznic. Zacząłem się ubierać, gdy usłyszałem głośną muzykę z parteru. Pomyślałem, że albo goście zaczęli się schodzić, albo Manuel testuje sprzęt. Wolałem tą drugą opcję, ale kiedy zszedłem na dół, prawdziwa okazała się ta pierwsza. Dom był przepełniony ludźmi. Połowy z nich nawet nie znałem. Wodziłęm wzrokiem w poszukiwaniu któregoś z chłopaków z kadry. Ujrzałem Gregora i od razu do niego podszedłem.
-Wiesz może skąd się tutaj wzięło tyle ludzi?-Zapytałem, ale odpowiedź nasuwała mi się tylko jedna.
-Manuel. Gdzie on w ogóle poznał tych wszystkich ludzi?
-Pytanie tylko, czy chcemy wiedzieć...-Przerwał mi Fettner.
-Nie przesadzajcie, oni są spoko.-Pozostawię to może bez komentarza.-Trzymaj Stefan, napij się, zasłużyłeś.-Tak też zrobiłem.
Byłem co raz to bardziej pijany. Zadzwoniłem do Diany i sądząc po tym, jak ze mną rozmawiała, a później jeszcze słowa Michaela, to musiałem im w czymś przerwać. Nie będę dalej drążyć tematu. Mam tylko nadzieję, że za dziewięć miesięcy nie będę musiał bawić się w niańkę. Później jeszcze dzwoniłem do mojej kuzynki kilka razy, ale nie odbierała. Cały czas odrzucała połączenia. Gdy było już grubo po północy, wszyscy pomału zaczęli się schodzić do swoich domów. Zostali tylko chłopaki z kadry, z którymi dalej piłem, aż urwał mi się film.

Diana
Leżałam na łóżku z Michaelem i rozmawialiśmy. W pewnym momencie zaczął wydzwaniać Stefan. Dzwonił chyba z trzynaście razy, ale za każdym razem odrzucałam połączenia. Nie miałam zamiaru z nim gadać, tym bardziej, że teraz pewnie siedzi upity prawie do nieprzytomności. Na dodatek wszystkiemu pewnie będzie się przysłuchiwał wścibski Manuel.
-Może odbierzesz? Może się coś stało? Bez powodu by chyba tyle razy nie dzwonił.-Spojrzałam na mojego chłopaka. Zastanowiłam się chwilę zanim odpowiedziałam.
-Dobra odbiorę jak tylko zadzwoni, ale od razu na wstępie mówię, że to nie będzie miła rozmowa.-Michi popatrzył na mnie czule.-Czemu mi się tak przyglądasz?
-Bo jesteś słodka nawet gdy się złościsz.-Pocałował mnie w usta, ale szybko się od niego oderwałam.
-Czyli chcesz mi powiedzieć, że jesteś ze mną tylko dlatego, bo jestem ładna?-Lubiłam zgrywać przed nim obrażoną. Później tak słodko umiał mnie przepraszać.
-Wiesz, że nie to miałem na myśli.-Szepnął mi do ucha.
-Chyba za dobrze mnie znasz.-Ten chłopak potrafił czytać mi w myślach. Czasami aż się tego obawiałam.
-To chyba dobrze.-Kiwnęłam tylko głową. Po chwili mój telefon się ponownie rozdzwonił. Spojrzałam na Michaela.
-Odbiorę, może się w końcu odczepi.-Zaśmiałam się, ale wcale mi nie było do śmiechu.
Chwyciłam telefon do ręki i bez wahania zaczęłam swój monolog.
-Debilu, przestań wydzwaniać bez przerwy. Mam cię dość! Chcę pobyć trochę z Michaelem, a ty co robisz? Przeszkadzasz nam, i wiesz co? Masz niezłe wyczucie czasu, no naprawdę. Stefan, jutro się widzimy, więc niepotrzebnie tyle wydzwaniasz...-Przerwał mi głos mojego rozmówcy.
-Córciu.-Westchnęła moja rozmówczyni.
-Mama?-Szybko z pozycji leżącej przeniosłam się do pozycji siedzącej. Doskonale widziałam minę Michaela. Próbował się powstrzymywać od śmiechu.
-Mama, mama.-Powiedziała.
-Przepraszam, myślałam, że to Stefan.-Pomimo tego, że ostatnio nie układało nam się dobrze, to kochałam moich rodziców, a teraz myślałam, że się spalę ze wstydu.
-No dobrze, ale co to za Michael. Pamiętaj, że babcią jeszcze nie chcę być.-Wstałam momentalnie z łóżka i zaczęłam kręcić się po pokoju.
-Jaką babcią? O czym ty w ogóle mówisz? A poza tym to ja będę decydować, kiedy zostanę matką, a nie ty.-Dobra, może trochę za bardzo się uniosłam.
-A ten Michael to twój chłopak?
-Tak, a co?
-Nic, po prostu uważam, że Lukas jest dla ciebie idealny.-Myślałam, że dała już z nim spokój, ale się myliłam.
-Jak tak bardzo ci się podoba, to się z nim hajtnij, a mnie zostaw w spokoju!-Szybko się rozłączyłam i po chwili leżałam już obok Michaela.

Jak się podoba?

sobota, 25 marca 2017

Rozdział XIII

Diana
-Puszczaj!-Chciałam jak najszybciej znaleźć się przy Michaelu. Tylko przy nim czułam się bezpiecznie. W takim towarzystwie w jakim przebywałam obecnie czułam się bardziej osaczona, ale nie mogę dać po sobie tego poznać. A może to tylko sen? Może po prostu zaraz się obudzę z tego koszmaru. Po chwili zdaję sobie sprawę, że to się dzieje naprawdę.
-Usiądź, porozmawiajmy.-Wskazał ręką w stronę stołu. Nie mam zielonego pojęcia dlaczego, ale się zgodziłam. Być może kiedyś będę tego żałować. Po chwili siedzieliśmy już naprzeciwko siebie.
-Słucham.-Skrzyżowałam ręce, co zawsze robiłam gdy się denerwowałam, bądź kiedy wyczekiwałam na wyjaśnienia.
-Zapomnijmy o tym. Ja po prostu...-Nie chciałam słuchać jego wyjaśnień. Byłam za bardzo na to zmęczona.-...chciałem cię tylko sprawdzić.-Teraz to już mnie całkiem zamurowało.
-Sprawdzić? O czym ty w ogóle mówisz?
-No bo kiedyś Stefan przyprowadził do domu taką dziewczynę. Wydawała się bardzo miła. Złapałem z nią dobry kontakt, ale później mój brat z nią zerwał. Wtedy zaczęła się do mnie kleić. Zrozumiałem, że Stefan się z nią rozstał, bo leciała tylko na kasę.-Złapał się za głowę. Ja natomiast byłam cała w szoku.-Może to głupio zabrzmi, ale postanowiłem, że będę sprawdzał każdą nową dziewczynę któregoś z moich braci.-Nie wiem dlaczego, ale coś mi podpowiadało, że ściemnia. Nie wiedziałam, co mam zrobić. Mam być dalej na niego obrażona, czy go zrozumieć i wybaczyć? Nie wiem. Mam mętlik w głowie. Do końca mu nie ufałam.
-Nie musisz już dalej kończyć. Po prostu zapomnijmy o wszystkim tak jakby się to nigdy nie wydarzyło.-Wzruszyłam ramionami. Powiedziałam mu tak, żeby uśpić trochę jego czujność. Coś mi mówiło, że on coś kombinuje. Coś znacznie poważniejszego. Musiałam trochę go zmylić, żeby być bardziej czujną i w razie czego odpowiednio zareagować.
-Mi pasuje. To co zgoda?-Podał mi rękę. Oczywiście nie mogłam odmówić.
-Zgoda.-Uśmiechnęłam się sztywno. Po chwili na jego twarzy widniał uśmiech tym razem wyglądający na szczery, albo po prostu mi się wydaje. W sumie nie znam go na tyle, żeby móc to stwierdzić.
-Pójdę już. Do jutra, a właściwie do dzisiaj, bo jest już mega późno.-Zaśmiałam się cicho, żeby nikogo nie obudzić i ruszyłam w stronę pokoju Michaela.
Otworzyłam po cichu drzwi, żeby nie obudzić mojego chłopaka. Podeszłam do łóżka i delikatnie wsunęłam się pod kołdrę. Mocno przytuliłam się do Michiego, a po chwili usłyszałam jak wypowiedział moje imię przez sen. Uśmiech zagościł na mojej twarzy. Dałam mu buziaka w policzek i po chwili odpłynęłam do krainy Morfeusza.

Obudziłam się, gdy zegarek wskazywał dziewiątą czterdzieści trzy. Zdziwiłam się, bo jak na mnie to długo spałam. Zazwyczaj budziłam się w okolicach siódmej. Przekręciłam się na lewy bok, ale Michaela już nie było. Pewnie zdążył już wstać. Mam tylko nadzieję, że nie zrobił mi fotki jak spałam. Później by mnie pewnie "szantażował". Poprzeciągałam się jeszcze chwilę na łóżku i postanowiłam wstać. Od razu udałam się do łazienki, aby się ogarnąć. Ubrałam na siebie koszulkę w kratkę i dżinsowe szorty. Włosy zostawiłam jak zawsze rozpuszczone, bo w związanych dziwnie się czuję. Po kilkunastu minutach wyszłam z pokoju i zeszłam na dół. Od razu zauważyłam panią Hayboeck, która zawołała mnie na śniadanie. Michi siedział przy stole czytając jakąś gazetę. Od razu kiedy mnie zauważył, odłożył czasopismo na bok i podszedł do mnie. Cmoknął mnie w policzek, po czym odsunął mi krzesło.
-Dobrze, że już wstałaś, bo mam propozycję.-Ciekawe, co tym razem wymyślił. Ostatnio ciągle mnie czymś zaskakuje w pozytywnym tego słowa znaczeniu.
-Jaką?-Zapytałam, nalewając kawę do filiżanki.
-Po śniadaniu pójdziemy na spacer. Oczywiście jeśli chcesz. Mówiłaś mi wielokrotnie, że lubisz poznawać nowe miejsca, a ja z chęcią cię oprowadzę po okolicy.-Spodobał mi się jego pomysł. Nawet bardzo. Kochałam poznawać nowe okolice. Kiedyś nawet chciałam zostać podróżnikiem, ale wszystko inaczej się potoczyło i jestem tu, gdzie teraz jestem. Może to i lepiej. Kto wie, może gdybym wybrała inną drogę to nigdy nie spotkałabym Michaela...
-Bardzo chętnie. Mam nadzieję, że jesteś dobrym przewodnikiem, bo lubię zadawać dużo pytań.-Uśmiechnęłam się cwaniacko, a przynajmniej tak to miało wyglądać.
-O to możesz być spokojna. A teraz jedz szybko i za chwilę widzimy się w salonie.-Kiwnęłam głową, po czym zaczęłam jeść śniadanie. Starałam się sprężyć, ale nie umiem szybciej. Zawsze w szkole lub na jakieś wycieczce kończyłam posiłek ostatnia. Tak jest nawet do dziś.
Po skończonym śniadaniu udałam się do pokoju, skąd zabrałam jeszcze moje okulary przeciwsłoneczne. Wyglądało na to, że na dworze jest gorąco, a nigdy nie lubiłam, gdy mnie słońce razi w oczy. W ostatniej chwili jeszcze wsunęłam telefon do kieszeni i ruszyłam w stronę drzwi. Nacisnęłam klamkę i zamyślona chciałam już wyjść z pokoju, kiedy...
-BUUU!-Zobaczyłam przed oczami ręce Michaela.
-AAAAA!-Pisknęłam ze strachu. Okulary zsunęły mi się z twarzy, na której malowała się wściekłość. Jak on w ogóle mógł. Spojrzałam na niego złowrogo, na co zaczął się śmiać.-Idiota.-Parsknęłam.
-Za to najprzystojniejszy idiota.-Poruszył brwiami. Przez moment miałam zamiar go udrutować, ale rozmyśliłam się. Stwierdziłam, że muszę obmyślić plan zemsty.
-Wygląd to nie wszystko.-Wystawiłam w jego stronę języka, na co się zaśmiał.
-Jakbyś jeszcze tego nie zauważyła to mojemu charakterowi nie mam nic do zarzucenia.
-Bla, bla, bla.-Zaczęłam naśladować dłońmi.-Idziemy w końcu?-Kiwnął tylko twierdząco głową i po chwili na mojej twarzy czułam gorące promienie słońca. Przechadzaliśmy się wzdłuż chodnika trzymając się za ręce. Michael z wielką dokładnością opowiadał mi o każdym zakamarku jaki mijaliśmy. Z jego opowieści wynika, że musiał mieć na prawdę bardzo ciekawe dzieciństwo.
-O, a widzisz tamtą huśtawkę na placu zabaw?-Pokazał palcem w stronę małej huśtawki, na której obecnie bujała się mała dziewczynka.
-Widzę. Co na niej odwaliłeś?-Zaśmiałam się.
-No to tak.-Zrobił chwilę przerwy na głęboki oddech.-Jak byłem w przedszkolu to poszedłem sobie pobujać się na tej huśtawce i nie wiem dlaczego, ale zawsze ciągnęło mnie do skoków. Chciałem przez chwilę poczuć się jak skoczek i zeskakiwałem z rozpędzonej huśtawki i za którymś razem spadłem i sobie wszystkie zęby wybiłem.-Zaczęłam się głośno śmiać. Nie mogłam się opanować. Dopiero gdy spojrzałam na minę Michiego to trochę mi przeszło. Wyglądał jak obrażone dziecko, które pokłóciło się z kolegą o zabawkę.-To nie było śmieszne.-Zmroził mnie ponownie wzrokiem.
-Oj daj spokój. Przynajmniej masz teraz co wspominać.-Spojrzał na mnie, po czym jego spojrzenie zmieniło się jakby na coś oczekiwał.-Czemu mi się tak przyglądasz?
-Teraz ty powiedz, co takiego udało ci się śmiesznego zrobić w dzieciństwie.-Kiwnął głową na znak żebym mówiła.
-Lepiej nie.-Zaśmiałam się na samo wspomnienie.
-Ej, ja ci powiedziałem.
-Ale to serio głupie było.-Chyba mnie źle zrozumiał, bo spojrzał na mnie dziwnie.-No w sensie to co zrobiłam.
-Oj powiedz, przecież nikomu nie powiem.-Usiadłam na pobliskiej ławce i zaczęłam mówić.
-Dobra, ale masz nikomu nie mówić, bo Stefan mnie zabije.-Pogroziłam chłopakowi palcem, co chyba wziął sobie do serca.
-Znasz mnie i wiesz, że nikomu nie powiem.
-No więc, kiedyś Stefan przyjechał do mnie na wakacje. Postanowiłam pobawić się z nim w fryzjera. On chyba myślał, że porobię mu kilka kucyków i na tym się skończy. Ja natomiast byłam taka mądra, że mu włosy obcięłam.-Dobrze widziałam, że Michael skręca się ze śmiechu i wcale się mu nie dziwię. Stefan to w końcu jego najlepszy przyjaciel.-A później całe wakacje w czapce przesiedział.-Dołączyłam do śmiejącego się chłopaka. Po chwili usłyszałam dzwoniący telefon. Wyjęłam go z kieszeni i zobaczyłam na wyświetlaczu zdjęcie Stefana. Pokazałam Michaelowi, na co ten po raz kolejny wybuchł śmiechem.
-O wilku mowa.-Zaśmiałam się do słuchawki.
-Czy ja jestem podobny do wilka?
-Zastanówmy się... Hmm... No nie wiem... Może?
-Dzięki.-Powiedział z sarkazmem.-Wiesz może gdzie jest otwieracz do piwa?
-Skąd mam to niby wiedzieć?
-Mieszkasz u mnie od jakiegoś czasu, więc pomyślałem, że może ci się rzucił w oczy.
-Nie, nie widziałam. Może otwórz zębami.-Zaśmiałam się, przypominając sobie, co mi Michael powiedział kilkanaście minut wcześniej.
-Ha ha ha, bardzo zabawne. Jeszcze taki głupi nie jestem.
-Jeszcze?
-Nie tak to miało zabrzmieć.
-Dobra, dobra. Pamiętaj, że w końcu jestem psychologiem i wiem co chciałeś przez to powiedzieć.
-Tak? A niby co?
-Sam już najlepiej wiesz. Dobra będę kończyć. Udanej imprezy.-Rozłączyłam się, po czym spojrzałam na Michiego.
-Nie mówiłaś, że jesteś psychologiem.
-Jakoś tak nie było okazji. Dopiero co studia skończyłam i nie miałam okazji jeszcze pracować w zawodzie, ale mam nadzieję, że niedługo to się zmieni. W tym miesiącu kończy mi się umowa wynajmu mieszkania i przeprowadzam się na obrzeża Innsbrucka, a później poszukam sobie jakiejś pracy.
-Nie mieszkałaś do tej pory z rodzicami?
-Przecież ci mówiłam, że jesteśmy skłóceni.-Wywróciłam oczami.
-No tak.-Spuścił lekko głowę.-A może zamieszkaj ze mną.-Spojrzał na mnie nieśmiało. Nie wiedział zapewne jak zareaguję.
-Nie wiem czy to dobry pomysł.
-Dlaczego? Mieszkalibyśmy razem. Bylibyśmy szczęśliwi jak do tej pory. Dlaczego nie chcesz?-Trochę posmutniał.
-Chciałabym z tobą zamieszkać, ale nie chcę naszej znajomości zbyt szybko rozwijać. Popatrz. Znamy się krótko, a już jesteśmy parą, poznałam twoich rodziców, jedziemy nawet na wspólne wakacje. Nie wiem czy to nie za szybkie tempo.
-Po co tracić czas, tym bardziej, że ci już na wstępie zapowiadam, że chcę mieć sporą gromadkę dzieci.-Poruszył znacząco brwiami. Oczy mi się szerzej otworzyły, co chyba pomimo okularów przeciwsłonecznych, które nadal były na moim nosie, Michael zauważył.-No co? Będziemy później oglądać drużynówkę, w której będzie czwórka naszych synów.
-Ohoho, jakie masz marzenia...
-Marzenia, które mogą się spełnić.-Pocałował mnie z czułością.-Co powiesz na kręgle?
-Teraz?
-Tak. Widzisz tamten budynek.-Wskazał na odległy od nas o jakieś sto metrów budynek.-Tam jest kręgielnia. No chyba, że wolisz bilard, bo też tam jest.
-Nie umiem grać w kręgle. Kiedyś byłam i za każdym razem kula mi wypadała z toru.
-Od tego masz mnie-Najlepszego i zarazem Najukochańszego Indywidualnego Nauczyciela, który pokaże ci takie triki, że ograsz każdego.
-No dobra, niech ci będzie.-Uśmiechnęłam się, po czym udaliśmy się do pobliskiej kręgielni.

Przybywam z kolejnym rozdziałem. Teraz będę miała trzy dni wolne od szkoły, więc może uda mi się szybciej coś napisać, ale nic nie obiecuję ;)

niedziela, 19 marca 2017

Rozdział XII

Diana
-Witaj. Jestem Brigitte.-Kobieta rzuciła mi się na szyję. Wygląda na to, że cieszy się z mojej wizyty w jej domu. Cieszy mnie to bardzo, bo szczerze mówiąc trochę się tego obawiałam. Mama Michaela po chwili trwania w uścisku, złapała mnie za dłonie.-Michael mi dużo o tobie opowiadał.
-Mam nadzieję, że same dobre rzeczy.-Uśmiechnęłam się. Mój chłopak objął mnie od tyłu i swój podbródek umiejscowił na moim ramieniu.
-Dobrze wiesz, że same dobre, bo tych złych nie ma.-Jego słowa sprawiły, że poczułam się jeszcze pewniej w jego rodzinnym domu. Pani Brigitte popatrzyła na nas z wielkim uśmiechem.
-To może wy się rozgośćcie w salonie, a ja pójdę chłopaków zawołać.-Wskazała nam ręką w stronę wcześniej wspomnianego pomieszczenia. Po chwili zniknęła. Najprawdopodobniej poszła po nich na piętro. Razem z Michaelem poszliśmy do salonu, gdzie stał wielki stół przygotowany już do kolacji.
-Jak pierwsze wrażenie?-Zapytał Michi. Zawsze lubiłam gdy pytał się mnie o takie rzeczy. Pokazywał w ten sposób jak bardzo się o mnie troszczy. Zawiesiłam swoje ręce na jego szyi.
-Bardzo dobre. Twoja mama jest naprawdę cudowna.-Usłyszałam, że ktoś zbiega po schodach, więc dałam mu szybkiego buziaka i odwróciłam się w ich stronę. Po chwili stali przede mną rodzice i bracia Michaela, który w tej chwili trzymał swoje dłonie na moich ramionach.
-Poznajcie moją dziewczynę.-Przywitałam się grzecznie ze wszystkimi. Każdy wydawał się bardzo miły. Jedyne co, to niepokoił mnie sposób, w jaki patrzył na mnie Alexander. Niby nie patrzył na mnie z pogardą lub czymś innym, jednak w swoim spojrzeniu miał coś takiego, czego nie umiem wyjaśnić.
Siedzieliśmy wspólnie przy jednym stole. W towarzystwie jego rodziny czułam się jakbyśmy wszyscy znali się od wielu lat. Rozmawialiśmy wspólnie na wiele tematów, a także żartowaliśmy i śmialiśmy się. Jedynie Alex był jakiś nieobecny. Dobrze widziałam, że dokładnie obserwował każdy mój ruch, ale starałam się nie zwracać na to uwagi. Oczywiście pani Brigitte próbowała wcisnąć we mnie tyle jedzenia ile się tylko dało.
-Weź sobie jeszcze nałóż dokładkę.-Prosiła zatroskana.
-Dziękuję, wszystko jest takie pyszne, ale naprawdę już nie mogę.-Powtórzyłam już chyba po raz dziesiąty tego wieczoru moją regułkę.
-Oj chociaż troszeczkę. Jesteś strasznie chudziutka.-Denerwuje mnie, gdy ktoś mi wypomina, że jestem chuda, więc powinnam więcej jeść. Przecież ja już mam to w genach po mamie i to wcale nie jest wina tego, że mało jem. Zanim zdążyłam coś odpowiedzieć, zrobił to jak dotąd milczący Alex.
-Jak dają to trzeba brać.-Nie powiem, denerwował mnie cały wieczór, ale tym tekstem naprawdę mnie bardzo rozśmieszył. Jakbym słyszała Stefana... Z pomocą przyszedł mi Michael, czyli mój kochany Wybawiciel.
-My w sumie jesteśmy już wykończeni podróżą, więc się pójdziemy położyć spać.-Przytaknęłam na jego słowa. Po chwili poszedł po nasze torby i w mgnieniu oka szliśmy już schodami na górę. Trochę czułam się jak w hotelu. Ciągnął się jedynie długi prosty korytarz. Jeżeli dobrze policzyłam to było tutaj osiem par drzwi. Michael złapał mnie za rękę i poprowadził mnie w stronę swojego pokoju.
-Mam nadzieję, że spodoba ci się mój pokój. Wprawdzie rzadko tu bywam, ale chyba nie powinien być zakurzony.-Zaśmiał się, czym spowodował większy uśmiech na mojej twarzy. Po chwili moim oczom ukazał się pokój, w którym ściany były pomalowane w różnych odcieniach błękitu. Mniej więcej na środku stało duże dwuosobowe łóżko. Wszystkie meble były w kolorze białym. Jedna ściana była przeznaczona na zdobiące ją białe ramki z różnymi zdjęciami Michaela i jego rodziny. Jedno z nich bardzo przykuło moją uwagę. Podeszłam bliżej. Przedstawiało małego Michiego. Boże, jaki on słodki. Już wtedy miał bujne blond włosy. Mój chłopak podszedł do mnie i spojrzał na fotografię.-Wyobraź sobie, że kiedyś będzie nam po domu biegał taki mały Hayboeck.-Od razu sobie to wyobraziłam i uśmiech pojawił się na mojej twarzy.
-A chciałbyś?-Odwróciłam się w jego stronę i z zaciekawieniem spoglądałam w jego oczy.
-Kiedyś na pewno.-Złapał mnie za ręce i poprowadził w stronę łóżka, na którym po chwili już siedzieliśmy.-A teraz powiedz, jakie wrażenie zrobili na tobie moi rodzice?
-Na początku się trochę stresowałam, ale nic ci nie mówiłam.-Michael przymrużył lekko oczy, udając wyrzut, że mu nie powiedziałam wcześniej, ale po chwili zaczął się uśmiechać. On chyba jednak nie umie udawać poważnego w moim towarzystwie. Jakby się tak głębiej zastanowić, to mam tak samo. Jejku... Tyle nas łączy...-Nie patrz tak na mnie.-Skrzyżowałam ręce na piersi, pokazując oburzenie.
-Jak mam na ciebie nie patrzeć, bo nie rozumiem...
-No tak.-Zaczęłam udawać jego minę sprzed kilkunastu sekund. Chyba nie za bardzo mi to jednak wyszło. Cóż, najwyraźniej jego miny są unikatowe i nie da się ich naśladować w prawidłowy sposób.-Dobra nie ważne.-Machnęłam ręką ze zrezygnowaniem.-A więc potem twoi rodzice byli na prawdę bardzo mili i się do nich przekonałam. Bardzo ich polubiłam. Mam nadzieję, że oni mnie też.
-O to możesz być spokojna. Zawsze jak któryś z moich braci przyprowadza nową dziewczynę to robią jej długie przesłuchanie. Tobie nie zadawali aż tyle pytań, więc najwyraźniej od razu ci zaufali.
-Tak myślisz?-Uniósł mój podbródek dwoma palcami.
-Ja nie myślę, ja to wiem.-Michi delikatnie mnie pocałował. Po chwili jednak przestał.-Ja nadal nie mogę uwierzyć, że jesteśmy razem, tutaj, tacy szczęśliwi...
-Mam cię uszczypnąć?-Naszykowałam już rękę, żeby to zrobić, ale mnie powstrzymał.
-Lepiej mnie pocałuj.-Uśmiechnął się i zamknął oczy, czekając aż go pocałuję. Postanowiłam zrobić mu małego psikusa. Dałam mu buziaka w policzek. Chyba mu się to nie spodobało.-Zaraz się obrażę.-Skrzyżował ręce i odwrócił głowę w bok. Najprawdopodobniej tylko udaje, ale dobra, przeproszę go, żeby nie było.
-Przepraszam Michael. Michi. Chyba się na mnie nie pogniewasz?-Nie reagował na moje słowa.-Ej, bo pomyślę, że ty tak serio. Halo, ziemia do Michaela.-Zaczęłam mu machać dłonią przed oczami, bo się nawet nie raczył na mnie spojrzeć.-Dobra, niech ci będzie.-Wywróciłam tylko oczami i usiadłam wygodniej na łóżku, żeby było mi wygodniej go pocałować. Uchwyciłam jego twarz w dłonie i przekierowałam w moją stronę. Pocałowałam go delikatnie tak, jak to on zrobił kilka minut temu.-Już? Nie gniewasz się?
-Jeszcze trochę się gniewam.-Zaśmiał się. Czyli teraz mam rozumieć, że się tak naprawdę nie gniewa, tylko pogrywa sobie ze mną. Niech mu będzie, wciągnę się w tą jego gierkę. Pocałowałam go najbardziej namiętnie jak chyba tylko potrafiłam. Dobra, chyba mi już przebaczył, o ile w ogóle można to tak nazwać.
-Jak jeszcze mi nie wybaczyłeś to się już poddaję.
-Spokojnie, wybaczyłem. Nie jestem aż tak bardzo pamiętliwy.-Puścił do mnie oczko.
-Całe szczęście.

Obudziłam się w środku nocy. Spojrzałam w bok i ujrzałam Michaela, który słodko spał. Mogłabym patrzeć na niego godzinami. To był na prawdę uroczy widok. Chciałam go teraz pocałować, ale nie chciałam go tym obudzić. Postanowiłam się powstrzymać. Poczułam trochę suchość w gardle. Postanowiłam się napić, ale nie było nic w pobliżu. Postanowiłam zejść na dół, do kuchni i nalać sobie wody z kranu. Wiem, że niby się nie powinno tego pić, ale zawsze wolałam taką niż z butelki. Każdy chyba spał oprócz mnie. Przemierzałam spore mieszkanie powoli i w nienagannej ciszy, aby przypadkiem kogoś nie obudzić. Nie lubiłam nigdy nikomu grzebać po szafkach, więc miałam szczęście, że kubki stały na wierzchu. Wzięłam jeden z nich i podeszłam do kranu i nalewałam wody. Nagle poczułam na moich biodrach czyjeś dłonie. Od razu zorientowałam się, że coś nie gra. Instynktownie zrzuciłam z siebie czyjeś dłonie i się szybko odwróciłam. Przede mną stał Alexander. Co on sobie w ogóle wyobrażał. Ciekawe, czy on by chciał, żeby Michael tak się zachowywał w stosunku do jego dziewczyny. Kurcze, o czym ja w ogóle mówię, przecież Michi jest ze mną.
-Co ty wyprawiasz?-Spojrzałam na niego z zaskoczeniem jak i ze złością. On się tylko uśmiechał cwaniacko. Jak ja nienawidzę takich osób zapatrzonych w siebie.
-Chyba ja powinienem o to zapytać ciebie.
-Wody przyszłam się napić.
-I taki przypadek, że akurat się tu spotkaliśmy. To musi coś znaczyć. Co o tym myślisz?
-Myślę, że powinnam już iść spać.-Chciałam już iść w stronę pokoju, ale Alex zagrodził mi drogę.-Daj mi przejść.-Co raz bardziej zaczęło mnie irytować jego zachowanie.
-Poczekaj, a może masz ochotę na mały numerek?
-Słucham?!-Nie mogłam uwierzyć, w to co usłyszałam.
-To co słyszysz. Jest środek nocy. Nikt się nawet nie musi o tym dowiedzieć, a moje łóżko...-Nie mogłam już wytrzymać ze zdenerwowania i mu przerwałam.
-Czy ty w ogóle siebie słyszysz? Co ty sobie myślisz, że ja jestem pierwsza lepsza? Jak w ogóle możesz mi proponować coś takiego? Taki z ciebie brat, że za plecami Michaela podrywasz jego dziewczynę? Wiesz co? Kocham twojego brata i nigdy bym go nie zdradziła tym bardziej z tobą.-Już się kierowałam w stronę schodów, ale się jeszcze odwróciłam na chwilę.-A, i jeszcze jedno. Nie powiem o tym Michaelowi, bo nie chcę psuć waszych relacji, ale następnym razem od razu do niego pójdę i mu o tym powiem.-Ponownie się odwróciłam w stronę schodów, ale po chwili poczułam jego dłoń na moim łokciu i momentalnie odwrócił mnie w swoją stronę.
-Poczekaj...

Przybywam z kolejnym rozdziałem. Koniecznie komentujecie ;)

poniedziałek, 13 marca 2017

Rozdział XI

Stefan
Leżałem w salonie przed telewizorem. Było już późno. Praktycznie usypiałem. Czekałem jedynie na Dianę, którą miałem zamiar przeprosić za moje zachowanie. Przez ostatnie dni się do mnie nie odzywała. Przepraszałem ją z tysiąc razy, ale ona po prostu to olewała. Tym razem się lepiej przygotowałem, bo kupiłem jej kwiaty. Co jak co, ale kobiety zawsze przy nich kruszeją. Usłyszałem przekręcanie zamka. Szybko się zerwałem i pobiegłem do kuchni po bukiet czerwonych róż. Schowałem je za swoimi plecami i szybkim krokiem ruszyłem w stronę dziewczyny.
-Cześć. Wiem, że nie chcesz ze mną rozmawiać, ale...-Odwróciła się w moją stronę. Patrzyła na mnie pytającym spojrzeniem.-...chcę cię po raz kolejny przeprosić. Wiem, że nie powinienem się wtrącać. Proszę, wybacz mi. Jesteś u mnie na wakacjach i bez sensu, żebyśmy dalszą ich część spędzili na nie odzywaniu się do siebie.-Podszedłem do niej bliżej.-A to dla ciebie na przeprosiny. Mam nadzieję, że przyjmiesz je i mi wybaczysz.-Wręczyłem jej kwiaty, po czym wzięła je do ręki, pokiwała głową i mnie przytuliła.
-Oj Stefciu. I jak tu mam się na ciebie gniewać, jak widzę jak bardzo ci zależy na tym, żebym ci wybaczyła. Gdybym tego nie zrobiła, byłabym bez serca.
-Tak się cieszę.-Kamień spadł mi z serca. Po rozmowie z Manuelem dotarło do mnie, że źle postępowaliśmy.
-Będziesz miał chatę wolną przez ponad tydzień.-Puściła do mnie oczko.
-Jak to? Czy ja o czymś nie wiem?-Zaśmiała się na moje słowa. Najwyraźniej sporo mnie ominęło.
-Jutro po południu jadę z Michaelem na weekend do jego rodziców, a później na tydzień na wakacje.-Jej słowa zaczęły mi się obijać o uszy. Że też tego wcześniej nie zauważyłem.
-Czyli ty z Michaelem...-Mówiąc to, jakoś dziwnie kręciłem palcem. Urwałem zdanie, bo Diana kiwnęła głową.-Tak się cieszę.-Ponownie utknęliśmy w uścisku.
-A, jeszcze jedno. Pożyczysz mi jutro swój samochód? Muszę na zakupy jechać.
-Pewnie, przedzwonię tylko do Manuela, żeby podjechał po mnie przed treningiem.-Puściłem oczko i poszedłem do swojego pokoju. Szybkim ruchem wyjąłem telefon z kieszeni i wybrałem jego numer. Po chwili słyszałem już jego głos.
-No wiesz co? Musisz dzwonić w takich momentach? Ty to masz wyczucie.-Wolałem się nie wgłębiać bardziej w ten temat i od razu przeszedłem do rzeczy.
-Nie będę miał jutro czym pojechać na trening, a nie chce mi się iść pieszo. Wpadniesz po mnie?
-Spoko, nie ma problemu.
-A, jeszcze jedno, zanim mi z głowy wyleci.-Zaśmiałem się.-W sobotę impreza u mnie. Czuj się zaproszony.-Bez zastanowienia postanowiłem zorganizować małą imprezkę dla kumpli.
-Z jakiej okazji?-Dziwne, zazwyczaj się nie pytał o to, tylko po prostu na słowo "impreza" wbijał na chatę. Często bywało, że sam się wpraszał, ale nie tym razem.
-Tak po prostu. Chata wolna, trzeba uczcić.-Zaśmiałem się po raz kolejny w tak krótkim czasie.
-Na pewno będę. Dobra, zdzwonimy się jutro, bo teraz zbytnio nie mogę gadać.-Nie zdążyłem odpowiedzieć, gdyż usłyszałem, że się rozłączył.
Następnego dnia przyjechał po mnie, abyśmy wspólnie pojechali na trening. Trochę był nie w humorze, ale pomimo tego, postanowiłem się zapytać, co mu jest.
-Czemu jesteś jakiś taki nie w sosie?-Mam tylko nadzieję, że go nie rozwścieczyłem.
-Pamiętasz jak wczoraj dzwoniłeś do mnie?-Zapytał z obojętnością.
-No pamiętam, jakiś zajęty wtedy byłeś. Co? Jakąś laseczkę poderwałeś?-Poruszyłem znacząco brwiami.
-Dobre by było... Gliny mnie złapały za przekroczenie prędkości.-Myślałem, że po ostatnich wakacjach, po których przyszło mu chyba z dziesięć mandatów z fotoradarów, trochę zaczął wolniej jeździć, ale cóż, myliłem się.

Diana
Wstałam wyjątkowo wcześnie. Przeciągnęłam się i poszłam do łazienki się odświeżyć. Po kilkunastu minutach zeszłam już schodami w dół, prosto do kuchni. Zrobiłam sobie na szybko jakieś śniadanie i po chwili już słyszałam głos Stefana.
-Co ty tak wcześnie wstałaś?-Podrapał się po głowie i poszedł nalać sobie szklankę wody.
-Przecież mówiłam ci, że muszę jechać na zakupy.-Wzruszyłam ramionami, czego nie mógł zauważyć stojąc do mnie plecami. Po chwili odwrócił się w moją stronę i napił się wody.
-Rozumiem, ale dlaczego tak rano?
-Proste. Będę miała więcej czasu na zastanowienie się np. którą bluzkę kupić, białą czy czarną...-Nie zdążyłam dokończyć, bo mi przerwał.
-A w efekcie i tak weźmiesz obie. Skąd ja to znam?-Zapytał retorycznie. Podszedł do lodówki, szukając czegoś na śniadanie. Ja w tym samym czasie zdążyłam już skończyć swoje.
-Dobra, dobra, ja już będę lecieć.-Wstałam energicznie od stołu. Podeszłam do Stefana i dałam mu buziaka w policzek. Ruszyłam w stronę przedpokoju, gdzie założyłam ulubione czarne trampki. Chwyciłam jeszcze kluczyki i wyszłam z domu, a następnie udałam się do samochodu.
W centrum handlowym byłam około cztery godziny. Udało mi się kupić wszystko, co było mi potrzebne. W drodze powrotnej do domu, postanowiłam zrobić jeszcze zakupy w supermarkecie. Kiedy wróciłam do domu, zabrałam się do gotowania obiadu. Po pewnym czasie, stojąc cały czas przy garnkach, usłyszałam, że ktoś wszedł do domu. Od razu pomyślałam, że to Stefan. Pewnie skończył się już trening i wrócił do mieszkania.
-Stefan! Zaraz obiad będzie!-Krzyknęłam, żeby mógł usłyszeć. Po chwili poczułam, jak ktoś przytula mnie w talii i całuje w policzek. Momentalnie drgnęłam i odwróciłam się w stronę tej osoby. Kamień spadł mi z serca, gdy zobaczyłam Michaela.-Michi.-Rzuciłam mu się na szyję.
-Ktoś tu się chyba stęsknił.-Zaśmiał się.
-Nie, wcale.-Próbowałam udawać poważną, ale w jego towarzystwie nigdy mi to nie wychodziło.
-Czyżby?-Złączył nasze usta w gorącym pocałunku.

Michael
-Dobrze, że już wróciłeś, bo my zaraz będziemy jechać.-Diana była w swoim pokoju i pakowała ostatnie rzeczy do swojej torby.
-Diana się pakuje?-Kiwnąłem tylko głową, na znak, że "tak".-Może idź tam po nią na górę, bo zanim się spakuje to trochę może potrwać.-Bez słowa ruszyłem w stronę jej pokoju. Energicznie nacisnąłem klamkę i wszedłem do środka bez pukania.
-Pomyślałem, że przy...-Kurcze ja to jak zwykle wchodzę w złym momencie. Mimo, że jest moją dziewczyną, to i tak mi się głupio zrobiło. Diana akurat się przebierała. Jedyne co zrobiłem to walnąłem się ręką w czoło i się odwróciłem plecami do niej.-Spakowana już?
-Tak, tak, właśnie miałam schodzić na dół.-Odwróciłem się w jej stronę. Wzięła torbę do ręki, ale długo jej nie niosła, bo szybko zareagowałem i ją w tym wyręczyłem.-Coś mówiłeś wcześniej, ale nie dokończyłeś.
-A, mówiłem, że Stefan mi doradził, żebym przyszedł i pomógł ci w pakowaniu, bo podobno długo ci to zajmuje.-Ostatnią część zdania powiedziałem szeptem do jej ucha.
-A to nygus. Żeby tak się skarżyć na własną kuzynkę? To niedorzeczne.-Zaśmialiśmy się. Zawsze umiała powiedzieć coś nieśmiesznego, w taki sposób, że jednak stawało się to śmieszne.
Zeszliśmy na dół, gdzie czekał na nas Stefan. Wyglądał na bardzo zadowolonego. Pewnie cieszy się, że będzie miał wolną chatę. Za dobrze go znam i coś czuję, że szykuje się tutaj niezła impreza.
-Szybko się uwinęliście.-Zauważył.
-No widzisz. Nie jestem jedną z tych co się pakują, pakują i nie mogą się spakować.-Zmroziła go wzrokiem.
-Przecież tego nie powiedziałem.-Chyba nie zdawał sobie sprawy, że powiedziałem o tym Dianie.
-Czyżby?-Ponownie zmroziła go wzrokiem, po czym on uczynił do samo w moim kierunku.
-My już będziemy jechać.-Wziąłem Dianę za rękę i pokierowałem w stronę drzwi wyjściowych.
-Nie rozwal tylko mieszkania.-Dodała, na co on spojrzał pytającym wzrokiem.-Przecież wiem, że urządzasz imprezę.
-Skąd wiesz? Który to taki mądry był i ci wygadał?
-Proszę cię, Stefan. Wystarczy na ciebie spojrzeć. Od razu widać, że coś tu się szykuje.-Odezwałem się po dłuższym milczeniu. Miałem tylko nadzieję, że nie odwalą z chłopakami czegoś głupiego, przez co będziemy musieli szybciej wracać do domu.
-Oj tam. Do zobaczenia wkrótce.-Uniósł dłoń do góry, na co Diana się tylko lekko uśmiechnęła.
Siedzieliśmy już w moim samochodzie. Panowała cisza. Jedyne co było słychać to radio, w którym właśnie leciała najnowsza piosenka Adele. Po dłuższym czasie, postanowiłem to przerwać.-Stresujesz się?-Spojrzała na mnie.
-Nie, po prostu nie wiem, czy mnie polubią.-Złota zasada w tym przypadku działa. "Nie" znaczy "Tak".
-Ciebie nie da się nie lubić.-Uśmiechnąłem się. Byłem przekonany, że moi rodzice ją polubią, w końcu nie bez powodu wydzwaniali do mnie od kilku dni i się o wszystko wypytywali.
-Schlebiasz mi.-Uśmiechnąłem się jeszcze szerzej na jej słowa. Po chwili milczenia spojrzała ponownie na mnie.-Daleko jeszcze?
-Jeszcze jakieś dziesięć minut drogi. Aż tak śpieszno ci poznać przyszłych teściów?-Zaśmiałem się. Spojrzała na mnie z zaskoczeniem. Nie spodziewała się pewnie usłyszeć takich słów. Traktowałem nasz związek jak najbardziej poważnie. Chciałem się z nią ożenić, a później mieć gromadkę dzieci.
-Po prostu nie mogę się doczekać.

Diana
Dojechaliśmy już na miejsce. Chciałam już zadzwonić dzwonkiem, ale Michi powiedział, że to nie jest konieczne. Wyjaśnił, że wychował się tu tyle lat, że cały czas tu jest jego drugi dom. Weszliśmy do środka. Dom był bardzo przytulny. Od razu było widać, że panuje tu rodzinna atmosfera. Po chwili usłyszałam głos dobiegający najprawdopodobniej z kuchni.
-Michael, to ty?-Głos należał prawdopodobnie do jego mamy.
-Tak, mamo.-Po chwili wyłoniła się postać kobiety. Wyglądała dosyć sympatycznie.
-Dzień dobry.-Powiedziałam niepewnie. Uśmiechnęłam się szeroko, bo to podobno sprawia lepsze wrażenie.

Mam tyle różnych pomysłów co do tego opowiadania, że nie wiem już który wybrać :/ Jakoś może to będzie ;) Mam nadzieję, że się na razie podoba ;)

środa, 8 marca 2017

Rozdział X

Diana
Obudziłam się z myślą, że jest już ranek. Kiedy otworzyłam oczy, zorientowałam się, że jest ciemno. Pomimo tego, czułam się bardzo wyspana. Wzięłam do ręki telefon, aby następnie włączyć wyświetlacz, z którego mogłabym odczytać godzinę. Zegar wskazywał 2:43. Zachciało mi się pić, więc postanowiłam po cichu pójść do kuchni, aby nie obudzić Michaela, który spał w salonie, który był połączony z kuchnią. Wyszłam po cichu z pokoju i zobaczyłam Michiego, siedzącego przy stole.
-Nie śpisz?-Zapytałam niepewnie. Nie chciałam go wystraszyć, w końcu wyglądał na bardzo zamyślonego. Po moich słowach odwrócił się momentalnie w moją stronę.
-Cześć. Jakoś nie mogę spać, a ty?
-Wody przyszłam się napić.-Podeszłam do niego i przykucnęłam.-A widzisz? Miałam rację, mówiąc, żebyś spał u siebie w pokoju. Ja bym się zdrzemnęła na kanapie. Sen zawsze łatwo mi przychodzi.
-Przecież jesteś moim gościem, więc jakbym mógł... Po za tym to nie przez to, tylko przez natłok myśli.-Momentalnie wstałam i ruszyłam w stronę kranu.
-Ok, rozumiem. Nie przeszkadzam ci już.-Nalałam szybko szklankę wody i poszłam do sypialni.
Usiadłam na łóżku po turecku. Nie byłam do końca przekonana, czy uda mi się jeszcze usnąć. To  się robi już chore. Całe to udawanie, że Michael jest dla mnie tylko przyjacielem mnie wykańcza. Czuję jak wszystko się we mnie gromadzi. Boję się tylko, że będzie tego tak dużo, że któregoś dnia wszystko wykrzyczę z siebie w najmniej odpowiednim momencie. Czasami mam ochotę po prostu się na niego rzucić. Ale STOP. Muszę trochę przyhamować. Tak w ogóle to...
Z zamyślenia wyrwało mnie ciche pukanie do drzwi. Po chwili ujrzałam w nich Michaela.
-Mogę?
-Jasne, siadaj.-Poklepałam miejsce obok siebie. Po tym geście z mojej strony podszedł i zajął miejsce obok mnie.
-Tak właściwie to chcę być fair wobec ciebie i muszę ci coś powiedzieć.-Trochę mnie zaniepokoiły jego słowa.-Bo chodzi o to, że... Po prostu, to się zaczęło jak pierwszy raz cię zobaczyłem wtedy na lotnisku i później... Sam nie wiem jak to się stało, ale...-Zrobił przerwę i spojrzał mi w oczy. Trwało to może z pięć sekund, wystarczyło jednak do tego, abym zrozumiała co ma na myśli. Po chwili poczułam jego wargi na swoich. Tym razem całował jakoś inaczej. Czułam uczucie bijące od niego. Czułam, ile serca w to wkłada. Może to głupio zabrzmi, ale to był najpiękniejszy pocałunek w moim życiu. Kiedy już się oderwaliśmy od siebie, zaczęliśmy się śmiać.
-Michi, głuptasie, naprawdę nie zauważyłeś wcześniej, że cię kocham?-Pokiwał przecząco głową.
-Manuel raz mi zrobił wykład i dał mi trochę do myślenia, ale nie wiem dlaczego, ale nie dopuszczałem do siebie tej myśli. Nie sądziłem nigdy, że my razem... Myślałem, że traktujesz mnie jak przyjaciela.
-Traktowałam, do czasu... Później zdałam sobie sprawę, że się zakochałam.-Patrzył się na mnie z taką czułością, jak jeszcze nikt nigdy na mnie nie patrzył.-Czemu mi się tak przyglądasz?
-Mówiłem ci już, że kocham patrzeć w twoje oczy?-Pokiwałam przecząco głową.-To w takim razie mówię teraz. Kocham patrzeć w twoje oczy.-Złączyłam nasze usta w namiętnym pocałunku.
Nawet nie wiem, kiedy usnęliśmy. Kiedy się obudziłam, nie mogłam się przekręcić. Coś mnie przytrzymywało i zmuszało do leżenia na plecach. Rozejrzałam się. Obok mnie spał Michi. Był przytulony do mnie, przez co nie mogłam się ruszyć. Dopiero uniosłam jego rękę i wyswobodziłam się z uścisku, aby potem móc obudzić go czułym pocałunkiem.
-Dzień dobry, kochanie.-Uśmiechnęłam się kiedy otworzył oczy.
-Z taką słodką pobudką każdy dzień będzie dobry.-Ponownie złączyliśmy nasze usta.
-Wstajemy?-Oparłam głowę na łokciu.
-Jeszcze trochę się zdrzemnę. Za głośno w nocy chrapałaś.-Zaśmiał się. Mi jednak nie było do śmiechu. Zacisnęłam usta i nabrałam dużo powietrza, po czym odwróciłam się plecami do niego.-Ej przecież żartowałem.
-No ja myślę.-Postanowiłam trochę poudawać obrażoną dziewczynkę. Chciałam zobaczyć jak się zachowa.
-Nie fochaj się na mnie.-Pocałował mnie w szyję, po czym zaczął powoli kierować się w stronę ust. Kiedy poczułam jego wargi na swoich, przekręciłam się na plecy, wymiękłam i oddałam pocałunek.-Nie gniewasz się już?
-Jeszcze odrobinkę.-Uśmiechnęłam się, a po chwili znowu czułam jego wargi na moich ustach.
-Na weekend wybieram się do moich rodziców, może masz ochotę pojechać ze mną? Poznasz moich braci. Na pewno się ucieszą.
-Z chęcią. Już nie mogę się doczekać.

W czwartek wieczorem wracałam do domu ze spaceru, gdy nagle ktoś zakrył dłońmi moje oczy. Najpierw się wystraszyłam, bo się tego nie spodziewałam, ale po chwili wiedziałam, że to Michael. Wszędzie byłabym w stanie poznać jego dłonie.
-Cześć Michi.-Zaśmiałam się.
-Skąd wiedziałaś, że to ja?-Przytulił się do mnie i swoją twarz ułożył na moim ramieniu.
-Wszędzie poznam te perfumy, a przede wszystkim dłonie.-Odwróciłam się twarzą do niego, po czym dałam mu buziaka.
-Tylko tyle? Chyba się zaraz obrażę.-Udawał obrażonego, co doprowadziło mnie do śmiechu. Po chwili zawiesiłam swoje ręce na jego szyi i pocałowałam go namiętniej. Chyba już się nie gniewał.
-Tak właściwie, to przyszedłem porwać cię na kolację, i nie słyszę odmowy.-Spoważniał, mówiąc ostatnie słowa.
-A co jeśli jadłam już kolację?-Zapytałam, choć tak naprawdę nie jadłam.
-Nie możliwe.
-Masz rację, nie możliwe.-Zaśmiałam się. Złapał mnie za dłoń i poszliśmy do pobliskiej restauracji.
Siedzieliśmy już w restauracji i jedliśmy zamówioną wcześniej kolację. Słychać było dźwięki relaksującej muzyki. Po skończonym posiłku Michael wyciągnął jakąś kopertę i mi ją wręczył. Chwyciłam ją, po czym powolnym ruchem otworzyłam. Moim oczom ukazały się bilety. Na początku nie zrozumiałam, o co chodzi, ale kiedy zaczęłam się bardziej wczytywać, zrozumiałam o co chodzi.
-Jutro jedziemy do moich rodziców na weekend i kiedy tylko wrócimy, od razu pojedziemy razem na wakacje. Niedługo zacznie się LGP i nie będziemy spędzać razem tyle czasu, co do tej pory, więc taka mała rekompensata. A, i nie chcę słyszeć żadnej odmowy.-Doszukałam się informacji, że mój chłopak zabiera mnie na Wyspy Kanaryjskie. Byłam bardzo szczęśliwa. Nigdy przedtem tam nie byłam, pomimo, że dużo podróżowałam po świecie.
-Michi...-Spojrzałam mu głęboko w oczy.-To najwspanialszy prezent jaki kiedykolwiek dostałam.-Dałam mu buziaka w usta. Uśmiechnęłam się, po czym zadzwonił mój telefon. Wyjęłam komórkę z torebki. Na ekranie dostrzegłam obcy numer. Pokazałam go Michaelowi.-Znasz ten numer?-Zerknął i po chwili odebrał telefon.
-Halo?
-...
-To do ciebie.-Podał mi komórkę. Trochę nie wiedziałam, czego mam się spodziewać, a raczej kogo.
-Słucham?-Powiedziałam niepewnie..
-Diana, jak dobrze cię słyszeć. Nawet nie wiesz ile się namęczyłem, by znaleźć twój numer.-Zamarłam. Przymknęłam oczy i wzięłam głęboki wdech, po czym zacisnęłam zęby. Każdego mogłabym się spodziewać, tylko nie jego. Momentalnie się rozłączyłam. Wszystko we mnie buzowało ze złości. Michael chyba to zauważył.
-Wszystko w porządku?-"Nie nic nie jest w porządku"; pomyślałam, ale nie mogłam mu tak odpowiedzieć.
-Tak, tylko...
-Kto dzwonił?-Zapytał się. Musiałam mu wszystko powiedzieć. Nie mogłam przed nim ukrywać tak ważnej kwestii.
-Mój były. Nie widziałam go chyba z rok. Rodzice zawsze chcieli, żebym z nim była, więc po dłuższym czasie się zgodziłam dla świętego spokoju. Spotykaliśmy się jakiś czas, ale trzymałam go na dystans. Po pewnym czasie zapragnął czegoś więcej, ale ja nie chciałam i wtedy z nim zerwałam. Nie dawał mi spokoju. Nachodził mnie. Nie miałam normalnego życia. Cały czas żyłam w strachu, że pojawi się gdzieś niespodziewanie. Później wniosłam sprawę do sądu i dostał zakaz zbliżania się do mnie. Potem wyprowadziłam się od rodziców i zmieniłam numer. Miałam nadzieję, że da mi spokój, ale najwyraźniej postanowił dalej niszczyć mi życie.-Spojrzałam smutno na Michiego.
-Nie przejmuj się nim. Ja zawsze będę przy tobie. Obronię cię w razie potrzeby.-Przytulił mnie i pocałował w czoło.
-Nie martwię się zbytnio o to. Bardziej boję się, że jak się dowie, że jesteśmy razem, to będzie chciał coś namieszać między nami. Boję się cholernie, że wymyśli coś, żeby nas poróżnić.-Wtuliłam się jeszcze bardziej w niego.
-Wiesz, że do tego nie dojdzie. Miłość wszystko przezwycięży. Wystarczy, że będziemy czujni i nie wpadniemy w żadne jego intrygi.
-Teoria jest łatwa, gorzej z praktyką.-Odsunął się delikatnie ode mnie i uniósł mój podbródek na góry, w taki sposób, abym na niego spojrzała.
-Ufasz mi?
-Przecież wiesz, że najbardziej na świecie.
-No właśnie. Ja tobie też, więc nie musisz się o nic martwić.-Złączył nasze usta w długim, namiętnym pocałunku. Jego słowa podniosły mnie na duchu. Teraz byłam już przekonana, że nic nie stanie na przeszkodzie do naszego szczęścia.

Trochę długo pisałam ten rozdział, ale ostatnio miałam sporo nauki i nie mogłam sobie pozwolić na pisanie. Koniecznie piszcie czy się podoba, bo to naprawdę bardzo motywuje.

sobota, 4 marca 2017

Rozdział IX

Michael
Chciałem wyznać jej swoje uczucia, ale jednocześnie bałem się, jak na to zareaguje. Od kilku dni zbierałem się w sobie, żeby to zrobić. Wczoraj, kiedy się całowaliśmy byłem bardzo bliski wyznania prawdy, ale stchórzyłem. Dzisiaj natomiast poczułem w sobie odrobinę więcej odwagi i postanowiłem to wykorzystać. Z jednej strony byłem zły na Stefana za całą tą akcję. Głównie przez to, że Diana była zdenerwowana, ale z drugiej strony byłem mu wdzięczny, że będę mógł z nią spędzić trochę więcej czasu. Siedzieliśmy na kanapie, śmialiśmy się... Usłyszałem z jej ust, że gdyby nie ja, to już by stąd wyjechała. Kiedy jej słowa dotarły do moich uszu, poczułem, że to jest ten moment, w którym powinienem wyznać jej miłość. Stresowałem się bardziej niż przed wszystkimi zawodami razem wziętymi. W końcu nadszedł ten moment.
-Muszę ci coś powiedzieć.-Złapałem jej dłoń. Spojrzałem na nią i widziałem w jej oczach niepokój, który wcale nie ułatwiał zadania. Okropnie się bałem, że stracę ją na zawsze. Chociaż jakby się tak głębiej zastanowić, to zawsze będzie ze mną - w moim sercu.
-Co takiego?-Patrzyła na mnie i była co raz to bardziej zaniepokojona moim milczeniem. Kompletnie nie wiedziałem jak mam zacząć. Brakowało mi słów, którymi mógłbym to powiedzieć. Muszę się wziąć w garść i po prostu powiedzieć, co czuję. Gdyby to tylko było takie proste...-Powiedz, bo zaczynam się denerwować.-Słysząc te słowa, co raz bardziej nie wiedziałem, co mam powiedzieć.
-Chodzi o to, że odkąd się poznaliśmy...-Przerwał mi dzwoniący telefon. Było już tak blisko, a jednak się nie udało. Widziałem lekkie zmieszanie malujące się na jej twarzy, ale złapałem szybko za dzwoniącą komórkę i okazało się, że dzwoni Manuel.
-Pójdę do łazienki.-Powiedziała. Kiwnąłem tylko głową. Kiedy Diana zniknęła za ścianą szybkim ruchem odebrałem telefon.
-Halo.-Powiedziałem z lekką obojętnością. Byłem zły na Manuela, że prawdopodobnie wszystko, z czego mu się zwierzyłem, poszedł i wypaplał Stefanowi.
-Cześć Michi, co tam słychać?-Pewnie zgadał się ze Stefanem i teraz dzwoni, żeby się upewnić, czy Diana jest u mnie. Nie zrobię mu tej satysfakcji i nie powiem mu, że jest u mnie.
-Po staremu. Po co tak w ogóle dzwonisz, bo chyba nie tylko po to, żeby się zapytać, co u mnie słychać.
-Tak sobie pomyślałem, że może wpadłbym do ciebie, obejrzelibyśmy jakiś meczyk.-Jakby się tak głębiej zastanowić to Stefan powinien być teraz u niego, bo skoro wypsikał całe mieszkanie jakimś dziadostwem, to raczej teraz nie będzie spał w tym smrodzie. Tylko dlaczego Manuel chce wpaść do mnie. Raczej nie zostawiłby Stefcia samego w domu. Chyba, że Kraft działa w pojedynkę, to w takim razie gdzie może być. Chociaż jest jeszcze jedna opcja. Być może się zgadali i chcą wyniuchać, czy Diana jest u mnie. Gdybym mu odmówił to by znaczyło, że jest, ale gdybym się zgodził to istnieje możliwość, że pomyśli, że jej tu nie ma i wcale nie przyjdzie.
-W sumie to możesz wpaść, wtedy będę mógł ci wszystko wygarnąć osobiście.-Powiedziałem z ironią. Wyczułem, że trochę się speszył, ale musiałem mu to w końcu wygarnąć.
-Nie rozumiem o co ci chodzi.-Bronił się, ale muszę przyznać, że udawanie dobrze mu nie wychodzi.
-Nie rozumiesz? To może ci to w skrócie wytłumaczę... Zaufałem ci. Zwierzyłem ci się z moich uczuć do niej, a ty co zrobiłeś? Poleciałeś do Stefana i wszystko mu wypaplałeś! I teraz co? Odstawiacie jakieś szopki, które są całkowicie zbędne i tylko utrudniają mi wszystko. Zastanówcie się następnym razem co robicie, bo to naprawdę fajne nie jest. Nie mówiąc już, o tym, że jesteście fatalnymi aktorami.
-Ej, ej, ej, nie obrażaj moich zdolności aktorskich. Ja kiedyś nawet występowałem na szkolnych jasełkach.
-I kogo tam grałeś?
-Osła.-Jak to usłyszałem, zacząłem się głośno śmiać. Chyba się obraził na mnie, bo gdy się już uspokoiłem usłyszałem tylko sygnał w słuchawce.

Diana
Wyszłam z łazienki i idąc w stronę salonu, gdzie znajdował się Michael usłyszałam fragment jego rozmowy przez telefon. Nie chciałam podsłuchiwać, ale ten fragment mnie bardzo zaciekawił.
-Zaufałem ci. Zwierzyłem ci się z moich uczuć do niej, a ty co zrobiłeś? Poleciałeś do Stefana i wszystko mu wypaplałeś! I teraz co? Odstawiacie jakieś szopki, które są całkowicie zbędne i tylko utrudniają mi wszystko. Zastanówcie się następnym razem co robicie, bo to naprawdę fajne nie jest. Nie mówiąc już, o tym, że jesteście fatalnymi aktorami.
Znieruchomiałam na moment. Ocknęłam się słysząc śmiech dochodzący z salonu. Cofnęłam się w stronę łazienki, aby otworzyć i zamknąć drzwi. Celem tego było, aby Michi pomyślał, że nic nie słyszałam, i że dopiero wychodzę. Cały czas w głowie miałam słowa mojego towarzysza. Nie umiem nazwać tego, co teraz czuję. Nie umiem rozszyfrować tego, co miał na myśli mówiąc tamte słowa. A może...po prostu nie chcę, albo zwyczajnie boję się ułożyć je w jedną wielką całość...
-Kto dzwonił?-Próbowałam zachowywać się normalnie, ale to było trudne.
-Manuel.-Powiedział, siedząc na sofie i przyglądając się w leżący przed nim na stoliku telefon.
-Ok. Nie obrazisz się, jak położę się już spać? Rozmowę możemy przełożyć na jutro.-Michael momentalnie podniósł się i podążył w moją stronę.
-Chodź, przygotuję ci świeżą pościel.-Podążyłam za nim do jego sypialni. Na środku stało wielkie łóżko, a na wprost niego szafa. Raz już tu byłam, ale nie zdążyłam się dokładniej rozejrzeć. Michi podążył w stronę szafy, a ja sobie usiadłam na łóżku. Kiedy był w pełni pochłonięty szukaniem, wzięłam do ręki poduszkę i rzuciłam w niego. Całkowicie się nie spodziewał tego. Momentalnie wziął do ręki poduszkę, która chwilę wcześniej trafiła w jego plecy.
-Ej za co to?
-Za nic. Tak po prostu-Zaśmiałam się, co chyba nie było dobrą decyzją. Michael zrobił zamach i trafił poduszką prosto we mnie.
-Tak po prostu to sprawdzimy, czy masz łaskotki.-Uśmiechnął się cwaniacko. Niestety już wiedziałam co się święci. Podszedł do mnie i zaczął mnie łaskotać. Jedyne co robiłam, to leżałam na łóżku i zwijałam się ze śmiechu. Co jak co, ale łaskotki to ja mam.
-Michi...przestań.-Udało mi się z trudnością wypowiedzieć. O dziwo przestał.
-A jak nie?-Zaśmiał się. Oczywiście nie byłabym sobą gdybym nie wykorzystała okazji, żeby się odpłacić. Popchnęłam go na tyle mocno, że leżał na plecach. Szybko usiadłam na nim okrakiem i zaczęłam go łaskotać. Nie wiem dlaczego to zrobiłam. Gdyby teraz ktoś nas zobaczył, to wolę nie myśleć co by sobie pomyślał.

Manuel
Siedziałem sobie przy stole w kuchni, rozmyślając o tym, co mi powiedział Michael. Może faktycznie nie powinienem nic mówić Stefanowi. Przecież mi zaufał, a ja zawiodłem jego zaufanie. Teraz trochę dręczą mnie wyrzuty sumienia. Muszę jakoś zaradzić temu. Powinienem teraz jechać do niego i go przeprosić. Z drugiej strony boję się zostawić Stefana samego w moim domu. Kto wie, co mu przyjdzie do głowy... Chyba jednak zaryzykuję, ale tylko dlatego, że nie chcę, żeby Michael się do mnie przestał odzywać.
-Michael wie, że ci powiedziałem o jego uczuciach do Diany.-Stefan wzruszył tylko ramionami, jakby go to nic nie obchodziło. Zdenerwowało mnie trochę jego zachowanie, bo kumple tak nie postępują.-Muszę jechać do niego i mu to jakoś wyjaśnić.
-I tak nie zrozumie. Po za tym, nie przepraszaj go, przecież to nie nasza wina, że próbujemy mu pomóc, a on nie umie tego dostrzec.-Logika myślenia Stefana mnie czasem zaskakuje. Nie rozumiem, jak może się tak zachowywać, przecież Michi to jego najlepszy przyjaciel.
-Nie mów tak. Może faktycznie nie powinniśmy się wtrącać w jego sprawy.
-A ciebie co tak nagle ugryzło? Ja niczego nie żałuję. Jak chcesz z nim to wyjaśnić, to idź. Nie będę cię zatrzymywał.
-Dobra, postaram się wrócić jak najszybciej. Tylko nie zdemoluj mi mieszkania.-Zaśmiałem się.
-Ha ha ha...bardzo śmieszne.-Powiedział sarkastycznie.
Wyszedłem szybko z mieszkania i wsiadłem do samochodu. Po kilku minutach drogi byłem już na miejscu. Podszedłem do drzwi i zadzwoniłem dzwonkiem. Nic nie było słychać, więc prawdopodobnie się zepsuł. Po chwili namysłu, zapukałem głośno do drzwi, ale nikt nie otwierał. Pomyślałem sobie nawet, że się obraził i nie chce mnie widzieć na oczy. Postanowiłem sprawdzić, czy drzwi są otwarte. Na szczęście były i wszedłem do środka. Wzrokiem zacząłem szukać Michaela, ale nigdzie nie mogłem go dostrzec. Usłyszałem śmiechy dochodzące z jego sypialni. To był on i Diana. Wolałem nie wchodzić tam. Nie wiem, czy chciałbym widzieć to, co mógłbym tam zastać. Wyszedłem po cichu z domu i skierowałem się do samochodu. Kiedy już stanąłem w drzwiach mojego ukochanego salonu, dobiegł mnie głos Stefana.
-Coś szybko wróciłeś. Wyglądasz jakbyś ducha zobaczył.-Zaśmiał się.
-Tak wyszło.-Powiedziałem zamyślony. Zaczęło do mnie docierać, że być może dobrze zrobiliśmy, obmyślając plan zeswatania ich. Przecież w końcu efekty tego już są.
-Co? Michael cię miotłą pogonił?-Zaczął się śmiać jeszcze głośniej. Zdenerwował mnie do tego stopnia, że nie mogłem się powstrzymać, żeby czegoś nie powiedzieć.
-Ty się tak lepiej nie śmiej, bo za dziewięć miesięcy możesz wujkiem zostać.-Stefan się lekko zakrztusił.
-Że co?-Spojrzał na mnie marszcząc brwi. Może to było nie fair, że mu powiedziałem, ale wściekłość na niego mną przemawiała.
-To co słyszysz.-Wywróciłem tylko oczami.
-Ale, że ty ich... tam... tego... przyłapałeś...???-Wykrztusił z siebie.
-No, jak wszedłem do środka to byli w sypialni i głośno się śmiali. Wolałem nie wchodzić do środka...
-No coś podobnego, a mi powiedziała, że idzie do jakieś znajomej...
-Na to wychodzi, że chyba udało nam się ich zeswatać, więc możemy przestać wymyślać te durne akcje.
-Ej, ej, ej! One wcale nie były durne, skoro przyniosły efekt.
-Dobra niech ci będzie...

Przychodzę z kolejnym rozdziałem :D Jak się podoba?

czwartek, 2 marca 2017

Rozdział VIII

Diana
Sen nie przychodził mi łatwo. Przekręcałam się z boku na bok, szukając idealnej pozycji, żeby odpłynąć do krainy Morfeusza, ale moje starania poszyły na nic. Cały czas miałam w głowie to, co wydarzyło się ostatnio między mną a Michim. W mojej głowie pozostawał jedynie mętlik. Miałam trzy wyjścia: iść do niego, wyznać mu miłość i czekać, co będzie miało miejsce potem; wyjechać stąd bez słowa; pozostać dalej przyjaciółmi i zachowywać się jak do tej pory. To ostatnie chyba jest najtrudniejsze. Pomimo, że jestem dobrą aktorką, to ciężko mi jest kłamać mu prosto w oczy. Jakby nie patrzeć robię to od samego początku. Z kolei ucieczka nie byłaby taka zła. Chociaż z drugiej strony, nie chciałabym, żeby się na mnie obraził do końca życia. Poza tym nie wiem, czy dałabym radę żyć bez jego osoby. Właśnie. Co ja pocznę, jak moje wakacje u Stefana się skończą i przyjdzie mi wyjechać? Rozłąka będzie trudna. Jak ja to w ogóle zniosę? Na razie wolę o tym nie myśleć. Co do kolejnego wyjścia z sytuacji, byłoby trudno, ale chyba najbardziej uczciwie względem Michaela. Może by tak spróbować mu o tym powiedzieć? Nie wiem, czy mi to wyjdzie, ale spróbuję. Nie mogę dalej żyć w takim stresie.
Wzięłam do ręki telefon, aby zerknąć, która jest godzina. Okazało się, że jest 2:17.  Położyłam się na plecach, wpatrując w sufit, który i tak słabo widziałam po ciemku. Nie miałam kompletnie pomysłu, co mogę robić. Najchętniej bym się poszła przewietrzyć, ale o tej godzinie może być niebezpiecznie. No cóż, pozostało mi jedynie leżenie i myślenie...o Michaelu. Dlaczego musiałam się zakochać w przyjacielu? Kiedyś moi znajomi mówili, że przyjaźń damsko-męska nie istnieje. Wyśmiałam ich wtedy. Teraz z dnia na dzień, przekonuję się, że jednak mieli rację. Było już nad ranem, kiedy udało mi się usnąć. Gdy się obudziłam, dochodziło południe. Poszłam do łazienki się ogarnąć i zeszłam na śniadanie. Szybko zjadłam i wyszłam na spacer. Poszłam dokładnie w to miejsce, gdzie wczoraj całowałam się z Michaelem. Znowu oparłam się o barierkę, spoglądając na jadące samochody. Stałam tak przez dłuższy czas, wspominając wszystko to, co wydarzyło się ostatniego wieczoru. Z rozmyślania wyrwał mnie głos...jego głos.
-Diana?-Odwróciłam się pomału w jego stronę. Napotkałam śliczny uśmiech z jego strony.
-Cześć Michi.-Wysiliłam się na mały uśmiech.-Co ty tu robisz?-Myślałam, że o tej porze powinien być na treningu, ale najwidoczniej wcześniej się skończył.
-Przechodziłem akurat tędy i cię zobaczyłem, więc postanowiłem się przywitać.-Spuścił lekko głowę, jakby coś ukrywał.-A ty co tu robisz?-Podszedł do barierki i zaczął się rozglądać po okolicy.
-Spodobało mi się to miejsce i... przyszłam rozmyślać nad kilkoma sprawami.-Kiwnął tylko głową, na znak, że rozumie.
-Muszę cię przeprosić za wczoraj. Nie powinienem. Głupio zrobiłem, ale nie mogłem się powstrzymać. Przepraszam.-Złapałam go za dłoń.
-Nie przepraszaj. To była tylko i wyłącznie moja wina. Nie mówmy już o tym. Lepiej powiedz jak na treningu.
-No...ten...tego...-Spojrzałam na niego marszcząc brwi.-Zrobiłem sobie dziś wolne.
-Czemu? Przecież niedługo zaczyna się LGP.
-Strasznie zmęczony ostatnio jestem. Dzisiaj prawie całą noc nie spałem. Usnąłem dopiero nad ranem.-Faktycznie nie wyglądał najlepiej.
-Heh, to tak jak ja. I to już nawet nie chodzi o to, że przez ścianę było słychać chrapanie Stefana. Po prostu nie mogłam usnąć, a przez moją głowę przechodziło milion myśli na sekundę. Nawet o drugiej w nocy chciałam się przejść, ale stwierdziłam, że to nienajlepszy pomysł
-Trzeba było do mnie zadzwonić, chętnie bym się z tobą przeszedł.-Uśmiechnął się szeroko, po czym zaproponował, żebyśmy przeszli się w stronę parku. Tak też uczyniliśmy.
-Nie sądzę, żeby o drugiej w nocy, chciało ci się iść ze mną na spacer.-Dodałam po paru minutach ciszy.
-Wiedz, że dla ciebie zawsze znajdę czas.
-Nawet w środku nocy?
-Nawet w środku nocy.-Uśmiechnął się. Szczerze mówiąc podobało mi się to, co powiedział. W mojej głowie już układał się plan, żeby zadzwonić do niego w środku nocy i poprosić o wyjście na spacer. Oczywiście głównie w celu obudzenia go i zobaczenia, czy się przypadkiem nie zdenerwuje z pobudki. Jeżeli się wkurzy, to zacytuję jego słowa.
Spędziłam z Michaelem miło dzień. Robiło się już ciemno kiedy wracałam do domu. Zauważyłam Stefana, który stał przed drzwiami. Wyglądał co najwyżej dziwnie.
-Stefciu, a co ty tak stoisz samotnie przed domem?-Zaśmiałam się, idąc w jego stronę.
-O, Diana. Właśnie na ciebie czekałem. Mamy inwazję w domu, już wypryskałem całe mieszkanie. Czekałem w sumie tylko na ciebie. Nie można teraz wchodzić do środka. Dopiero jutro...-Przerwałam mu w pół słowa.
-Jak to dopiero jutro? Co to za inwazja?-Ostatnie słowo wypowiedziałam, pokazując palcami cudzysłów.
-Lato jest teraz i pełno jakiegoś robactwa się zalęgło. 12 godzin nie wolno wchodzić do środka...
-Chwila! To gdzie ja mam spać?!-Udałam zamyśloną. Szczerze mówiąc, to coś mi w tym nie grało. Czy to możliwe, żeby odstawiał taką scenkę? W sumie facetom wpadają do głowy różne głupoty, w szczególności Stefanowi...i Manuelowi. Właśnie, Manuel. Przecież jeżeli... Nie, nie mogę w to uwierzyć. Posunęli by się do tak idiotycznego pomysłu?
-Ja zaraz jadę do Manuela, a ty... Hmm... Ciebie mogę podrzucić do Michaela.-Dlaczego mnie nie zdziwiła jego propozycja? Nie, to już jest nie na moje nerwy. Poczułam, że zaraz wybuchnę ze złości.
-Dlaczego akurat do Michaela?-Zapytałam, żeby popatrzeć, co tym razem wymyśli.
-No bo...ten...no...najlepiej się chyba dogadujecie, a nikogo innego tu nie znasz.-Wywróciłam tylko oczami, po czym podeszłam do drzwi, usiłując wejść do środka. Niestety kuzynek się na to chyba przygotował, bo zamknął je na klucz.-Co ty robisz, przecież mówiłem ci, że...-Nie zdążył dokończyć, bo mu przerwałam.
-Yhy, już to widzę. Otwieraj te drzwi! Zmęczona jestem, chcę wejść do środka!-Krzyknęłam ze zdenerwowaniem.
-Ale...
-Dawaj te klucze!-Wyciągnęłam rękę, aby dał mi klucze. Spojrzał na mnie dziwnie, po czym niepewnie dał mi je do ręki. Złapałam je nerwowo, po czym szybkim ruchem próbowałam otworzyć drzwi. Kiedy już mi się to udało, weszłam do środka, zrobiłam może ze dwa kroki, po czym momentalnie się cofnęłam. To było okropne uczucie.-Czyś ty zdurniał?! Wypsikałeś całe mieszkanie gazem pieprzowym?!
-To środek owadobójczy.-Spojrzał na mnie.
-Żebym ja cię takim środkiem zaraz nie wypsikała. Mam cię dość! Idę spać do Emmy! Nie wiem kiedy wrócę! Nara!-Spojrzałam na niego karcąco i wyszłam jak najszybciej z jego posesji. Oczywiście żadnej Emmy tutaj nie znałam. Nie chciałam mu mówić, że idę do Michaela, bo zapewne dałabym mu satysfakcję, czego nie chciałam. Byłam taka zdenerwowana, że doszłam do jego domu bardzo szybko. Chwilę mi zajęło zdecydowanie się na zadzwonienie dzwonkiem. Kiedy już to zrobiłam, ujrzałam w drzwiach Michiego.
-Cześć, mogę wejść?-Zapytałam, chociaż dobrze wiedziałam, że mi nie odmówi.
-Oczywiście.-Odsunął się na bok, żebym mogła swobodnie przejść.
-Mogę u ciebie przekimać? Mówię ci tak mnie ten idiota Stefan zdenerwował, że głowa mała.
-Pewnie, że możesz.-Uśmiechnął się przyjaźnie.-Mój dom jest zawsze dla ciebie otwarty.-Po tych słowach trochę się uspokoiłam. Podeszłam do Michaela i go przytuliłam.
-Dziękuję.-Wyszeptałam mu do ucha. Kiedy już się od niego oderwałam, usiedliśmy na sofie i opowiedziałam mu o tym, co wymyślił Stefan. Zaczął się śmiać.
-Nie no, ja wiedziałem, że on z Manuelem mają zwariowane pomysły, ale żeby całe mieszkanie wypsikać gazem pieprzowym...
-Mi tam wcale do śmiechu nie jest... W sumie gdyby nie ty, to bym już pakowała walizkę i wracała do domu.
-A więc jednak trochę zależy ci na mnie.-Powiedział z uśmiechem na twarzy.
-Nawet nie wiesz jak bardzo.-Powiedziałam to trzymając swoją dłoń na jego twarzy i kciukiem gładząc jego policzek. Mała łezka chciała polecieć po mojej twarzy, ale szybkim ruchem ręki ją powstrzymałam.
-Muszę ci coś powiedzieć.-Złapał moją dłoń i spojrzał na mnie czułym spojrzeniem.
-Co takiego?-Uśmiechnęłam się. Nie wiedziałam czego mam się spodziewać. Kiedy tak milczał, coraz bardziej zaczęłam się bać, że coś się stało.-Powiedz, bo zaczynam się denerwować.

Rozdział trochę krótszy i ogólnie nie jestem z niego zadowolona. Najwięcej weny mam w późnych godzinach nocnych, ale w tym tygodniu mi się szkoła zaczęła, więc nie mogę sobie na to pozwolić. Zbliża się weekend, więc być może uda mi się coś lepszego napisać. Koniecznie komentujcie, czy się podoba.

poniedziałek, 27 lutego 2017

Rozdział VII

Stefan
Po treningu poszedłem z Manuelem do pobliskiej knajpy na małe piwko. Małe, ponieważ nie możemy bardzo się upić, bo jutro kolejny trening, a poza tym musimy obmyślić jakąś strategię działania. Weszliśmy do środka i od razu złożyliśmy zamówienie. Usiedliśmy przy wolnym stoliku.
-To teraz mów czego się dowiedziałeś.-Może trochę niegrzecznie to zabrzmiało z mojej strony, ale w końcu po to tu przyszliśmy.
-Tylko obiecaj, że nikomu nie powiesz, bo inaczej Michi mnie zabije.-Czy on czasem nie przesadza? No ale niech mu będzie, w końcu i tak bym nikomu nie powiedział.
-No nie powiem nikomu. Przecież mi zależy na tym chyba bardziej niż tobie.-Przynajmniej odniosłem takie wrażenie.
-A więc, Michael się po uszy zakochał.-Moje przypuszczenia się potwierdziły. Trochę mi smutno, że jest moim przyjacielem i nic mi nie powiedział. Z drugiej strony rozumiem go, przecież chodziło o moją kuzynkę.
-Tak też mi się zdawało, ale musiałem mieć pewność.-Chyba mogę teraz wtajemniczyć we wszystko Manuela.
-A tak w ogóle, to czemu chciałeś, żebym się tego dowiedział? Czyżby Diana...-Gdyby Diana wiedziała, co mu teraz powiem, to najprawdopodobniej byłbym już trupem.
-Tak. Tylko nikomu oni słowa.-Zrobiłem groźną minę, aby zrozumiał, że to jest poważna sprawa i nie ma prawa nikomu o tym rozpowiadać.
-Rozumiem, rozumiem. Czy tobie też się wydaje, że powinniśmy ich przekonać do wyznania swoich uczuć. W sensie ja Michaela, a ty Dianę, tak jak było to do tej pory...-Czy on przypadkiem nie czyta mi w myślach? Przecież dokładnie taki był mój plan.
-Szczerze mówiąc to chciałem ci to zaproponować, ale mnie ubiegłeś.-Zaśmiałem się, po czym zjawił się kelner z zamówionym wcześniej piwem.
-Nie wiem jak z Dianą, ale z Michim będzie ciężko.-Mam nadzieję, że mu się to uda, bo mojej kuzynki to ja chyba nie dam rady przekonać. Zbyt dobrze ją znam.
-Oni nawet w takiej sprawie są do siebie podobni. Niestety...-Wypiłem łyk alkoholu, po czym dodałem.-Musimy zacząć działać.
-Masz rację. Muszą się jak najczęściej spotykać. Może któreś z nich zostanie natchnięte do wyznania uczuć. A my... My musimy ich do tego przekonać.
-Będzie ciężko, ale sobie poradzimy. Tym bardziej, że kiedyś już zeswatałem mojego kuzyna. Są razem do dnia dzisiejszego.-Nie wiem po co mu to mówię, ale okay.
-A właśnie. Bo widzisz... Jak uda nam się już z nimi to pomyślałem, że założę biuro matrymonialne.-Czy on to mówi serio? Nie to musi być jakiś żart. Nie powiem, udał mu się.-Pomyślałem, że może byś chciał prowadzić je ze mną.-Spojrzałem na niego poważnie, po czym zacząłem się śmiać. Dopiero po chwili zorientowałem się, że to nie jest żart.
-Nie, ty tak serio mówisz?-Musiałem się upewnić.
-No tak. Nie rozumiem, czemu się śmiejesz. Przecież to dobry interes.
-Interes dobry, ale raczej ty nie powinieneś się tym zajmować, tylko powinieneś skorzystać z usług takiego biura.-Zacząłem się śmiać jeszcze głośniej. Po chwili zauważyłem, że wszyscy się na mnie patrzą. Chyba trochę przesadziłem.
-HA HA HA, jakiś ty zabawny.-Powiedział z ironią.-To, że nie mam dziewczyny, nie znaczy od razu, że nie umiem sobie żadnej znaleźć.
-Ej nie unoś się. Przecież żartowałem.-Musiałem jakoś go uspokoić, bo oczywiście za bardzo wszystko wziął do siebie.
-Dobra, nieważne. Wróćmy do Michaela i Diany.-Zaczęliśmy mocno myśleć. Po chwili usłyszałem głos Manuela.-Wiem! Napisz do swojej kuzynki, że się chcesz z nią spotkać w jakieś restauracji, a ja to samo napiszę do Michaela. Potem przyślemy im adres, a my ich wystawimy i w ten sposób to oni się spotkają.-On to jednak ma łeb do myślenia. Nie wiem, czy ja bym coś takiego wymyślił.
-Dobra, tylko jeszcze która restauracja. Może ta niedaleko parku. Co o tym sądzisz?
-Może być. Okey, to ja już wysyłam sms'a do Hayboecka, a ty napisz do Diany. Na 18:00 chyba powinno być dobrze.
-Idealnie.

Diana
Chciałam się dziś spotkać z Michaelem. Już miałam do niego dzwonić, kiedy nagle dostałam wiadomość od Stefana. Chciał się ze mną spotkać w pobliskiej restauracji. Zgodziłam się, chociaż z drugiej strony nie rozumiałam, czemu nie moglibyśmy porozmawiać normalnie w domu. Cóż, spotkanie z Michim będę musiała przełożyć na kiedy indziej. Przebrałam się szybko i ruszyłam w stronę umówionego miejsca. Weszłam do środka po czym usiadłam przy jednym ze stolików. Stwierdziłam, że pewnie jak zwykle się spóźni, więc wyjęłam telefon i zaczęłam przeglądać Snapa. Po kilku minutach poczułam czyjeś dłonie na moich plecach i głośne: BUU. Tak się wystraszyłam, że aż podskoczyłam. To był Michael. Uśmiechnął się i usiadł obok mnie.
-Idiota.-Walnęłam go z łokcia. Oczywiście wiedział, że naprawdę tak o nim nie myślę.-Co tu robisz?-Byłam zaskoczona, że spotkałam go tutaj.
-Umówiłem się z Manuelem, ale jakoś się spóźnia. A ty co tu robisz? Na randkę się umówiłaś?-Zaśmiał się.
-Skąd wiedziałeś?-Zapytałam normalnym głosem, po czym spoważniał. Miałam wrażenie jakby nagle posmutniał, ale pewnie mi się tylko zdawało. Po chwili walnęłam go z łokcia.-No przecież żartowałam.-Odetchnął jakby z ulgą.-Czekam na Stefana. Miałam się z nim tu spotkać.
-Nie wydaje ci się to trochę dziwne?-Całkowicie nie zrozumiałam o co mu chodzi.
-Co takiego?
-No, że w tym samym czasie i w tym samym miejscu się omówiliśmy z tymi pajacami, a oni się nie zjawili. Mam wrażenie, że oni to ukartowali.-Zastanowiłam się trochę nad jego słowami i faktycznie coś w tym mogło być na rzeczy.
-Myślisz?
-W sumie to nie wiem, ale przecież gdyby tak nie było, to po co Stefan by chciał z tobą rozmawiać tutaj, a nie w domu...
-To ja mam pomysł. Zróbmy im taki mały psikus.-Przymrużyłam oczy i pokazałam palcami jak mały to będzie żarcik.
-Co masz na myśli?-Uśmiechnął się.
-Jeżeli oni to zaplanowali, to zadzwonisz później do Manuela i przeprosisz, że się nie zjawiłeś na spotkaniu. Ja natomiast, jak wrócę do domu, to nawrzeszczę na Stefana, że się nie zjawił, i powiem, że przez niego musiałam odwołać spotkanie z tobą. W ten sposób pomyślą, że się nie spotkaliśmy i nie będą mieli satysfakcji. Pewnie wymyślą coś nowego. Ciekawe tylko co tym razem.
-No to nieźle ich wkręcimy. To znowu trochę poudajemy przed nimi, tylko tym razem pośmiejemy się przy okazji z ich pomysłów.-Na samą myśl o tym, uśmiech pojawia się na mojej twarzy.
Postanowiliśmy wybrać się jeszcze na spacer. Od zawsze kochałam oglądać miasto nocą. Doszliśmy do dosyć ruchliwej drogi. Aby przejść na drugą stronę ulicy, należy wejść schodami w górę, a potem przejść nad drogą, a na koniec znowu schodami, tym razem w dół. Złapałam Michaela za rękę.
-Chodź na górę. Tam będzie piękny widok.
Wbiegłam szybko na górę i stojąc tuż nad jadącymi pode mną samochodami oparłam się o barierkę, spoglądając na to ślicznie oświetlone miasto. Po chwili poczułam Michaela, który przytulił mnie od tyłu. Kilka minut staliśmy w ciszy wtuleni w siebie. Po dłuższym czasie odwróciłam się w jego stronę. Nie mogłam oderwać wzroku od jego oczu. Staliśmy tak i wpatrywaliśmy sobie nawzajem w oczy przez dłuższy czas. Nie wytrzymałam i zbliżyłam się do niego jeszcze bardziej. Pocałowałam go delikatnie, ale szybko się otrząsnęłam i odwróciłam głowę w innym kierunku. Poczułam jego palce na moim podbródku, który pokierował tak, aby nasze spojrzenia się spotkały. Po chwili złączył nasze usta. Z każdą sekundą całowaliśmy się coraz bardziej zachłannie. Kiedy już się oderwaliśmy od siebie, przymknęłam oczy i spuściłam głowę.
-Chyba powinnam już iść do domu.-Tak naprawdę chciałam z nim zostać, ale jakaś cząstka mnie, kazała mi zapomnieć o całym zdarzeniu. Wiedziałam dobrze, że to ja do tego doprowadziłam. Było mi głupio spojrzeć mu teraz w oczy.
-Odprowadzę cię.-Wskazał palcem w stronę schodów.
-Nie, może innym razem.-Ruszyłam szybko w stronę zejścia na dół, aby potem móc jak najszybciej znaleźć się w domu.
Doszłam do domu i na pozór wyglądałam normalnie, ale w środku czułam się cała roztrzęsiona. Weszłam do środka i pierwsze co chciałam to nawrzeszczeć na Stefana. Jak on w ogóle mógł wymyślić z Manuelem taką głupią gierkę? Co oni sobie myślą, że ja i Michi jesteśmy pionkami na szachownicy, którymi można sterować? Szkoda tylko, że nie mogę mu wygarnąć, że wiem o ich chorym pomyśle. Z drugiej strony będę miała ubaw, jak oni będą wymyślać dalej jakieś akcje.
-Dlaczego nie przyszedłeś na spotkanie? Zmarnowałeś tylko mój cenny czas.-Chyba bycie aktorką wychodzi mi idealnie.
-Przepraszam, wypadło mi coś ważnego, a telefon mi się rozładował.-Pewnie gdyby nie Michael, uwierzyłabym mu.-Nie spotkałaś może przypadkiem kogoś znajomego?-Teraz miałam już stuprocentową pewność do czego zmierza,
-Nie. Przesiedziałam trochę w tej restauracji, a potem poszłam do parku się przejść.-Nagle wpadł mi do głowy pewien pomysł.-A tak w ogóle to zaraz po tym jak się kapnęłam, że mnie wystawiłeś, to zadzwoniłam do Michaela i chciałam się z nim spotkać, ale powiedział, że jest umówiony i gdybym trochę wcześniej zadzwoniła...-Na widok miny mojego kuzyna, myślałam, że ze śmiechu nie wytrzymam.
-Zawsze możecie się spotkać jutro.
-No nie wiem jutro to wolałabym sobie w domu posiedzieć i trochę odpocząć.-Tak naprawdę to nie wiedziałam, co miałabym powiedzieć Michaelowi. Po tych słowach szybko pobiegłam na górę i zaszyłam się w czterech ścianach mojego pokoju.

Stefan
Zadzwoniłem szybko do Manuela. Musieliśmy obmyślić nowy plan działania. Chociaż jeden już miałem praktycznie w głowie.
-Nie spotkali się.-Powiedziałem, uważając przy tym, żeby przypadkiem Diana mnie nie usłyszała.
-Michael właśnie do mnie dzwonił i przepraszał, że się nie zjawił, ale wypadła mu ważna sprawa na drugim końcu miasta. Co teraz robimy?
-Mam pewien plan już w głowie, ale będziesz musiał mi pomóc. Na treningu ci wszystko wyjaśnię, ok?-Plan, który obmyśliłem tym razem, musiał wypalić, nie było innej opcji.
-Dobra, to widzimy się jutro.
-Okay.-Rozłączyłem się.
Szczerze mówiąc myślałem, że będzie łatwiej ich zeswatać, ale teraz dopiero zauważyłem, że to nie będzie takie proste. Razem z Manuelem musimy działać ostrożnie, żeby przypadkiem się nie domyślili. Diana nie może się dowiedzieć o moim spiskowaniu za jej plecami, bo za to, co zaplanowałem na jutro, by mnie chyba zabiła.

Witajcie, oto kolejny rozdział. Piszcie w komentarzach, czy się podoba.