niedziela, 16 kwietnia 2017

Rozdział XV

(Diana)
Jesteśmy w drodze powrotnej do domu. Oczywiście mieliśmy wyjechać z samego rana, ale mama Michaela nie chciała nas tak szybko puszczać, więc wyszło na to, że wyjechaliśmy dopiero po obiedzie. Nie dzwoniłam do Stefana, bo do tej pory jestem na niego wkurzona. Coś czuję, że kiedy pojedziemy z Michim na wakacje to nie będzie nam dawał spokoju. Będę musiała na tydzień zablokować jego numer, żeby mieć chodź przez chwilę spokój. Nie mam pojęcia czy on to robi na złość, czy jest taki nadopiekuńczy. Jedno jest pewne, brakuje mu chyba towarzystwa. Trzeba będzie go poznać z jakąś dziewczyną. Może wtedy się trochę opamięta.
-O czym tak myślisz? - Zapytał mój chłopak, przez co wyrwał mnie z rozmyślania.
-Martwię się trochę. - Westchnęłam.
-Czym? Jeżeli chodzi o nasz wyjazd to... -Nie dałam mu dokończyć.
-Chodzi o Stefana. Nie uważasz, że czuje się trochę samotny? - Spojrzałam na Michaela nie pewnie, ale jego jak zawsze żarty się trzymały.
-Przecież ma kota. - Zaczął się śmiać, ale gdy zobaczył moją poważną minę, przestał.
-Ja mówię poważnie. Przecież gdyby tak nie było to dałby nam chociaż chwilę spokoju. Może powinien sobie w końcu znaleźć jakąś dziewczynę. Co myślisz?
-Jak dla mnie to on się jeszcze nie otrząsnął po rozstaniu z Marisą. - Zaskoczyło mnie to, co mi powiedział Michael. Stefan mi nic nie wspomniał o swojej byłej. To do niego nie podobne. Zazwyczaj mówiliśmy sobie o wszystkim. Najwyraźniej coś się musiało stać, że do tej pory milczał.
-Nic mi o tym nie wspominał. Długo byli razem? - Spojrzałam pytającym wzrokiem na swojego chłopaka. Zmarszczyłam lekko brwi, czekając aż udzieli mi odpowiedzi na nurtujące mnie pytanie.
-Coś około dwóch lat. - Odpowiedział, mocno zastanawiając się, czy aby na pewno dobrze mówi. - Na prawdę nic ci o niej nie wspominał? - Pokiwałam przecząco głową. - To może nie wspominaj o niej w jego obecności. Chłopak strasznie to przeżył.
-A dlaczego się tak w ogóle rozstali? - Wiem, może zadaję dużo pytań, ale tylko w ten sposób się czegoś dowiem.
-Nie mam pojęcia. - Wzruszył ramionami wpatrując się w drogę przed nami. - Skończył się sezon i wróciliśmy do domu. Po kilku dniach Stefan powiedział, że Marisa z nim zerwała, a dlaczego? Nie powiedział. Chyba tylko oni to wiedzą.
Zatrzymaliśmy się pod domem Stefana. Michael otworzył mi drzwi od samochodu i podał mi rękę. Po chwili stałam już obok niego. Wyjął moją torbę z bagażnika, ale nie dał mi jej do ręki, bo stwierdził, że sam mi ją zaniesie do pokoju. Oczywiście na początku trochę protestowałam, ale później zobaczyłam, że to nie ma sensu, bo i tak z nim nie wygram. Podeszliśmy do drzwi i szybkim ruchem zadzwoniłam dzwonkiem. Po chwili ujrzeliśmy Stefana trzymającego się za głowę. Spojrzałam na Michaela z lekkim zaskoczeniem. Wiedziałam, że szykowali imprezę, ale nie sądziłam, że aż tyle będą pić. Kraft był bardzo zaskoczony gdy nas zobaczył. Nie umie skrywać dobrze swoich emocji. Czytam z niego jak z otwartej książki.
-A wy nie mieliście jakoś później wrócić? - Przymrużył jedno oko, co trochę zabawnie wyglądało.
-Jeszcze chwilę się ze mną pomęczysz. - Uśmiechnęłam się cwaniacko. - O której po mnie przyjedziesz? - Zwróciłam się do Michaela, który spojrzał na zegarek, a po chwili namysłu mi odpowiedział.
-Zbyt dużo czasu nie mamy, więc za jakieś dwie godzinki, może krócej, będę z powrotem. - Kiwnęłam głową. Stefan nadal stał w lekko uchylonych drzwiach i patrzył na nas jak na kosmitów.
-No otwórz w końcu te drzwi, muszę się jeszcze spakować. - Zaśmiałam się do kuzyna, który zaczął wzrokiem błądzić po każdym możliwym miejscu, byle nie spojrzeć mi w oczy, a przynajmniej takie miałam wrażenie.
-No bo ten... no. - Zaczął się jąkać, ale przerwałam mu.
-Oj, Stefan. - Pokręciłam głową i szybkim ruchem ręki otworzyłam drzwi. Zrobiłam kilka kroków, ale po chwili się zatrzymałam. Rozejrzałam się. Chłopcy smacznie spali na kanapie i podłodze. Najbardziej rozbawił mnie Thomas, który przytulał się do stopy Gregora jak do pluszowego misia. Po chwili mina mi zrzedła, bo dotarł do mnie otaczający mnie widok. Bałagan? To za mało powiedziane. Wszędzie były porozrzucane butelki po alkoholu różnego rodzaju. Wytrzeszczyłam oczy ze zdziwienia. - Stefan? Czy tędy przeszło tornado? - Zapytałam nadal stojąc w bezruchu.
-Przepraszam cię. Nie chciałem, żeby tak wyszło. Miało być spokojnie, ale to przez nich. - Podszedł do mnie i złapał mnie za ramię, a ja nadal stałam do niego tyłem. - To Manuel zaprosił swoich znajomych. Powiedział, że kilku, a kiedy poszedłem na chwilę na górę to mój dom się przemienił w istną imprezę, na której było pełno obcych ludzi. Nie bądź na mnie wściekła. - Odwróciłam się twarzą do niego, aby móc spojrzeć mu prosto w oczy.
-Posłuchaj. To jest twój dom i masz prawo robić w nim co chcesz, ale na przyszłość radzę, żebyś lepiej to wszystko kontrolował, bo następnym razem to się może gorzej skończyć. - Puściłam mu oczko na rozluźnienie sytuacji. Podeszłam do Michaela, który przysłuchiwał się naszej rozmowie. Miałam wrażenie, że chciało mu się śmiać z zaistniałej sytuacji, ale postanowiłam nie drążyć tematu. - Zaprosiłabym cię do środka, ale ci tutaj narozrabiali i nie wiem czy to najlepszy pomysł. Sam zobacz. - Pokazałam ręką wnętrze domu.
-Spoko, rozumiem. Gdzie zanieść ci torbę? - Wskazał palcem na mój bagaż.
-Zostaw tutaj. - Wskazałam miejsca obok szafki na buty. - Później się nią zajmę. - Machnęłam ręką.
-Jak wolisz. - Odstawił mój bagaż, po czym podszedł do mnie. - Niedługo przyjadę. Tylko nie zapomnij niczego. - Na ostatnie zdanie lekko pogroził mi palcem.
-Spokojnie. Na pewno niczego nie zapomnę. - Zaśmiałam się lekko. Michael dał mi szybkiego buziaka. - Do zobaczenia.
-Serio? Ja tu liczyłem na jakąś scenę z komedii romantycznej, a wy zachowujecie się jak stare małżeństwo. - W tym samym momencie z Michaelem przenieśliśmy szybko wzrok na Stefana, który wyglądał jak dziecko domagające się obejrzenia ulubionej bajki.
-Stefan! - Powiedzieliśmy w tym samym momencie.
-No co? - Nie odpowiedzieliśmy mu, a on chyba zrezygnował, bo tylko machnął ręką. - Dobra, już mnie tu nie ma. - Uniósł ręce w geście obrony i poszedł. Pożegnałam się z Michim i poszłam się pakować.
Po nieco ponad godzinie blondyn był u mnie z powrotem. Zapakował moją walizkę do swojego samochodu, a później otworzył mi drzwi. Usiadłam wygodnie na przednim siedzeniu i chciałam zapiąć pas, ale Michael mnie chciał w tym wyręczyć. Spojrzałam na niego niepewnie, na co on się tylko uśmiechnął. Nachylił się tuż nade mną, zapinając pomału pas. Poczułam wspaniały zapach jego perfum. Przymknęłam powieki i wzięłam głęboki wdech, aby móc się bardziej zagłębić w cudownym aromacie. Nie uszło chyba to uwadze mojego chłopaka, bo uśmiechnął się pod nosem i poszedł zasiąść za kierownicą.
Nim się obejrzałam a siedziałam już w samolocie. Nawet nie wiem kiedy usnęłam. Obudziłam się dopiero jak podchodziliśmy do lądowania. Michi zamówił taksówkę, którą pojechaliśmy do hotelu. Wchodząc do środka, od razu zauważyłam sofę, na której usiadłam, czekając aż Hayboeck pozałatwia wszystkie formalności. Po paru minutach znajdowaliśmy się w windzie, którą wjechaliśmy na odpowiednie piętro. Następnie za pomocą karty otworzyliśmy hotelowe drzwi. Moim oczom ukazał się duży pokój z wielkim łóżkiem na środku. Zauważyłam drzwi do łazienki. Otworzyłam je i zobaczyłam dosyć ładne pomieszczenie w kolorze błękitu, w którym znajdował się zarówno prysznic jak i wanna.
-I jak podoba się? - Zapytał Michi, opierając się o framugę drzwi.
-Jest ślicznie. Byłeś tu już, czy wybierałeś w ciemno? - Wyminęłam chłopaka i odsunęłam swoją walizkę w poszukiwaniu przyborów do kąpieli, w końcu było już późno.
-Kiedyś byliśmy tu na zgrupowaniu. - Podrapał się po głowie. - Ale nie mówmy teraz o tym. Jesteś może głodna?
-W sumie to nie. Wezmę szybki prysznic i idę spać. Jestem wykończona. - Wyjęłam wszystkie potrzebne rzeczy z walizki i poszłam do łazienki, dając wcześniej Michaelowi buziaka.
Po chwili mogłam poczuć na moim ciele gorące krople wody. Było to wspaniałe uczucie. Wreszcie mogłam się odprężyć po ciężkim dniu. Mogłam zapomnieć o problemach, a jednocześnie zastanowić się nad kilkoma sprawami, a w szczególności nad jedną. Nie wiem czy powinnam powiedzieć Michaelowi teraz, czy zrobić to później. Otóż dzięki Stefanowi otrzymałam propozycję pracy jako psycholog skoczków. Z jednej strony jest to dobre rozwiązanie, bo podczas sezonu będę częściej widywać się z moim chłopakiem, ale z drugiej nie chciałabym przypadkiem dekoncentrować Michiego. Nie wiem także, czy byłby zadowolony z takiego rozwiązania. Będę musiała z nim o tym porozmawiać, ale zrobię to chyba dopiero jak wrócimy do Austrii. Nie chcę na wakacjach poruszać tematów związanych z pracą. Wolę w pełni cieszyć się obecnością tutaj z moim ukochanym.
Z rozmyślania wyrwał mnie głos Michaela. Kurcze, chyba faktycznie się za bardzo zamyśliłam.
-Długo jeszcze? Muszę do łazienki! - Zakręciłam wodę i wyszłam spod prysznica.
-No to sobie jeszcze trochę poczekasz. - Zaśmiałam się cwanie.
-Ej! Bo zaraz otworzę te drzwi. - Walnął pięścią w drzwi.
-Jakbyś nie był świadom, to są zamknięte. - Owinęłam się ręcznikiem.
-To dla mnie pikuś. Albo wychodzisz, albo wchodzę, bo już dłużej nie wytrzymam.
-Jeszcze chwila. - Chciałam jeszcze rozczesać włosy, ale nie wiem jakim cudem, ale udało mu się otworzyć drzwi. Wzięłam swoje ubrania, aby się przebrać w pokoju.
Kiedy Michael poszedł się wykąpać, miałam zamiar na niego poczekać, ale sen przyszedł szybko i usnęłam.
Długo mnie nie było, za co przepraszam, ale w końcu jestem z nowym rozdziałem. Jest to najprawdopodobniej przedostatni, w którym bohaterowie są szczęśliwi, bo później przez nieporozumienia trochę namieszam :D
Piszcie w komentarzach, czy się podoba ;)