czwartek, 3 sierpnia 2017

Rozdział XXII

Diana
-Wróciłam! - Krzyknęłam wchodząc do domu Stefana.
W ciągu tych trzech długich, ciężkich i męczących dni udało mi się wszystko pozałatwiać. Otóż moje dawne mieszkanie już do mnie nie należy. Wszystkie meble mam już przewiezione do mojego nowego domu. Tym samym mogę oficjalnie stwierdzić, że jestem mieszkanką Innsbrucka.
-Cześć. - Rzucił w moją stronę i od razu się przytulił. - Masz gościa na górze.
-Gościa? - Kiwnął głową. Od razu pomyślałam, że to Marisa, więc szybko tam pobiegłam.
Otworzyłam drzwi do mojego pokoju i zobaczyłam... Michaela? Stał przede mną z kwiatami w dłoni i przepraszającą miną. Byłam tak zaskoczona, że nie ruszyłam się na krok i cały czas trzymałam za klamkę. Przez dłuższą chwilę bez słowa wpatrywaliśmy się w siebie nawzajem. Oczy mi się zaszkliły i aby nie uronić żadnej łzy, zamrugałam kilkukrotnie oczami. Nie wytrzymałam dłużej i spuściłam wzrok na podłogę. Usłyszałam jedynie jego kroki zbliżające się do mnie.
Stał przede mną może jakiś niecały metr, a moje serce już wariowało. Czemu tak musi być? Dlaczego się w nim zakochałam? Dlaczego mnie tak zranił? Dlaczego mi wtedy nie uwierzył? Moglibyśmy być tacy szczęśliwi...
-Przepraszam. - Wyszeptał, a po chwili zamknął mnie w szczelnym uścisku. Stałam tak nieruchomo, nie wiedząc co zrobić. Poczułam samotną łzę spływającą po moim policzku. Szybko ją jednak wytarłam tak, aby nie mógł tego zauważyć. - Wybaczysz mi, że byłem taki głupi? - Oto jest pytanie. Czy powinnam mu wybaczyć? Czy w ogóle potrafię mu wybaczyć? A może jednak, czy chcę mu wybaczyć? Nie wiem. Serce mi mówi, żebym zapomniała o wszystkim i zaczęła z nim od nowa. Rozum jednak podpowiada, żebym przekreśliła go ze swojego życia. Jaką mam gwarancję, że taka sytuacja się jeszcze nie powtórzy? Nagle sobie coś uświadomiłam i momentalnie się od niego odsunęłam.
-Nie mogę. My nie powinniśmy. Przepraszam. - Popatrzył na mnie smutnie. Najwidoczniej liczył na to, że wskoczę mu w ramiona. Pomylił się. Nie potrafię mu już zaufać. Może to kwestia czasu, ale narazie nic z tego nie będzie. Bez zaufania nie ma związku. Podeszłam do okna i przypatrywałam się panoramie gór. To dziwne, ale dopiero teraz zauważyłam Bergisel.
-Proszę cię. Daj mi szansę. Wiem, że głupio postąpiłem, ale nadal cię kocham. - Podszedł do mnie i chwycił mnie za ramiona. Jeszcze chwila a wybuchnę płaczem. Nie mogę do tego dopuścić.
-Proszę cię. Wyjdź. - Szepnęłam i poszłam na drugi koniec pokoju. Nie mogę tego ciągnąć dłużej. Chcę, ale nie mogę. Rozum mi na to nie pozwala. - Nie możemy być razem.
-Dlaczego? - Chciał do mnie podejść, ale pokiwałam przecząco głową, więc się wycofał. - Podaj chociaż jeden powód.
-Przespałam się z kimś. - Nie wierzę, że to powiedziałam. Wiem jaki cios mu teraz zadaję, ale tak po prostu będzie lepiej. Może uda mu się szybciej o mnie zapomnieć jak mnie znienawidzi. Rzucił kwiatkami o ziemię i wyszedł. - Przepraszam najdroższy. Tak będzie lepiej. - Szepnęłam za nim. Od razu rzuciłam się na łóżko i się popłakałam.
Nie miałam zamiaru zostawać na noc u Stefana, ale tak wyszło, że zostałam. Całą noc prawie nie spałam. Nie mogłam usnąć. Przekręcałam się cały czas z boku na bok. Czy to jakaś kara za moje kłamstwo? Tak czy siak dłużej nie mogłam wytrzymać. Musiałam z kimś pogadać. Najbardziej odpowiednią osobą do tego wydawała mi się Marisa.
Nic nie mówiąc wsiadłam w samochód i pojechałam do niej. Gdy zobaczyła mnie w drzwiach wyglądała na zaskoczoną, w końcu miałam jeszcze być w Wiedniu. Po chwili już byłyśmy u niej w kuchni i rozmawiałyśmy.
-Michael u mnie był. - Zrobiłam pauzę. - Chciał się pogodzić. - Powiedziałam niepewnie. Dziewczyna się najwyraźniej ucieszyła z tego powodu.
-A nie mówiłam? Wiedziałam, że przemyśli wszystko i wróci do ciebie. Tak się cieszę. - Przytuliła mnie, ale miałam jej do przekazania jeszcze gorsze wiadomości.
- Nie zgodziłam się dalej z nim być. - Powiedziałam obojętnie.
-Co? Jak to? Dlaczego? - Zasypała mnie pytaniami. Sama nie wiedziałam dokładnie co mam jej odpowiedzieć.
-Po prostu tak będzie lepiej. - Wzruszyłam ramionami. 
-Wiesz, że on tak łatwo nie odpuści? - Uśmiechnęła się próbując mnie podnieść na duchu, co oczywiście nie podziałało, bo była jeszcze kolejna, bardziej dramatyczna część tej historii.
-Odpuści. Już to zrobił. - Nagle zapanowała cisza. Dziewczyna najwyraźniej się tego nie spodziewała, bo zastygła w bezruchu. Ocknęła się może po jakiś dwudziestu sekundach.
-Jak to? - Niemal wrzasnęła.
-Powiedziałam mu, że... - Zrobiłam krótką pauzę. - ...że się z kimś przespałam. - Powiedziałam na jednym tchu.
-Co zrobiłaś?! Ale dlaczego?! - Przykucnęła przy mnie i złapała mnie za dłoń.
-Lepiej będzie jak o mnie zapomni. - Próbowałam wyglądać na pewną swoich słów, ale wcale tak nie było. - Wiesz co jest najgorsze? - Kiwnęła głową, żebym mówiła. - Że dostałam propozycję pracy jako psycholog ich kadry. To miała być taka niespodzianka dla niego, a wyszło jak wyszło. Co mam teraz zrobić? - Marisa zamyśliła się chwilę, jakby zastanawiała się co mądrego może mi teraz powiedzieć.
-Nie patrz wstecz. Idź przed siebie. Weź tą pracę. To jest dobra okazja, żeby się trochę wybić. A co do Michaela to jest idiotą, że ci uwierzył. - Mimo, że to wszystko była moja wina to po jej słowach zrobiło mi się trochę lżej na sercu.
-Ale ja nie wiem, czy dam radę skupić się na pracy, gdy on będzie w pobliżu. - Nie chciałam, żeby przez to wyszło, że jestem jakimś słabym psychologiem czy coś.
-A kiedy byś miała zacząć?
-Od inauguracji Pucharu Świata. - Westchnęłam.
-To jeszcze szmat czasu. Uda ci się. Wierzę w ciebie. - Próbowała dodać mi otuchy.
-Dziękuję. Masz rację muszę być silna i przez ten czas wybić sobie go z głowy. - Powiedziałam pewnie.
-Chodź. Lepiej ci pokażę, jakie buty sobie ostatnio upatrzyłam. - Chwyciła mnie nagle za rękę i pociągnęła do swojego pokoju.
Wchodząc do pokoju zakręciło mi się w głowie. Od razu usiadłam na łóżku, żeby przypadkiem nie zemdleć.
-Wszystko w porządku? Co się dzieje? - Podbiegła do mnie zatroskana dziewczyna.
-Po prostu mi się w głowie zakręciło.
-Często tak masz?
-W ostatnich dniach to mniej więcej po dwa, trzy razy dziennie. To pewnie przez te upały.
-A może ty w ciąży jesteś? - Mało co się własną śliną nie zakrztusiłam.
-Nie, to nie możliwe. - Powiedziałam od razu. To nie może być prawda.
-Lepiej zrób test. - Próbowała mnie przekonać.
-Boże, ale mnie teraz nastraszyłaś. Masz racje. Lepiej będzie jak zrobię ten test.
-Pójdę do apteki. Zaraz wracam.
Każda minuta dłużyła się niemiłosiernie długo. Gdy Marisa wróciła, poszłam od razu do łazienki. Zanim zdecydowałam się zrobić test, trochę zeszło. Po jakiś pięciu minutach w końcu wyszłam z łazienki.
-I jak?
-Sama zobacz. - Pokazałam jej wynik testu.

wtorek, 1 sierpnia 2017

Rozdział XXI

Diana
-No nareszcie wróciłaś. Pojechałaś nie wiadomo gdzie moim samochodem, a ja muszę siedzieć w domu, bo nie masz kluczy, żeby jakby co wejść do środka. - Doszedł mnie głos Stefana zaraz po tym jak przekroczyłam próg domu. Doskonale wiedziałam, że nie powinnam tak postąpić, ale w tamtej chwili liczyło się tylko jedno.
-Przecież wiesz, że byłam oglądać z Marisą mieszkanie. - Wywróciłam oczami po czym usiadłam obok niego na kanapie.
-I jak? - Zapytał nie odrywając wzroku od telewizora.
-Śliczne. Jak się w nim urządzę to musisz koniecznie przyjechać. - Zakrztusił się popcornem i spojrzał na mnie. - Tak, kupiłam. Muszę przyznać, że dosyć tanio.
-To super. To co, kiedy parapetówka? - Wyszczerzył się na co oberwał ode mnie poduszką. - Ej, no co? Przecież będzie fajnie. Zaproszę chłopaków ze skoczni i będzie super, tak jak wtedy, gdy przyjechałaś do mnie. Pamiętasz? - Posmutniałam, bo przypomniało mi się o Michaelu i o tym, że nic nie powiedziałam Stefanowi.
-Przez mgłę. - Mruknęłam pod nosem i spuściłam głowę.
-Ej, co jest między tobą a Michaelem? Powiedz. - I teraz zadaję sobie w myślach pytanie, jakim cudem mnie aż tak dobrze rozgryzł. - Mam wrażenie, że mnie unika, a ty... niby zachowujesz się normalnie, ale momentami mam wrażenie, że jesteś jakaś smutna. - Zrobił chwilę przerwy jakby się nad czymś zastanawiał, a po chwili dalej kontynuował swój monolog. - Poza tym to ostatnie wyjście do klubu. Podejrzewam, że musiałaś mieć jakiś powód. - Spojrzałam na niego zaszklonymi oczami. - A więc? - Próbował mnie pospieszyć. Panująca cisza była bardzo działająca na nerwy.
-No co mam ci powiedzieć!? - Nie wytrzymałam i gwałtownie wstałam z kanapy. - Zerwaliśmy ze sobą. - Powiedziałam ciszej. Po chwili spojrzałam na zaskoczoną minę Stefana. Najwidoczniej się tego nie spodziewał. Nagle złapałam się za czoło, bo zakręciło mi się lekko w głowie i z powrotem usiadłam.
-Diana? Wszytko w porządku? - Zapytał z troską w głosie, na co pokiwałam tylko głową na znak, że nie ma się o co martwić.
-Tylko w głowie mi się lekko zakręciło. Już wszystko w porządku. - Uspokoiłam go.
-Na pewno? - Pokiwałam głową. - Może zadzwonię po lekarza i... - Nie dałam mu dokończyć.
-Nie trzeba. Wszystko już w porządku. - Próbowałam go uspokoić.
-Dlaczego zerwaliście?
- Proszę, nie mówmy o tym. - Każde poruszenie tego tematu było dla mnie ciężkie. Może z zewnątrz to tak nie wyglądało, ale w środku byłam cała rozdarta. Nie da się opisać słowami bólu jaki mi wyrządził swoimi słowami. W tamtym momencie czułam jak moje serce rozpada się na kawałki. Nie mam pojęcia jakbym zareagowała gdybym go zobaczyła lub chociażby usłyszała jego głos.
-Jak nie chcesz to nie. Nie będę cię przecież zmuszał, tylko się martwię.
-Na prawdę nie masz o co. - Próbowałam go uspokoić. - Posłuchaj. Mimo wszystko chcę, żeby między wami było wszystko w porządku tak, jak do tej pory.
-Dlaczego wy dziewczyny myślicie, że my nie umiemy oddzielić takich rzeczy od ciebie? To, że wam nie wyszło nie oznacza, że pójdę i obiję mu mordę. Poza tym ja nadal wierzę w to, że jeszcze do siebie wrócicie. Nie mam pojęcia dlaczego zerwaliście, ale wy za bardzo do siebie pasujecie, żeby nie byś razem. Uwierz mi. - Puścił do mnie oczko i poszedł do kuchni. - Chcesz coś do picia!? - Krzyknął z pomieszczenia obok.
-Nie, pójdę się zaraz położyć. Dzisiejszy dzień był męczący. - Poszłam do Stefana, aby jeszcze o coś zapytać. - Mówiłeś, że mam szwy, tak? Bo wiesz, pod tym opatrunkiem nie widać zbytnio.
-No tak. - Zajął się robieniem herbaty.
-A kiedy mogę zdjąć?
-W poniedziałek, ale nie przyszły tylko następny. - Odwrócił się w moją stronę z kubkiem herbaty w jednej ręce. - Może jednak? - Próbował mnie przekonać do skosztowania.
-No dobra, ale tylko łyczka.
Michael
-A więc to fotomontaż, czy nie? - Zapytałem lekko zniecierpliwiony.
-Fotomontaż. - Z jednej strony spadł mi kamień z serca, a z drugiej czułem się teraz mega głupio. Jak ja mogłem uwierzyć komuś obcemu zamiast jej. Manuel miał rację. Jestem idiotą. - Muszę panu przyznać, że dosyć słaby. Musiał to zrobić koś, kto się kompletnie na tym nie zna.
Wróciłem do domu i pierwsze co zrobiłem to wyjąłem zapalniczkę i podpaliłem te fotografie. Najwyżej włączy się wykrywacz dymu. Trudno. Mam to teraz gdzieś. Jedyne czego teraz chcę to zobaczyć się z Dianą. Dzisiaj już jest za późno na rozmowę, ale jutro koniecznie pójdę z nią pogadać.
(następny dzień)
Obudziłem się o siódmej rano i od razu, nie jedząc nawet śniadania, poszedłem do Stefana z myślą, że zastanę Dianę. Chciałem prosić ją o wybaczenie. Jak ja mogłem być takim bezmózgim idiotą? Wyrzuty sumienia nie dawały mi spokoju przez całą noc. Tak bym chciał żebyśmy byli teraz razem. Chciałbym ją przytulić. Strasznie mi jej brakuje. Dla niej mógłbym zrobić wszystko.
-Po co mnie budzisz o tak wczesnej porze? - Zapytał lekko poddenerwowany zaspany Stefan.
-Wiem, że jest mega wcześnie i pewnie pół miasta jeszcze śpi, ale to ważne. Zastałem Dianę? Muszę z nią koniecznie pogadać. - Kraft popatrzył tylko na mnie i pokiwał głową. Kompletnie nie miałem pojęcia o co może mu chodzić. Chyba, że jest wkurzony za to jak potraktowałem Dianę i w sumie mu się nie dziwię. Też bym był zdenerwowany na jego miejscu. Zachowałem się jak skończony kretyn. Zdaję sobie sprawę, że teraz będzie trudno odbudować zaufanie Diany, a może nawet i Stefana. W sumie nawet bym się nie zdziwił jakby rzucił się na mnie z pięściami. Zasłużyłem sobie na to. Chociaż przy jego wzroście, oczywiście nikomu nie ubliżając, mogłoby to trochę zabawnie wyglądać.
-Wiedziałem, że długo bez siebie nie wytrzymacie. - Chciałem coś powiedzieć, ale mnie ubiegł. - Nie ma jej. - Trochę mnie to zdziwiło, zważywszy na wczesną porę. Chociaż może poszła pobiegać, ale z drugiej strony nigdy nie widziałem jej biegającej. Chyba, że to ją odstresowuje, a dzięki mnie pewnie stresu jej nie brakowało.
-Mogę na nią poczekać? - Stwierdziłem, że rozmowa nie może czekać zbyt długo. Przy każdym odkładaniu jej, będzie mi jeszcze ciężej ją odzyskać.
-Możesz, ale wątpię czy ci się będzie chciało, bo pojechała na kilka dni do Wiednia. O szóstej rano miała samolot. - Zmarszczyłem lekko brwi. Czyżby to przeze mnie wyjechała? Może chciała odpocząć od tego wszystkiego.
-Po co pojechała?
-Przeprowadza się do Innsbrucka i ma kilka spraw do załatwienia. - Wzruszył ramionami. Ucieszyłem się bardzo z tej wiadomości, bo mimo, że mówiła mi kiedyś o swoich planach to jednak myślałem, że po ostatnich wydarzeniach tego nie zrobi.
-W takim razie dasz mi znać gdy wróci?
-Pewnie, jednak nie wiem czy będzie chciała z tobą rozmawiać. - Pokiwał niepewnie głową.
-Muszę spróbować.

czwartek, 27 lipca 2017

Rozdział XX

Marisa
-Może nie pij już tyle? - Zaproponowałam, kiedy Diana zamawiała kolejny kieliszek wódki. Nie chciałam później mieć problemów z powrotem do domu.
-Wiem co robię. - Odparła niemal natychmiastowo.
Po chwili jednak straciła równowagę i zleciała prosto na ziemię z krzesła barowego. Najwyraźniej musiała walnąć głową o ladę, bo zaczęła lecieć jej krew z czoła. Byłam na tyle spanikowana, że nie wiedziałam kompletnie co mam robić. Szybko jednak przykucnęłam przy niej i spróbowałam ją jakoś obudzić. Nie mam zielonego pojęcia, czy śpi, czy straciła przytomność. Chwyciłam za moją torebkę znajdującą się na krześle i wyjęłam telefon. Zadzwoniłam do Stefana. Niestety nie odebrał. Spróbowałam drugi raz i też nic. Za trzecim razem na szczęście odebrał i nie czekając na "halo" zaczęłam mówić.
-No nareszcie. Stefan, przyjedź po nas do tego klubu naprzeciwko kręgielni. - Chciałam coś jeszcze dodać, ale chłopak coś powiedział.
-Tu Michael. Stefan zostawił u mnie telefon. Mam po ciebie przyjechać? - Kurcze, i co teraz. Jak tu przyjedzie i Diana się potem dowie to będzie miała mi za złe. Nie, nie mogę do tego dopuścić.
-Nie, nie trzeba. Poradzę sobie jakoś. - "Jakoś", tylko jak? - Śpij dobrze i przepraszam, że cię obudziłam o pierwszej w nocy. - Powiedziałam ze skruchą. Nie chciałam, żeby tak wyszło.
-Pierwsza w nocy to wczesna godzina jeszcze.
-No tak. Dobranoc. - Nie czekałam na odpowiedź tylko się rozłączyłam. Szybko przypomniało mi się, że mogę zadzwonić na Stefana domowy numer. Tak też zrobiłam. Odebrał za pierwszym razem, co było bardzo dziwne zważywszy na godzinę.
-No nareszcie. Domyślam się, że jesteś z Dianą. Gdzie wy jesteście? Ja tu spać nie mogę, bo się zamartwiam. - Powiedział z wyrzutem.
-Sorki, później ci wszystko wytłumaczę, a teraz przyjedź po nas do tego klubu naprzeciwko kręgielni. 
-No ładnie ja się martwię, a wy po klubach chodzicie.
-Oj cicho już. Po prostu przyjedź. - Uciszyłam go i pospieszyłam.
Po jakiś dziesięciu minutach pojawił się Stefan. Szybko do mnie podbiegł i zapytał się, co się stało. Idąc do samochodu opowiedziałam mu w skrócie co się wydarzyło. Skierowaliśmy się do szpitala, gdzie lekarz oznajmił, że Diana rozcięła sobie czoło. Szybko je zszyli i oznajmili, że założyli cztery szwy.
(Diana)
-Zaraz się chyba zapadnę pod ziemie... - Zaczęłam lamentować. Podeszłam do lustra w przedpokoju i zaczęłam przyglądać się mojemu opatrunkowi na czole. Kurde, więc Stefan na prawdę  mówi prawdę.
-Nie powiem, byłem najpierw zły na ciebie, ale jak widzę teraz twoją minę to cała złość mi mija. - Zaśmiał się. Spojrzałam na moment na niego jak na idiotę.
-To nie śmieszne. Która godzina? - Zapytałam panicznie, bo nagle przypomniało mi się, że miałam dziś z Marisą oglądać mieszkanie.
-Czternasta. - Szybko pobiegłam na górę i wykręciłam numer do Marisy, aby obgadać szczegóły. Oczywiście jedziemy samochodem Stefana, ale on jeszcze o tym nie wie.
Gdy nadeszła odpowiednia godzina pojechałam pod Marisy dom. Oczywiście nie obeszło się bez drobnej spiny ze Stefanem. Niech się nie martwi, bo niedługo się przeprowadzam do Innsbrucka i będę już mogła jeździć swoim samochodem, który aktualnie znajduje się w Wiedniu.
-Jak się czujesz? - Zapytała dziewczyna, kiedy wsiadła do samochodu.
-Głowa mnie trochę boli, ale to pewnie normalne. Przepraszam za wczoraj. - Spojrzałam na moment na nią.
-Na prawdę nic się nie stało. Też bym tak pewnie postąpiła gdyby...
-Nie mówmy o tym. Było, minęło... Czasu się nie cofnie. - Powiedziałam obojętnie, kiedy przypomniała mi się wczorajsza rozmowa z M... z moim ex.
-Diana. Nie mogę na to patrzeć. Powinniście się spotkać i wszystko sobie wyjaśnić.
-Nie ma czego wyjaśniać. Nie chce mi wierzyć to nie. Trudno. Nie będę go błagać na kolanach, żeby ze mną był. To jego wybór. Najwyraźniej tak musiało być. Chcę o nim zapomnieć, więc proszę cię abyś przy mnie o nim nie wspominała. Jasne? - Na moją prośbę pokiwała tylko głową.
Resztę drogi przebyłyśmy w milczeniu. Gdy dojechałyśmy na miejsce, czekała na nas właścicielka tego jakże pięknego domu z ogródkiem. Weszłyśmy do środka i znalazłyśmy się w małym przedpokoju na wprost którego były schody na górę. Po lewej stronie było sporych rozmiarów pomieszczenie. Jak się mogłam domyślać, niegdyś służyło komuś za salon. Po prawej stronie było nieco mniejsze pomieszczenie z szarymi płytkami na podłodze. Przypuszczam, że to kuchnia. Na końcu korytarza, również po prawej stronie była umeblowana już łazienka. Na górze były trzy sypialnie, w tym jedna z balkonem, z widokiem na ogród, a także śliczne góry. Poza tym była nieco większa łazienka niż na dole oraz garderoba.
-No, i to by było na tyle. Cena jest dosyć korzystna dla pani, bo zależy mi, żeby szybko sprzedać to mieszkanie, bo za tydzień wylatuję z mężem do Anglii.
-A jaka by była cena? - Zapytałam. Bardzo podobał mi się ten dom. Fajnie by było, gdyby był w moim posiadaniu. Właścicielka podała cenę, a ja myślałam, że się przesłyszałam. Za takie mieszkanie myślałam, że będzie chciała znacznie więcej. - Zgoda.
-W takim razie umowę podpisujemy dzisiaj, czy woli się pani zastanowić jeszcze z tą decyzją?
-Możemy teraz.
Po załatwieniu wszystkich formalności wróciłyśmy do domu. Od razu zaczęłam szukać jakiejś w miarę taniej firmy przeprowadzkowej.
Michael
-Coś ty zrobił? - Zapytał ze zdziwieniem Manuel.
-To co słyszysz. Najgorsze jest to, że już naprawdę nie wiem czy jej wierzyć czy nie. - Spojrzałem na chłopaka, który tylko wywrócił oczami.
-Ale ty jesteś głupi. - Rozchyliłem lekko usta, żeby coś powiedzieć, ale w końcu zrezygnowałem. - Skoro ona mówi, że to fotomontaż to z pewnością tak jest, a ty jesteś skończonym idiotą.
-Jesteś taki mądry to mi coś doradź. - Zdenerwowałem się i wstałem z kanapy, żeby przejść kilka kroków po domu.
-Teraz to ty powinieneś ją prosić o wybaczenie.
-Ale te zdjęcia... Co jeśli one są prawdziwe? - Podparłem twarz na ręce i zacząłem myśleć.
-Boże... Rusz ty czasem tą pustą głową. Idź do kogoś, kto się na tym zna i się dowiesz wtedy. -Manuel zaczesał swoje włosy do tyłu. - A tak na marginesie to powinieneś jej ufać.
-Teraz jesteś taki mądry, a ciekawe co byś ty zrobił na moim miejscu... - Westchnąłem. Mimo wszystko muszę przyznać, że Manuel umie dobrze doradzać. To już nie pierwszy raz gdy mi pomaga.
-Ja, na twoim miejscu bym spalił w piecu te zdjęcia. A jeśli żyłbym w takiej niepewności jak ty teraz to poszedłbym do jakiegoś specjalisty, żeby określił, czy to fotomontaż, czy nie. Z pewnością zrobiłbym to po cichu, żeby się nie dowiedziała.
-Masz rację. Chodź, załatwimy to szybko i będziemy mieć pewność.

wtorek, 25 lipca 2017

Rozdział XIX

Diana
Była już środa. Ostatnie dwa dni spędziłam niemalże w całości z Marisą. Bardzo się polubiłyśmy. Okazała się moją bratnią duszą. Czuję, że mogłabym jej powiedzieć o wszystkim, a ona by nikomu nie powiedziała. Mam nadzieję, że Stefan się z nią kiedyś ożeni i będziemy rodziną.
Co do Michaela to nie mam pojęcia co się z nim dzieje. Dzwoniłam do niego kilka razy i ani razu nie odebrał. Na wiadomości też nie odpisuje, mimo, że wyświetla. Jedynie gdy napisałam, że zaraz będę u niego to odpisał, że jest u ciotki i nie ma czasu. Próbowałam podpytać trochę Stefana, ale powiedział, że się z nim nie widział ostatnio.
Postanowiłam, że jak do końca dzisiejszego dnia nie otrzymam od niego żadnego znaku życia to jutro po południu (bo pewnie będę spać do południa) pójdę do niego i będę stała pod jego drzwiami dopóki mi nie otworzy. Nie wydaje mi się, żeby był u ciotki. Gdyby tak było to znalazł by chociaż chwilkę czasu, żeby mi odpisać. Cokolwiek.
Stałam pod jego drzwiami i po chwili zadzwoniłam dzwonkiem. Nie musiałam długo czekać a w drzwiach pojawił się chłopak. Trochę się zaniedbał - nie ogolony, włosy potargane na wszystkie strony...
-Co się stało? - Zapytałam wchodząc do środka.
-Nic. Co się miało stać? - Zapytał z obojętnością po czym usiadł na kanapie i napił się wody.
-Przecież widzę. Zaniedbałeś się delikatnie mówiąc. Po za tym nie odbierasz telefonów, nie odpisujesz na moje wiadomości. Nie ma z tobą kontaktu. Co się stało? Tylko nie mów, że nic. 
-Przemyślałem wszystko i... zrywam z tobą. - Powiedział. Zaskoczył mnie bardzo. Na początku myślałam, że żartuje, ale gdy jego twarz pozostawała kamienna zrozumiałam, że mówi prawdę.
-Co takiego? Dlaczego? Myślałam, że traktujesz mnie na poważnie i... - Gdyby mi nie przerwał pewnie wpadłabym w słowotok.
-Im wcześniej się rozstaniemy tym lepiej. - Powiedział, co mnie bardzo zabolało. Łzy zaczęły zbierać się w moich oczach. Szybko je jednak otarłam.
-Ok, rozumiem. Chciałeś mnie zaliczyć, udało ci się i mogę spadać. - Powiedziałam z wyrzutem, przez co nie wytrzymałam i wybuchnęłam płaczem.
-To nie tak. - Zmienił ton głosu na spokojniejszy.
-Nie? A jak? W takim razie mi wytłumacz. - Spojrzałam na niego, ale odwrócił twarz. - Posłuchaj. Powiedz mi po prostu, dlaczego zrywasz ze mną tak po prostu z dnia na dzień, nie mając żadnego powodu? No chyba, że masz jakiś powód, więc proszę bardzo, wyjaśnij mi, bo nie rozumiem. - Podszedł do szafki, z której przyniósł jakąś kopertę. Rzucił ją na stół.
-Proszę bardzo. Sama zobacz. - Machnął rękoma i podszedł do okna. Wzięłam kopertę do rąk i pomału ją otworzyłam. Trochę bałam się tam zajrzeć, bo nie wiedziałam co tam może być, ale w końcu się odważyłam. Ujrzałam zdjęcia, które przedstawiały mnie z jakimś facetem na mieście.
-To jakiś fotomontaż. Nie znam tego faceta. - Powiedziałam przyglądając się dalej zdjęciom.
-Nie wygląda jak fotomontaż. - Burknął.
-Najwyraźniej musi być dobry. Kto to w ogóle ci dał?
-Pocztą ktoś wysłał. - Wzruszył ramionami.
-Co takiego? I ty wolisz wierzyć jakiemuś anonimowi zamiast mi? Dobrze wiesz, że cię kocham i nigdy bym cię nie zdradziła.
-Teraz już nic nie wiem...
-Dobra, rozumiem, że wolisz wierzyć nie wiadomo komu. Myślałam, że jesteś mądrzejszy, ale wiesz co? Przyznam ci rację. Między nami koniec. Bez zaufania związku się nie stworzy. Bylebyś potem tego nie żałował. - Powiedziałam i wybiegłam z mieszkania. Słyszałam jeszcze jak mówi moje imię, ale nie zwróciłam na to uwagi.
Od razu zadzwoniłam do Marisy. Okazało się, że jest u siebie w domu, więc od razu tam się udałam. Nawet nie zdążyłam dojść do drzwi, a one się już otworzyły i dostrzegłam dziewczynę. Gdy zobaczyła mnie całą zapłakaną, bez wahania podeszła do mnie i mnie mocno przytuliła.
-Ciiiii... - Próbowała mnie uspokoić, co niestety w takiej sytuacji nie mogło poskutkować. - Nie płacz już, bo mi się serduszko kraje jak widzę cię w takim stanie. - Oderwałam się od dziewczyny i próbowałam powstrzymać łzy. - Chodź do środka. Wszystko mi opowiesz. - Po przekroczeniu progu, Marisa od razu się mnie zapytała, czy chcę coś pić. Poprosiłam jedynie o wodę. - Powiedz, co się stało.
-Michael ze mną zerwał. - Zaszlochałam. Zauważyłam zaskoczenie na twarzy dziewczyny.
-Jak to z tobą zerwał. Przecież z tego co mówiłaś, a także z opowieści Stefana wiem, że układało wam się doskonale. Co się wydarzyło? 
-Bo... on dostał od kogoś taką kopertę ze zdjęciami, na których całuję się z jakimś facetem. Ale mogę przysiąc, że to jakiś fotomontaż. Ja na prawdę nigdy bym nie...
-Już dobrze. Przecież ci wierzę. Nie mogłabyś przecież. - Próbowała mnie uspokoić. - Na pewno to się wszystko da jeszcze wyjaśnić. Daj mu trochę czasu. Przemyśli wszystko i wróci do ciebie. To był dla niego szok i pewnie dlatego...
-Nie usprawiedliwiaj go.
-Nie usprawiedliwiam tylko... - Westchnęła. - Pomyśl. Jakbyś ty zareagowała gdybyś zobaczyła na tych zdjęciach jego z jakąś paniusią? - Milczałam. - No właśnie. Postaw się na jego miejscu.
-Nie wiem. Teraz to już mi namieszałaś w głowie. Muszę się napić. - Chciałam wstać, ale Marisa mnie powstrzymała.
-Poczekaj. Umalujemy się ładnie, ubierzemy jakieś fajne sukienki i pójdziemy do jakiegoś klubu się wyszaleć. - Popatrzyłam na dziewczynę niepewnie. - No co, należy nam się coś od życia. - Po dłuższej chwili zastanowienia się zgodziłam. - Chodź,wybierzemy coś z mojej szafy. - Wyciągnęła w moją stronę dłoń i przyjaźnie się uśmiechnęła.
Gdy byłyśmy już zrobione na bóstwo, poszłyśmy do pobliskiego klubu. Nie miałam zbytnio ochoty na tańce i tego typu rzeczy. Wolałam się napić i przy okazji wygadać się ze wszystkiego co mi leży na sercu. Usiadłyśmy na wysokich barowych krzesłach i zamówiłyśmy po drinku. Nie wiem ile tak siedziałyśmy. Pamiętam jedynie, że byłam na parkiecie z Marisą, po czym znowu zamówiłam coś do picia.
Obudziłam się z potwornym bólem głowy. Od razu zeszłam na dół gdzie spotkałam Stefana.
-Jak się czujesz? - Zapytał z obojętnością w głosie, co mnie nieco zaniepokoiło.
-Głowa mi pęka, ale przy kacu to normalne. - Wzruszyłam ramionami i usiadłam na kanapie obok chłopaka.
-Pamiętasz coś w ogóle? - Spojrzał na mnie podejrzliwie.
-No tańczyłam z Marisą i polały się promile. - Zaczęłam mówić, ale po chwili sobie uświadomiłam, że przecież urwał mi się film, więc mogłam tak narozrabiać, że mogliby mnie nawet opisać na pierwszych stronach gazet.
-Och, tak myślałem. - Pokręcił głową i mnie przytulił. Po chwili zaczął mi wszystko dokładnie opowiadać.

wtorek, 18 lipca 2017

Rozdział XVIII

Michael
W niedzielę był dzień powrotu do domu. Podróż minęła nam dosyć szybko. Nim się obejrzałem a już byłem w domu. W skrzynce miałem pełno listów od fanów i nie tylko. Postanowiłem, że zajmę się tym jutro. Swoją drogą, ciekawe skąd mają mój adres...
Nagle mój telefon się rozdzwonił. Na wyświetlaczu wyświetlił się trener. Mimo, że byłem bardzo zmęczony to postanowiłem odebrać. W końcu by się rozzłościł i by tyle było.
-Słucham?
-Dobrze, że odebrałeś. Jak się domyślam wróciłeś już z wakacji, mam rację? - Gdybym jeszcze nie wrócił to z pewnością bym nie odebrał. Mam taką zasadę, że gdy jestem na wakacjach to nie odbieram telefonów. 
-Tak, przed chwilą przekroczyłem próg domu. - Powiedziałem jakby od niechcenia.
-Świetnie. W takim razie przyjedź jutro o 13 na spotkanie całej kadry. Zmieniłem trochę skład na Letnie Grand Prix i chciałbym to ogłosić przy wszystkich.
-Dobrze, z pewnością będę. To wszystko? - Nie chciałem dłużej z nim gadać. Byłem zbyt na to zmęczony.
-Tak, tak. W takim razie do zobaczenia jutro.
-Do zobaczenia.
Byłem tak zmęczony, że usnąłem w mgnieniu oka. Gdy się obudziłem dochodziła godzina dwunasta. Szybko zerwałem się z łóżka i pobiegłem do łazienki się trochę ogarnąć. Zjadłem na szybko śniadanie i od razu udałem się na umówione spotkanie. Wszedłem do sporych rozmiarów sali, w której już miewaliśmy bardzo dużo spotkań tego typu. Zająłem miejsce z przodu i po chwili zobaczyłem wchodzącego Krafta. Oczywiście usiadł jak zawsze obok mnie.
-Pogodziłem się z Marisą. - Powiedział szczęśliwy. Muszę przyznać, że ta wiadomość mnie bardzo zaskoczyła, ale cieszę się, że on jest szczęśliwy. To jest najważniejsze.
-Naprawdę? To wspaniale. A tak w ogóle to o co wam wtedy poszło, bo nigdy nie mówiłeś. - Zapytałem zaciekawiony.
-Pamiętasz jak w Oslo była ta fotografka z FIS-u? - Kiwnąłem za znak, że tak. - No więc ona nie wiem czy była jedną z moich szalonych fanek, czy co, ale pocałowała mnie znienacka i akurat wtedy pojawiła się Marisa. Nie widziałem jej wtedy, ale od razu odepchnąłem tamtą dziewczynę. Oczywiście dostałem rozgrzeszenie za coś, czego nie zrobiłem, ale potem Marisa zaczęła robić mi awanturę praktycznie o każdą fankę, twierdząc, że się za bardzo przystawiają do mnie, a ja nic z tym nie robię.
-A więc o to poszło. - Szepnąłem. - Tak czy siak cieszę się, że sobie wszystko wyjaśniliście. Zawsze uważałem, że pasujecie do siebie jak nikt na świecie.
-Ty z Dianą tak samo. - Zrobił chwilę przerwy. - O właśnie. Opowiadaj jak tam wakacje.
-No cóż. Wakacje jak wakacje. Ocean, słońce, plaża... Byłbym zapomniał. Spotkaliśmy Hilde i Gangnesa.
-Serio? A co oni tam robili w dodatku razem? Dziwnie to trochę wygląda.
-Czemu? Nie pamiętasz jak byliśmy razem w Tajlandii? Też ktoś mógł powiedzieć, że dziwnie to wyglądało. To po prostu przyjacielski wyjazd.
-No w sumie... - Chciał coś dodać, ale przerwał mu wchodzący Heinz Kuttin.
-Widzę, że są wszyscy, a więc nie będę owijał w bawełnę i powiem prosto z mostu. Rozmawiałem ze sztabem szkoleniowym i stwierdziliśmy, że lepiej będzie jak zmienimy trochę skład na LGP w Wiśle. W przyszłym sezonie będą igrzyska i to będzie naszym priorytetem. Postanowiliśmy, że do Polski na inaugurację poleci Clemens, Florian, Philipp, Daniel, Andreas, Elias i  Gregor. Zastanawialiśmy się nad Stefanem, Michaelem i Manuelem, ale stwierdziliśmy, że jak teraz pojedziecie to później na igrzyskach możecie być w słabszej formie. Myśleliśmy także nad tym, czy Gregora wysłać do Wisły, ale biorąc pod uwagę, że miał kontuzję, lepiej będzie jak pojedzie. A więc podsumowując. W środę widzimy się na lotnisku, a więcej szczegółów wyślę wam jutro.
-Nie wierzę, a mogłem sobie jeszcze siedzieć z tydzień na tych Wyspach Kanaryjskich. - Szepnąłem do Stefana, na co się zaśmiał.
Wróciłem do domu i postanowiłem odpisać moim fanom na listy. Został mi ostatni. Gdy go otworzyłem zobaczyłem zdjęcia mojej dziewczyny z jakimś fagasem. Była na nich data sprzed półtora tygodnia. Wszystko jakby runęło. Wszystkie plany na przyszłość, marzenia... dosłownie wszystko. Odwróciłem fotografie tak, aby już na nie nie patrzeć. Każda sekunda wpatrywania się w nie, sprawiłaby mi jeszcze większy ból. Chociaż nie jestem pewien, czy moje serce może zostać jeszcze bardziej zranione. Musiałem się na czymś wyżyć. Czułem to. Gdybym został jeszcze dłużej w mieszkaniu pewnie bym wszystko rozwalił.
Udałem się na siłownię, która zawsze dawała mi ukojenie. Im bardziej intensywnie ćwiczyłem, tym większy czułem spokój. To zawsze pomaga z złych chwilach.
Diana
Wróciłam do domu i zadzwoniłam dzwonkiem, ponieważ mój kuzynek nie ufał mi na tyle i nie podarował mi jeszcze kluczy. Otworzyła mi jakaś kobieta. Na oko w moim wieku.
-Jest Stefan? - Zapytałam niepewnie.
-Ty musisz być Diana. Stefan mi mówił, że jesteś u niego na wakacjach. Ja jestem Marisa, dziewczyna twojego kuzyna. Wejdź. - Podała mi rękę, po czym otworzyła mi szerzej drzwi. Zaczęłam się rozglądać w poszukiwaniu chłopaka. - Stefan już śpi. - Spojrzałam na zegarek.
-Nawet nie zauważyłam, że już tak późno.
-Dlatego będę już lecieć. Pewnie jesteś zmęczona po podróży. Wpadnę może jutro to trochę dłużej porozmawiamy. Cześć.
-Cześć. - Muszę przyznać, że bardzo rozgadana jest, ale nawet ją polubiłam. Sprawia dobre wrażenie. Myślę, że się polubimy.
Obudziłam się około ósmej. Myślałam, że będę dłużej spała po takim męczącym dniu. Zeszłam na dół do kuchni i zauważyłam Stefana. Bez wahania rzuciłam mu się na szyję. Był bardzo zaskoczony. Nie wiem czy nawet wiedział, że miałam wrócić w niedzielę, bo się z nim nie kontaktowałam, no chyba, że Michael wysłał mu jakiegoś smsa.
-Stęskniłam się.
-Ja za tobą bardziej. Kiedy przyjechałaś? - Odkleiliśmy się od siebie. Zabrałam mu z talerza tosta i usiadłam przy stole.
-Wczoraj późnym wieczorem. - Zmarszczył lekko brwi. Chyba się zastanawiał jak weszłam. - Marisa mnie wpuściła. - Mrugnęłam do niego oczkiem.
-No proszę. Już się zdążyłyście poznać. Mam nadzieję, że się polubiłyście.
-Wymieniłyśmy tylko kilka zdań, ale miło było. Powiedziała, że może dzisiaj wpadnie to trochę dłużej porozmawiamy.
-Ja zaraz będę leciał, bo o 13 mamy spotkanie z trenerem, a wcześniej muszę jeszcze trochę spraw pozałatwiać na mieście. Do zobaczenia później. - Dał mi buziaka w policzek i wyszedł z domu. Liczyłam, że trochę spędzę dzisiaj z nim czasu, ale trudno się mówi.
Rozpakowałam się i posprzątałam trochę dom. Muszę przyznać, że podczas mojego wyjazdu Stefan chyba w ogóle nie sprzątał. Co on zrobi jak wrócę do domu?
Nagle rozległo się pukanie do drzwi. Bez wahania poszłam otworzyć. Była to Marisa. Porozmawiałyśmy chwilę i postanowiłyśmy pochodzić trochę po sklepach. Może uda się upatrzyć coś ciekawego w korzystnej cenie...
-...i dzięki temu poznałam Stefana. - Skończyła swój monolog.
-I on na prawdę trafił w ciebie piłką? - Nie mogłam uwierzyć w możliwości Stefana.
-Tak, a potem miałam tutaj wielkiego sińca. A wiesz co mi później powiedział?
-Co?
-Że zrobił to umyślnie, bo nie wiedział jak do mnie zagadać. - Zaczęłyśmy się śmiać. Muszę przyznać, że Kraft jest bardzo pomysłowy. - Ja tak cały czas o sobie, to teraz ty powiedz coś. Jak ci się układa z Michaelem? Muszę przyznać, że zawsze był zamknięty na związki a tu proszę...
-W sumie to długo się nie znamy. Spotkaliśmy się na lotnisku w dzień, w którym przyjechałam do Stefana. Wysłał Michaela po mnie na lotnisko. Dobrze nam się ze sobą rozmawiało i się zaprzyjaźniliśmy, a potem tak jakoś samo wyszło.
-O, to dosyć niedługo.
-A właśnie, postanowiłam przeprowadzić się do Innsbrucka i w piątek jadę obejrzeć mieszkanie. Może masz ochotę jechać ze mną. Wiesz, zawsze lepiej kogoś zapytać o zdanie.
-Mogę jechać, będzie bardzo fajnie.

wtorek, 4 lipca 2017

Rozdział XVII

Diana
Weszliśmy do klubu, w którym umówiliśmy się z chłopakami. Zauważywszy ich przy jednym ze stolików podeszliśmy do nich. Myślałam, że zaraz wybuchnę śmiechem, gdy zobaczyłam ich ubranych w identyczne ubrania. Musieli się zmówić, bo nie wierzę w takie przypadki. Różowe podkoszulki, zielone spodenki do tego stylowe okulary i kapelusz dodający uroku - po postu rewelacja. Przywitaliśmy się, po czym Michi poszedł zamówić nam po drinku.
-Dalej nie rozumiem gdzie Michaelowi udało się wyrwać taką ładną dziewczynę. - Wyszczerzył się Kenneth.
-A skąd wiesz, że nie było na odwrót i to ja nie wyrwałam jego... - Wzruszył ramionami jakby nie wiedział co odpowiedzieć. Po chwili ciszy postanowiłam się odezwać. - A tak na poważnie to sama nie wiem kto kogo wyrwał. To tak jakoś samo wyszło, ale muszę przyznać, że duży wkład w tym miał mój kuzyn. Gdyby nie on to pewnie bym nie poznała Michaela. - Pokiwał głową na znak, że rozumie.
-Ładnie to tak obgadywać mnie za plecami? - Zaśmiał się mój chłopak, który właśnie wrócił z drinkiem dla mnie i dla siebie, ponieważ reszta już sobie zamówiła wcześniej.
-Właśnie opowiadam im jak to dzięki Stefanowi się poznaliśmy. - Cmoknęłam Michiego w usta i się do niego uśmiechnęłam.
-Kraft jest twoim kuzynem? - Na to pytanie nawet Hilde uniósł głowę do góry, żeby na mnie spojrzeć. Jak dotąd był cały czas pochłonięty wystukiwaniem czegoś na telefonie.
-Tak, chociaż nie jestem do niego podobna nawet w jednej dziesiątej procenta. - Zaśmiałam się i spojrzałam na mojego chłopaka.
-A on co tak ciągle w telefonie? - Hayboeck wskazał na Toma.
-Poznał jakąś laskę na plaży i zdobył jej numer, tylko że zapomniał trzy ostatnie cyfry i teraz próbuje sobie przypomnieć. - Piłam akurat drinka gdy to powiedział i święcie mogę przysiąc, że jeszcze trochę a bym wybuchła śmiechem, a to nie byłoby dobre połączenie.
-Nie trzy tylko dwie. Wysłałem już sto smsów pod każdy możliwy numer i teraz czekam tylko na odpowiedź tej właściwej.
-Skąd będziesz wiedział, która to ta właściwa? - Zapytał Kenneth z lekką kpiną, co wyglądało komicznie.
-Wtedy gdy ją poznałem to trochę z nią rozmawiałem i się dowiedziałem o niej trochę. Na przykład, że ma na imię Lena i pochodzi z Niemiec, a od niedawna mieszka w Austrii. - Zaczął opowiadać z rozmarzeniem.
-To już coś. - Przyznałam szczerze. - Kochanie idziesz zatańczyć? - Zwróciłam się do Michaela.
-Możemy trochę później? Jak dopijemy drinki do końca. - Szczerze to nie satysfakcjonowała mnie ta odpowiedź, więc przyszedł mi do głowy pewien plan.
-Może być. A ty Kenneth, idziesz zatańczyć teraz? - Ewidentnie było widać, że Gangnes się ucieszył z mojej propozycji. Widziałam natomiast po minie Michaela, że jest niezadowolony z takiego obrotu sprawy. Cóż, moja prowokacja się najwyraźniej udała. Kenneth chciał już odpowiedzieć, ale mój chłopak wyrwał się pierwszy do mówienia.
-Ja mogę w sumie zatańczyć. - Już chciałam się zgodzić, ale postanowiłam jeszcze trochę go pomęczyć.
-Nie przeszkadzaj sobie. Dokończ na spokojnie sobie drinka i później pójdziemy na parkiet. - Zmarszczyłam lekko brwi i pokazałam w jego stronę dłoń w celu zatrzymania go.
Tańcząc z Kennethem niemal cały czas czułam na sobie przeszywający wzrok blondyna. Doskonale widziałam jak nas obserwował, a także jak stukał palcami w stół, czy tupał nogą. Mimo zapalonych jedynie kolorowych świateł, udało mi się zaobserwować jego zaciśniętą szczękę. Hilde wyrwał się z telefonowego transu i coś mu szepnął na ucho. Po chwili Michael do nas podszedł i zrobił odbijanego.
-Co to miało być? - Szepnął mi do ucha z wyczuwalną zazdrością, na co chciało mi się śmiać.
-Co masz na myśli? - Postanowiłam się z nim trochę podroczyć.
-Dobrze wiesz co. - No dobra wiedziałam, ale po co miałam odpowiadać na jego pytanie, skoro lepiej udawać głupią.
-Nie mam zielonego pojęcia. - Wzruszyłam ramionami.
-Oh, jesteś okrutna. Powinna cię teraz spotkać kara. - Szepnął seksownie, na co przez moje ciało przeszedł dreszcz.
-Tak? A jaka? - Zapytałam zadziornie.
-A tego to się dowiesz później. - Puścił do mnie oczko, po czym mnie pocałował, co oczywiście odwzajemniłam, ale po chwili się od niego oderwałam.
-Czy mi się wydaje, czy pan Hayboeck jest zazdrosny o Kennetha?
-Proszę cię, o niego? - Zapytał z wyczuwalną kpiną, chociaż widać było, że kłamie. Rzuciłam w jego stronę spojrzeniem "mów co chcesz, i tak wiem swoje". - No dobra, może trochę, ale nie patrz już tak na mnie.
-Trochę. - Mruknęłam pod nosem.
-No dobra, jestem cholernie zazdrosny. - Powiedział, na co zachichotałam. - To nie jest śmieszne. - Zmroził mnie lekko wzrokiem, na co jeszcze bardziej zaczęłam się śmiać.
Przetańczyliśmy z Michaelem dobrych kilkanaście piosenek. Gdy postanowiliśmy wrócić do stolika, aby trochę odpocząć, zauważyliśmy Kennetha tańczącego na stole jakieś dziwne tańce, a także Hilde, który miał z tego niezły ubaw i go nagrywał. Ciekawe czy jutro w ogóle będą pamiętać co się wydarzyło.
-Może lepiej chodźmy już do hotelu. - Pokiwałam głową na znak przystania na jego propozycję i po chwili już byliśmy na świeżym powietrzu.
Na całe szczęście do hotelu mieliśmy bardzo blisko. W między czasie weszłam na Snapa i jak się okazało Tom wrzucił tam filmik z pokazu tańca Kennetha. Pokręciłam tylko głową z rozbawieniem i schowałam komórkę do torebki.
-Mówiłem ci już, że jesteś piękna? - Zapytał kiedy byliśmy już w pokoju hotelowym. Spuściłam na chwilę wzrok, ponieważ na moją twarz wkradł się lekki rumieniec. Uśmiechnęłam się pod nosem, po czym z powrotem spojrzałam w jego oczy. Teraz wydawały się jeszcze piękniejsze.
-Dokładnie sto osiem razy. - Tak na prawdę nie liczyłam, ale słyszę ten komplement na każdym kroku.
-Wow, naprawdę liczyłaś?
-No co ty. Zawsze byłam słaba z matmy. - Miałam same trójki, więc w sumie nie tak źle, ale w porównaniu z innymi przedmiotami to było naprawdę kiepsko. - A ty co miałeś z matmy?
-Ja zawsze byłem niedocenionym geniuszem matematycznym.
-Niedocenionym?
-No wiesz, umiałem wszystko na najlepszą ocenę, a dostawałem tą najgorszą.
-Trzeba było się bardziej przykładać do nauki, a nie. - Stuknęłam go lekko w ramię.
-Kiedyś skoki były dla mnie najważniejsze.
-A teraz? - Popatrzył mi w oczy i pogłaskał mnie kciukiem po policzku.
-Ty. - Serce mocniej mi zabiło a oddech przyspieszył. Po chwili poczułam jego wargi na moich ustach. Na początku całował bardzo delikatnie, praktycznie niewyczuwalnie, by potem zagłębić się bardziej w moich ustach. Zawiesiłam swoje ręce na jego karku, a on swoje umieścił na moich pośladkach. Rozchyliłam lekko wargi, aby nasze języki się spotkały. Poczułam jego dłonie kierujące się na moje biodra, by następnie mogły znaleźć się pod moją koszulką. Po chwili nie miałam już jej na sobie. Powolnym krokiem skierowaliśmy się w stronę łóżka, nie odrywając się od siebie nawet na sekundę. Leżałam na łóżku, a on zawisł tuż nade mną. Odchyliłam głowę do tyłu, a on przeniósł się z pocałunkami na moją szyję. Odepchnęłam go lekko w bok, czym go najwyraźniej zaskoczyłam. Usiadłam na nim okrakiem i powolnym ruchem zaczęłam odpinać jego koszulę jednocześnie całując jego tors. W tym samym czasie pozbył się mojego stanika. Ponownie znalazłam się pod nim. Zaczął pieścić moje piersi. Pozbył się moich spodenek, co też ja uczyniłam z jego. Szybko pozbyliśmy się również reszty bielizny. Wszedł we mnie i po pewnym czasie doszliśmy. Usnęłam przytulona do Michaela.
Obudziłam się czując na sobie czyjś ciężar. Powoli otworzyłam oczy i zobaczyłam Michaela przytulonego do mnie jak do poduszki. Przypomniały mi się wydarzenia ostatniej nocy i na samą myśl o nich się uśmiechnęłam. Jakimś cudem udało mi się uwolnić z uścisku blondyna i poszłam do łazienki wziąć prysznic. Po jakimś czasie poczułam czyjeś dłonie na moich biodrach. Tak mnie ten ktoś wystraszył, że zapiszczałam, co musiało głupio wyglądać.
-Spokojnie, to tylko ja. - Starał się mnie uspokoić.
-Idioto, wystraszyłeś mnie. - Próbowałam udawać oburzoną jego zachowaniem, co mi chyba nie wyszło.
-Nie chciałem. Wybaczysz mi? - Posłał w moją stronę spojrzenie kota ze Shreka.
-No nie wiem. - Skrzyżowałam ręce i udawałam zamyśloną.
-A teraz? - Złożył pocałunek na mojej szyi.
-Musisz się bardziej postarać. - Złączył nasze usta w gorącym pocałunku.
-Teraz lepiej?
-Zdecydowanie.

Witam wszystkich tych, co pomimo mojej długiej nieobecności wciąż tu są. Przepraszam za to, że tyle czasu nic nie dodawałam. Dopiero co się skończył rok szkolny, a ja miałam wiele do poprawy. Wczoraj wróciłam z tygodniowych wakacji. Dzisiaj usiadłam przed laptopem i naszło mnie na ponowne pisanie. Pomysł na opowiadanie mam tylko czasami ciężko jest wyrazić coś słowami. Nie wiem za ile pojawi się kolejny rozdział, ponieważ na wattpadzie mam też jedno opowiadanie i w sumie dodaję raz tu raz tam.
W następnym rozdziale trochę się wszystko popsuje :/
Jest tu w ogóle ktoś? Zostawcie po sobie ślad, żebym wiedziała, czy jest sens pisać dalej ;)

poniedziałek, 8 maja 2017

Rozdział XVI

Michael
Leżę sobie właśnie na łóżku z rękami na karku. Na nosie mam moje ulubione okulary przeciwsłoneczne, z którymi w wakacje się nigdy nie rozstaję. Czekam właśnie na moją księżniczkę, która się szykuje do wspólnego wyjścia na plażę. Leżę już tak z pół godziny, gdy nagle dochodzi do mnie dźwięk zamykania drzwi.
-Już.-Usłyszawszy jej głos momentalnie uniosłem głowę, aby na nią spojrzeć. Ubrana była w zwiewną sukienkę w kwiaty, w której wyglądała po prostu bosko.-Ej, już mi się tak nie przyglądaj, tylko wstawaj i idziemy.-Zaśmiała się, co też ja uczyniłem.
-Kiedy tak trudno przerwać jak ma się obok taką piękną dziewczynę.-Posłałem w jej stronę buziaka.
-Uważaj, bo moja samoocena za bardzo pójdzie w górę.-Podeszła do swojej torebki i zaczęła czegoś w niej szukać. Wstałem z łóżka i przytuliłem ją od tyłu.
-Kocham cię.-Szepnąłem jej do ucha. Po tych słowach odwróciła się w moją stronę i ściągnęła mi okulary, po czym spojrzała mi w oczy.
-Ja ciebie też.-Usłyszawszy jej słowa pocałowałem lekko jej wargi, ale ona po chwili pogłębiła pocałunek. Kiedy już się oderwaliśmy od siebie, założyliśmy nasze okulary przeciwsłoneczne i udaliśmy się na plażę.

Diana
-Kotku, chodź. Woda jest cudowna.-Powiedział Michi, idąc w moją stronę. Oczywiście ja wolałam się trochę poopalać, póki mam na to okazję. Od kiedy pamiętam to zawsze kochałam ten gorąc padający na moje ciało. Nigdy nie rozumiem ludzi, którzy tego nie lubią. Plaża to jest miejsce, gdzie można swobodnie wypocząć, a przy okazji się nieźle opalić.
-Wolę sobie zostać tutaj, ale jak ty chcesz iść to śmiało.-Uśmiechnęłam się słodko, ale dobrze wiedziałam, że go i tak nie przekonam. No cóż, chociaż spróbuję. Może akurat jakimś cudem mi się uda. Moje plany popsuły magiczne słowa, które wypowiedział blondyn do mojego ucha, a brzmiały: "Jak pójdziesz ze mną popływać to później pójdziemy na lody". Przyznaję się. Przekupił mnie tym jakbym była małym dzieckiem.
-No niech ci będzie. Powiedzmy, że się zgadzam.-Złapałam go za rękę i pociągnęłam w stronę wody.

-To gdzie idziemy na te lody?-Zapytałam kiedy szliśmy w stronę hotelu.
-Tam jest jakaś budka. Chodźmy.-Kiwnęłam tylko głową i ruszyliśmy w tamtą stronę. Po chwili Michael nagle się zatrzymał.
-Co jest?-Spytałam niepewnie. Nie rozumiałam co się dzieje. Przez głowę przechodziło mi milion myśli na sekundę.
-Nic. Po prostu chodźmy stąd. Przyjdziemy innym razem.-Złapał mnie za rękę i zaczął iść w przeciwną stronę. Zrobiłam może trzy kroki i się zatrzymałam. Nie miałam najmniejszego zamiaru iść gdziekolwiek, póki mi niczego nie wyjaśni. Skrzyżowałam ręce i przymrużyłam lekko oczy. Musiałam wyglądać zabawnie, ale to się teraz nie liczyło.-Czemu nie idziesz?-Zapytał, jakby to było teraz najważniejsze.
-Wytłumacz mi o co chodzi, bo nie bardzo rozumiem.-Hayboeck wywrócił oczami, czym jeszcze bardziej mnie zirytował.
-Już i tak za późno.-Spojrzał w przestrzeń znajdującą się za mną. Skierowałam wzrok w to samo miejsce i ujrzałam dwóch mężczyzn zmierzających w naszym kierunku.
-Cześć Michael. A co ty tu robisz?
-Przyjechałem na wakacje z moją dziewczyną.-Mówiąc ostatnie słowa, przyciągnął mnie bliżej siebie.

-Nie rozumiem cię. Hilde i Gangnes są na prawdę bardzo mili.-Zapoznałam się z Tomem i Kennethem. Zaprosili nas wieczorem do pobliskiego klubu, więc się zgodziłam. Michi nie protestował, a teraz jak oni poszli to wielce obrażony. Gorzej niż z babą w ciąży. Idziemy właśnie do hotelu, a właściwie to on, bo ja muszę praktycznie biec, żeby dotrzymać mu kroku.-Mógłbyś trochę zwolnić? Nie mam takich długich nóg jak ty.-Nie reagował na moją prośbę, więc stwierdziłam, że nie będę się nim przejmować. On może olewać mnie, to ja jego.-Świetnie! Najwyżej się zgubię!-Krzyknęłam i usiadłam na pobliskiej ławce. Mój chłopak w końcu się mną zainteresował. Usiadł obok mnie nic nie mówiąc. Między nami długo panowała cisza. Starałam się na niego nie patrzeć, w końcu to on powinien pierwszy zacząć rozmowę. Widziałam jedynie kątem oka jak bawi się palcami u rąk. Nie wiem dokładnie ile tak siedzieliśmy, ale w końcu się doczekałam.
-Przepraszam.-Szepnął. Cały czas patrzyłam w przestrzeń przede mną. Na razie nie chcę łapać z nim kontaktu wzrokowego.-Imprezowanie z nimi to na prawdę nienajlepszy pomysł. Wydaje ci się, że wypiłaś jednego drinka, a w rzeczywistości było tego o wiele więcej. Zdecydowanie za dużo.-Zrobił krótką pauzę.-Jeżeli na prawdę chcesz się z nimi spotkać to pójdę z tobą. Tylko się nie gniewaj na mnie.-Dotknął dłonią mojego policzka i przekręcił moją twarz tak, abym na niego spojrzała.-Uwierz mi, że zależy mi na tobie.-Spojrzał mi prosto w oczy, po czym złożył krótki pocałunek na moich ustach. Chwilę się wahałam co mam mu powiedzieć.
-Kocham cię. Następnym razem mów mi od razu o wszystkim, żeby potem nie było takiej sytuacji.
-Obiecuję.-Musnął mój policzek.-Chodźmy już. Skinęłam głową na jego propozycję.

Stefan
Spacerowałem po całym domu chyba już od ponad godziny, próbując dodzwonić się do Diany bądź Michaela, ale gołąbeczki oczywiście nie odbierają. Niech no tylko ich spotkam. Ja się tu zamartwiam, a oni mają to gdzieś. Czy to jest w ogóle dopuszczalne? Przecież ja tu nerwicy dostanę. A co, jeżeli coś się stało? Tfu, wypluj to. Michael jest odpowiedzialny. Chociaż... Jakby się tak głębiej zastanowić...
Moje rozmyślanie przerwało pukanie do drzwi. Najpierw chciałem udawać, że mnie nie ma, ale słysząc ciągłe stukanie, postanowiłem w końcu otworzyć. Rzuciłem telefon na sofę, tak, że po chwili i tak wylądował na podłodze, ale nie chciało mi się już go podnosić. Zrobię to później. Podszedłem do drzwi i po chwili je otworzyłem. To co tam ujrzałem, a raczej kogo osłupiło mnie totalnie. Stała przede mną brunetka, z którą jakiś czas temu się rozstałem. Moje serce ponownie zabiło na jej widok, a wydawałoby się, że udało mi się już poukładać wszystko na nowo. Tymczasem ona znowu staje na mojej drodze.
-Marisa?-Dziewczyna kiwnęła głową.-Wejdź.-Momentalnie odsunąłem się w bok, aby zrobić jej trochę miejsca.
-Dzięki.-Uśmiechnęła się nieśmiało.-Możemy porozmawiać?-Zdziwiło mnie to trochę. Od naszej ostatniej kłótni nie odezwała się do mnie słowem. Nie odpowiadała na wiadomości ode mnie. Zmieniła nawet numer telefonu.
-Pewnie. Czuj się jak u siebie. Napijesz się czegoś? Kawy? Herbaty? Soku?-Chciałem wymieniać dalej, ale przerwała mi, mówiąc, że woda wystarczy. Podałem jej szklankę z cieczą i usiadłem obok niej na kanapie.-O czym chciałaś porozmawiać?-Zapytałem, bo widziałem dobrze, że się trochę stresuje.
-Przemyślałam wszystko. Chciałabym cię przeprosić.-Spojrzała na mnie, a ja byłem zaskoczony. Byłem pewien, że tkwi w przekonaniu, że to ja powinienem prosić o wybaczenie.-Wiem, nie powinnam całkowicie się od ciebie odcinać. Przez tą przeklętą awanturę pewnie teraz mnie nienawidzisz i masz do tego całkowite prawo. Nie powinnam urządzać ci tej sceny zazdrości. Zniszczyłam przez to nasz związek.-Zauważyłem, że po jej policzku spływa pojedyncza łza.
-Ciii... Nic już nie mów.-Przytuliłem ją do siebie.-Zapomnijmy o wszystkim. Zacznijmy wszystko od nowa. Co ty na to?-Zaproponowałem, ponieważ nadal ją kocham. Gdy ją ujrzałem wszystkie wspomnienia wróciły, każda chwila spędzona razem.
-Myślisz, że się uda?
-Nie dowiemy się póki nie spróbujemy.-Pocałowałem ją namiętnie w usta, co odwzajemniła.

Witam po długiej nieobecności, za którą przepraszam. Jest tu ktoś jeszcze? Postaram się, aby następny rozdział pojawił się szybciej niż ten.